TMS: Styczeń nie będzie tak dobry dla złotego

08-01-2007, 16:55

Grudzień przyniósł nieznaczne umocnienie amerykańskiej waluty i tendencja ta była kontynuowana w pierwszych dniach nowego roku.

Grudzień przyniósł nieznaczne umocnienie amerykańskiej waluty i tendencja ta była kontynuowana w pierwszych dniach nowego roku.

 Zbiorczy indeks badający relację „zielonego” względem sześciu głównych par walut, czyli US Dollar Index wzrósł z 82,92 pkt. w końcu listopada do 83,72 pkt. przed Sylwestrem. Nieznacznie spadły notowania EUR/USD (do 1,3196), GBP/USD (do 1,9586) i USD/SEK (do 6,8433). Z kolei amerykańska waluta zyskała w relacji do jena (USD/JPY 119,04) , szwajcarskiego franka (USD/CHF 1,2191) i kanadyjskiego dolara (USD/CAD 1,1658). Spore przetasowania przyniosły pierwsze dni nowego roku, kiedy to amerykańska waluta dosyć wyraźnie zyskiwała na wartości. W efekcie kurs najbardziej interesującej nas pary, czyli EUR/USD spadł w okolice 1,30.

W przypadku EUR/USD dynamiczna zwyżka notowań obserwowana zwłaszcza w drugiej połowie listopada została zakończona już w pierwszej dekadzie grudnia w okolicach 1,3365, wyznaczanych przez analizę techniczną na podstawie szerokości kanału wcześniejszej kilkumiesięcznej konsolidacji. To może sugerować, że rozpoczęliśmy nieco większą korektę notowań EUR/USD, która może się przeciągnąć w czasie jeszcze o kilka dobrych tygodni i sprowadzić kurs eurodolara w okolice 1,28 na koniec stycznia.

Grudzień przyniósł tak naprawdę dalszą polaryzację oczekiwań odnośnie przyszłej polityki amerykańskiego banku centralnego (FED), chociaż mediana ostatniej grudniowej ankiety Reutera pokazała, że możliwe są dwie obniżki o 25 p.b. do 4,75 proc. w końcu roku. Różnice w odpowiedziach były jednak dosyć spore, a problem z odpowiedzią na pytanie jak faktycznie będzie wyglądać kształt polityki monetarnej FED wydają się mieć sami członkowie Komitetu Otwartego Rynku (FOMC). W opublikowanych 3 stycznia b.r. zapiskach z grudniowego posiedzenia, na którym poziom głównej stopy procentowej został utrzymany na poziomie 5,25 proc. można było jednocześnie znaleźć mocne sformułowania na temat ryzyka inflacyjnego, które stało się „głównym zmartwieniem”, ale i też opinie, iż ryzyko spowolnienia gospodarki nieco wzrosło i stało się trochę szersze, niż to wcześniej sądzono. Przypomnijmy, iż w komunikacie po posiedzeniu z 12 grudnia bank centralny po raz pierwszy zdecydował się na użycie sformułowania o „znaczącym ochłodzeniu” na rynku nieruchomości, co zdaniem obserwatorów mogło pokazywać, iż większy nacisk zostanie położony na problemy amerykańskiej gospodarki. Zwłaszcza, że w kolejnych tygodniach pojawiło się ryzyko, że do kulejącego rynku nieruchomości może dołączyć sektor przemysłowy, co byłoby bardzo złym sygnałem.

Odnosząc się do wcześniejszych spekulacji rynku na temat szybkiego poluzowania polityki monetarnej przez FED warto zauważyć, iż były one oparte w dużej mierze na domysłach rynku, gdyż w ostatnich tygodniach z ust członków FED nie padły żadne sformułowania mogące sugerować, że jakakolwiek obniżka stóp procentowych w perspektywie najbliższego półrocza może być brana pod uwagę. Wręcz przeciwnie – cały czas zwracano uwagę na utrzymujące się na zbyt wysokich poziomach wskaźniki inflacji bazowej.

Właściwa interpretacja sygnałów wysyłanych w ostatnim czasie przez FED powinna być taka, iż wiele zależeć będzie od spływających danych z gospodarki, a te niestety w dalszym ciągu są mieszane.

Nieznacznie poprawiły się nastroje na rynku nieruchomości, chociaż to w głównej mierze zasługa silnego spadku cen w ostatnim czasie, co zainteresowało stronę popytową. W efekcie sprzedaż domów na rynku wtórnym wzrosła w listopadzie do 6.280 mln z 6.240 mln w październiku (była to już druga zwyżka), a na rynku pierwotnym dynamika sprzedaży wyniosła w listopadzie 3,4 proc. do 1.047 mln. Wyraźnie do góry poszła w listopadzie wartość rozpoczętych budów (do 1.588 mln), chociaż było to w dużej mierze odreagowanie wcześniejszej, październikowej zniżki. Nieco zmniejszyła się natomiast liczba wydanych pozwoleń (do 1.506 mln). Z kolei na niezmienionym poziomie 33 pkt. utrzymał się w grudniu indeks nastrojów na rynku nieruchomości NAHB, co pokazuje, że rynek ten cały czas pozostaje w fazie zawieszenia i jeszcze wiele może się zmienić.

Sporym znakiem zapytania pozostaje sytuacja w przemyśle, po tym jak listopadowy wskaźnik ISM spadł do 49,5 pkt., czyli poniżej poziomu 50 pkt. mogącego sugerować zbliżającą się recesję. Obawy te załagodził grudzień, który pokazał odbicie do 51,4 pkt. Nieco lepiej zachował się także indeks Chicago PMI, który wzrósł do 52,4 pkt. z 49,9 pkt., chociaż analogiczny wskaźnik sporządzany dla regionu Filadelfii spadł do „minus” 4,3 pkt. Nadal nie ma zatem pewności, czy w sektorze przemysłowym nie powtórzy się sytuacja z rynku nieruchomości – o tym zadecydują odczyty w najbliższych miesiącach.

Tymczasem według II odczytu danych za III kwartał amerykańska gospodarka wcale nie miała się tak źle, jak można by było oczekiwać. Dynamika wzrostu gospodarczego wzrosła do 2,2 proc. wobec 1,6 proc. podanych w I odczycie i 2,6 proc. w II kwartale. Nieznacznie do dołu zrewidowany został wskaźnik skumulowanych wydatków w ujęciu bazowym (PCE Core), który wyniósł 2,2 proc. wobec 2,3 proc. z I odczytu i 2,7 proc. w II kwartale. Na niezmienionym poziomie utrzymał się deflator PKB (1,8 proc.). Lekko pozytywne nastawienie wobec przyszłej koniunktury można było znaleźć w Beżowej Księdze FED, która „zbiera” raporty o stanie gospodarki z poszczególnych okręgów. O tym, że sytuacja w amerykańskiej gospodarce nie jest taka zła, mogły też świadczyć opublikowane 13 grudnia b.r. dane o listopadowej sprzedaży detalicznej, która nieoczekiwanie wzrosła o 1,0 proc. m/m i 1,1 proc. m/m z wyłączeniem samochodów. Na plus należy także odnotować spory wzrost wskaźnika zaufania konsumentów Conference Board, który wzrósł na koniec grudnia do 109 pkt. ze 102,9 pkt. w listopadzie. W dużej mierze to wynik zwyczajowo lepszego grudnia i związanych z tym zakupów. Dosyć dobry był także listopadowy indeks ISM dla sektora usług, który wzrósł do 58,9 pkt., ale nieco spadł w usługach – do 57,1 pkt.

Dobre informacje napłynęły z rynku pracy. Mimo pesymistycznych przewidywań niezależnej firmy ADP, która prognozowała 40 tys. spadek nowych miejsc pracy w grudniu, okazało się, że amerykańska gospodarka wygenerowała aż 167 tys. nowych miejsc pracy, a dane za październik i listopad zostały zrewidowane do góry. Do 0,5 proc. m/m z 0,3 proc. po rewizji w górę wzrosła dynamika średnich tygodniowych zarobków, co może zostać uznane za impuls proinflacyjny. Niemniej jednak, można się spodziewać, że kolejne dane publikowane na początku lutego będą śledzone przez inwestorów równie uważnie.

W ważnej gospodarczej materii inflacji warto odnotować, iż presja na wzrost cen w ostatnim czasie zaczęła nieco wyhamowywać, chociaż kwestia jest nieco dyskusyjna. Bazowy wskaźnik inflacji konsumenckiej CPI spadł w listopadzie do 2,6 proc. r/r oddalając się tym samym od swojego szczytu na 2,9 proc. r/r odnotowanego we wrześniu. Z kolei CPI liczony w szerszym ujęciu odbił się w górę do poziomu 2 proc. r/r po spadku do 1,3 proc. r/r w październiku. To, że ryzyko inflacyjne wciąż się utrzymuje pokazał odczyt inflacji w cenach producentów (PPI), która w listopadzie wzrosła do 1,8 proc. r/r wobec 0,6 proc. r/r miesiąc wcześniej. Niebezpieczny jest fakt, iż stało się to przy względnie taniejących surowcach. Tym samym i w tym wypadku szczególnie istotne będą dane publikowane w najbliższych miesiącach.

Bez większego echa przeszły wyniki wyborów do Kongresu, które pokazały porażkę rządzących od kilku lat Republikanów. Nie wydaje się jednak, aby Demokraci zdecydowali się na wprowadzenie radykalnych zmian w dotychczasowej polityce gospodarczej, która przynosi efekty w postaci spadku deficytu budżetowego (i to paradoksalnie przez obniżkę podatków), a raczej skupią się na rozliczaniu administracji prezydenta Busha za polityczne i społeczne koszty wojny w Iraku. Ten zwrot o 180 stopni w amerykańskim Kongresie może mieć zupełnie inne skutki dla rynku – mam tu na myśli zaostrzenie kursu z Chinami, które są coraz częściej obarczane o utrzymująca się nierównowagę w handlu z USA – w październiku wzrosła ona do 24,4 mld USD, mimo, że w ogólnym ujęciu deficyt spadł najwięcej od 5 lat -do 58,89 mld USD z 68,26 mld USD po korekcie, co było w dużej mierze wynikiem taniejącej ropy. Tyle, że im większa presja na uwolnienie niedoszacowanego kursu juana, tym silniejsze są odpowiedzi dążącego do pokazania własnej niezależności Pekinu – jeszcze w listopadzie miało miejsce kilka wypowiedzi najwyższych rangą przedstawicieli Ludowego Banku Chin, którzy sugerowali potrzebę rozważenia dywersyfikacji dolarowych aktywów, twierdząc, iż przyszłość amerykańskiej waluty nie rysuje się w najlepszych barwach. Nie trudno się domyśleć, co by się stało, gdyby Chińczycy zmniejszyli skalę comiesięcznych zakupów amerykańskich papierów skarbowych, które służą do finansowania ogromnego deficytu C/A Stanów Zjednoczonych. Na razie jednak według ostatnich danych, napływ kapitałów netto wyniósł w październiku 82,3 mld USD wobec 70,2 mld USD po korekcie we wrześniu. Warto jednak zwrócić uwagę, iż o wadze czynnika dywersyfikacji w przyszłości wspominał też były szef FED Alan Greenspan, twierdząc w grudniu, iż rynki powinny przygotować się na „kilka lat słabości dolara”.

A co w strefie euro? Zwyżkę wspólnej waluty na rynkach światowych podgrzewały w końcu listopada utrzymujące się „jastrzębie” wypowiedzi przedstawicieli Europejskiego Banku Centralnego, znane z ubiegłych miesięcy. W efekcie uczestnicy rynku utwierdzili się w przekonaniu, że stopy procentowe będą wyraźnie rosły także w 2007 r., a planowana na 7 grudnia podwyżka stóp procentowych do poziomu 3,50 proc. nie będzie ostatnią. Komunikat, który ukazał się po tym posiedzeniu ECB nie sugerował jednoznacznie kontynuacji cyklu podwyżek. Wprawdzie zwrócono uwagę, iż stopy procentowe pozostają wciąż na niskim poziomie, a wzrost gospodarczy ma solidne i trwałe podstawy, to jednak nie użyte zostało sformułowanie o konieczności zachowania „wzmożonej czujności”. Ograniczono się jedynie do zwrotu, iż Rada Gubernatorów będzie uważnie monitorować wszystkie procesy zachodzące w gospodarce, a mogące mieć wpływ na naruszenie stabilności cenowej. Z kolei szef ECB, Jean-Claude Trichet stwierdził, iż rynki byłyby w błędzie, gdyby oczekiwały kolejnej podwyżki stóp procentowych już w lutym, dodając, iż bank centralny nie ma w zwyczaju wcześniejszego anonsowania swoich decyzji. Niemniej jednak grudniowe ankiety agencji Reutera pokazały, że dosyć prawdopodobne jest takie posunięcie w marcu o 25 p.b. do 3,75 proc. Pojawiły się także opinie, iż można się będzie spodziewać kolejnego posunięcia do 4,00 proc. we wrześniu, chociaż nie są one na razie aż tak liczne.

Prześledźmy jednak bliżej to, co działo się w europejskiej gospodarce na przestrzeni ostatnich tygodni. Podaż pieniądza M3, na którą zwraca uwagę bank centralny wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie – powyżej referencyjnego 4,5 proc. r/r – w listopadzie jej wartość wyraźnie wzrosła do 9,3 proc. r/r z 8,5 proc. r/r w październiku. Zatrzymany został także obserwowany od czerwca b.r. spadek inflacji HICP – po wzroście w listopadzie do 1,9 proc. r/r z 1,6 proc. r/r w październiku, w grudniu jego wartość utrzymała się na tym samym poziomie. Rekordowe pozostały wskaźniki nastrojów w biznesie – niemiecki Ifo, który wzrósł w grudniu do 108,7 pkt., chociaż jego francuski odpowiednik zniżkował do 106 pkt. Z kolei do poziomu 110,5 pkt. z 110,4 pkt. wzrósł w listopadzie indeks nastrojów gospodarczych sporządzany przez Komisję Europejską – spadł on jednak później w grudniu 110,1 pkt.. Dodatkowo wysocy rangą unijni urzędnicy (poza zwyczajowo krytyczny francuskimi politykami) zapewniali, iż obserwowane na przełomie listopada i grudnia szybkie zwyżki europejskiej waluty nie stanowią zagrożenia dla kondycji euro-gospodarki. A o tym, iż jest ona wciąż dobra świadczyły dane o wzroście PKB w III kwartale. Ich drugi odczyt przyniósł rewizję poprzednich danych do góry – i tak dynamika wzrostu PKB w III kwartale wyniosła 2,7 proc. r/r, wobec zrewidowanych 2,8 proc. r/r w poprzednim okresie.

Rynek krajowy:

Grudzień na rynku złotego można podzielić na dwie części. Pierwszą trwającą do 13 grudnia, kiedy to złoty kontynuował umocnienie zapoczątkowane w październiku i drugą, kiedy to widoczna była pewna konsolidacja i pojawiły się pierwsze sygnały mogące sugerować zbliżającą się korektę, do której faktycznie doszło w pierwszych dniach stycznia. I tak 30 listopada odchylenie po mocnej stronie parytetu wynosiło 20,55 proc. po mocnej stronie, 13 grudnia już 21,05 proc., a w ostatnią sesję 2006 roku – 20,16 proc. W momencie pisania niniejszego raportu, czyli 8 stycznia było to 18,89 proc. po mocnej stronie.

Siła złotego to jednak przede wszystkim wynik dobrego klimatu inwestycyjnego utrzymującego się w naszym regionie, a także rewelacyjnych danych makroekonomicznych z polskiej gospodarki. Jak podał 30 listopada Główny Urząd Statystyczny przyspieszyła ona w III kwartale b.r. do 5,8 proc. r/r z 5,5 proc. r/r odnotowanych w poprzednim okresie. Kluczowym motorem wzrostu stały się inwestycje, których dynamika wyniosła 19,8 proc. r/r – to sugeruje, iż dobra sytuacja ma szanse utrzymać się dłużej. Zwiększył się także popyt krajowy – do 6,1 proc. r/r, a spożycie indywidualne wyniosło 5,5 proc. r/r – to wynik poprawiającej się sytuacji materialnej Polaków, w tym spadku stopy bezrobocia - w październiku do 14,9 proc. i 14,8 proc. w listopadzie. Dobre wskazania były także potwierdzane przez dane o dynamice produkcji przemysłowej, która w listopadzie wyniosła 11,7 proc. r/r utrzymując tym samym dwucyfrową dynamikę. Podobnie rzecz się miała ze sprzedażą detaliczną, która w listopadzie wyniosła 13,6 proc. r/r wobec 13,3 proc. r/r w październiku. To, co istotne to fakt, iż szybszy wzrost gospodarczy nie „pociągnął” za sobą inflacji, a nawet obniżone zostały prognozy jej wzrostu przez resort finansów. I tak wskaźnik CPI odbił się wprawdzie w listopadzie do 1,4 proc. r/r z 1,2 proc. r/r w październiku, ale nie zdołał powrócić do wrześniowych poziomów (1,6 proc. r/r). W pierwszych dniach stycznia resort finansów zapowiedział, że inflacja w grudniu wyniesie najpewniej 1,5 proc. r/r (ostateczne dane poznamy 15 stycznia), a w marcu, kiedy to ma przypaść jej szczyt, ukształtuje się na poziomie 2,1-2,3 proc. r/r. Tym samym cel banku centralnego na poziomie 2,5 proc. r/r może nie zostać w tym roku naruszony, gdyż w końcu roku wskaźnik CPI może ukształtować się w okolicach 2,0 proc. r/r. Warto jednak zwrócić uwagę na wyraźny wzrost inflacji bazowej netto w listopadzie, która ukształtowała się na poziomie 1,6 proc. r/r wobec 1,3 proc. r/r w październiku. Wprawdzie roczna dynamika średniej płacy obniżyła się w listopadzie b.r. do 3,1 proc. r/r, to jednak możliwy wzrost płac wciąż pozostaje jednym z głównych zagrożeń inflacyjnych. Podobnie rzecz się ma z powrotem wyższej akcyzy na paliwa od stycznia (na razie jest ona częściowo amortyzowana przez spadki cen ropy na świecie), a także silnym złotym, który w minionym 2006 roku spełniał rolę antyinflacyjną. Nie można przecież wykluczyć, iż ewentualne szoki podażowe będące wynikiem sytuacji na rynkach międzynarodowych nieco poważniej osłabią złotego w 2007 r., mimo, iż na razie jest to mniej prawdopodobne.

Grudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (19-20 grudnia) okazało się być tylko formalnością, gdyż zgodnie z oczekiwaniami główna stopa procentowa pozostała na poziomie 4,0 proc., a w komunikacie tradycyjnie już przyznano, że zaostrzenie polityki pieniężnej może się okazać konieczne, chociaż nie sprecyzowano terminu. Uwzględniając fakt, iż dominują w niej na razie „gołębie”, czyli zwolennicy łagodnej polityki monetarnej, a także ostatnie odczyty inflacji wydaje się, że prognozowana wcześniej na marzec podwyżka stóp procentowych może się nieco przedłużyć o miesiąc – do dwóch. Dodatkowo spodziewamy się, iż w całym 2007 r. będzie tylko jedno posunięcie. Tym samym w najbliższym czasie większe znaczenie dla rynku będzie mieć osoba nowego prezesa Narodowego Banku Polskiego, którym najprawdopodobniej zostanie desygnowany 3 stycznia przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Sławomir Skrzypek sprawujący dotychczas funkcję pełniącego obowiązki prezesa banku PKO BP. Wcześniejsza kandydatura – prof. Sulmickiego upadła po 2 dwóch dniach w wyniku rezygnacji samego zainteresowanego. Pierwszy „feed-back” nie był jednak najlepszy – zdaniem wielu obserwatorów rynku Sławomir Skrzypek ma zbyt małe przygotowanie merytoryczne, a jego nominacja jest polityczna i tym samym może nie gwarantować wystarczającej niezależności banku centralnego. Nie brak było także tych, iż nowemu prezesowi trudno będzie współpracować z całą Radą, a fakt, iż nie jest on żadnym autorytetem, może utrudnić komunikację z rynkami finansowymi. Tym samym nie dziwi spora niepewność i kontrowersje towarzyszące tej nominacji, które przełożyły się na osłabienie złotego w pierwszych dniach stycznia.

Grudzień przyniósł kontynuację wyraźnych listopadowych zwyżek notowań walut w naszym regionie. Inwestorzy uwierzyli w zaprezentowaną przez tamtejszego premiera Ferenca Guyrcsanego terapię wstrząsową mającą na celu radykalne obniżenie deficytu budżetowego, który w tym roku może wynieść 10,1 proc. PKB. Według jej założeń, które zyskały także akceptację Komisji Europejskiej, deficyt może spaść w 2009 r. do poziomu 3,4 proc. PKB, czyli nieco powyżej unijnego progu 3,0 proc. PKB. Pewnym zagrożeniem dla tej strategii jest założony wyraźny wzrost fiskalizmu, co w przypadku nieoczekiwanego, pesymistycznego rozwoju wypadków na rynkach światowych, mogłoby doprowadzić mocnego wyhamowania węgierskiej gospodarki. Firmy mogłyby nie wytrzymać obciążeń fiskalnych, co doprowadziłoby w efekcie do spadku wpływów do budżetu i wyraźnego wzrostu niepokojów społecznych. Na razie premier Guyrcsany pokazał, że jego pozycja w koalicji nie jest zagrożona, a inwestorzy liczą na „miękkie” lądowanie w USA, co tym samym nie powinno zbytnio zachwiać globalnym wzrostem gospodarczym. Zwyżce forinta sprzyjała także polityka Węgierskiego Banku Centralnego – stopy procentowe w listopadzie i grudniu zostały wprawdzie utrzymane na poziomie 8,0 proc., ale nie wykluczono możliwości dalszych podwyżek do 8,25 proc. w perspektywie kolejnych miesięcy. To z kolei stało się idealną pożywką dla zagranicznych funduszy opierających swoja strategię o tzw. carry-trade. Polega ona na pożyczaniu środków w walutach niskooprocentowanych (głównie w jenach) i ich inwestowaniu na bardziej obiecujących rynkach dających przede wszystkim wyższy procent – a takim jest nasz region, którego poza nieco ryzykownymi Węgrami, wspierają przede wszystkim silne fundamenty. W III kwartale PKB Słowacji przyspieszył do 9,8 proc. r/r z 6,7 proc. w II kwartale, co daje szanse na wzrost powyżej 7 proc. rocznie w 2006 r. i kolejnych latach. W efekcie tamtejsza korona umocniła się do rekordowego poziomu, który skłonił w końcu grudnia tamtejszy bank centralny do podjęcia interwencji.

PROGNOZA WALUTOWA NA NAJBLIŻSZY MIESIĄC:

O ile ostatnie miesiące 2006 r. były dobre dla polskiej waluty, to nowy rok nie rozpoczął się najlepiej. Zamieszanie wokół wyboru Sławomira Skrzypka na stanowisko szefa Narodowego Banku Polskiego, a także widoczny spadek oczekiwań, co do obniżki stóp procentowych przez amerykański bank centralny w najbliższym półroczu, sprawiły, że złoty stracił w pierwszym tygodniu stycznia na wartości i wydaje się, że nie jest to koniec. Jeżeli podczas posiedzenia zaplanowanego na 10 stycznia b.r. Sławomir Skrzypek zostanie wybrany to i tak inwestorzy będą musieli wkalkulowywać większe ryzyko inwestycji w naszym kraju – wskazywane słabe merytoryczne przygotowanie kandydata będzie rodzić ryzyko mniejszej „niezależności” w podejmowaniu decyzji od oczekiwań polityków, a także najpewniej pogorszy się sposób komunikacji Rady Polityki Pieniężnej z rynkami finansowymi, gdyż będą z niej napływać sprzeczne sygnały. Dosyć wyczuwalny będzie brak swoistego autorytetu, jakim był dla inwestorów Leszek Balcerowicz (niezależnie od tego, czy się z nim zgadzali, czy nie). Z kolei scenariusz upadku kandydatury Sławomira Skrzypka (za sprawą sprzeciwu ze strony Ligi Polskich Rodzin) będzie oznaczać poważny kryzys finansowy i rządowy. W pierwszym przypadku funkcję pełniącego obowiązki prezesa obejmie najpewniej dotychczasowy zastępca szefa NBP, Jerzy Pruski, w drugim już na poważnie zarysuje się perspektywa przedterminowych wyborów parlamentarnych, gdyż rządy mniejszościowe PiS nie utrzymałyby się długo. Oczywiście zarysowany powyżej „dosyć pesymistyczny” finansowo-polityczny scenariusz jest mało prawdopodobny, ale inwestorzy powinni go mieć na uwadze, jako jedną z możliwości. Niemniej jednak, jeżeli Sławomir Skrzypek zostanie zaakceptowany, to inwestorzy będą z uwagą śledzić przebieg i komunikat prasowy po zaplanowanym na koniec stycznia posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej, aby się przekonać, czy obawy związane z możliwym pogorszeniem się sposobu komunikacji z rynkami będą zasadne. Należy jednak pamiętać o tym, że dosyć dobrym amortyzatorem dla złotego są i będą dosyć dobre dane makroekonomiczne, pokazujące polska gospodarka ma się dobrze i żadne poważne perturbacje jej na razie nie grożą.

Czynnikiem wpływającym na notowania złotego, a także rynków całego regionu będzie sytuacja na rynku amerykańskiego dolara. Rosnące przekonanie o tym, że stopy procentowe w USA nie spadną tak szybko jak to oczekiwano, a także spekulacje wokół możliwej podwyżki w Japonii będą ograniczać handel oparty o tzw. carry-trade, czyli strategię taniego pożyczania pieniądza, szczególnie popularną w ostatnich miesiącach ubiegłego roku. Tym samym waluty naszego regionu (zwłaszcza forint) mogą być narażone na dalsze osłabienie.

W związku z powyższymi aspektami wydaje się, że na koniec stycznia za jedno euro możemy płacić 3,91 zł, a za dolara 3,05 zł. W kolejnych miesiącach powinniśmy jednak powrócić do mocnej złotówki.

Para walutowa

Prognoza na koniec stycznia 2007 r.

EUR/USD

1,2820

EUR/PLN

3,91

USD/PLN

3,05

CHF/PLN

2,43

II. STOPY PROCENTOWE

W grudniu polityka monetarna prowadzona przez 11 największych banków centralnych na świecie uległa dalszemu zaostrzeniu. Średni poziom stopy procentowej na koniec ubiegłego roku wzrósł do 4,00 proc. wobec 3,10 proc. 12 miesięcy wcześniej, co pokazuje, iż 2006 r. był okresem zacieśniania polityki monetarnej. W ostatnim miesiącu minionego roku na podniesienie kosztu pieniądza zdecydował się Europejski Bank Centralny (do 3,50 proc.), Bank Danii (do 3,75 proc.), Bank Norwegii (do 3,50 proc.), Bank Szwajcarii (do 2,0 proc.) i Bank Szwecji (do 3,0 proc.). Bez zmian pozostały natomiast stopy w naszym regionie (Polska – 4,00 proc., Węgry – 8,00 proc., Słowacja - 4,75 proc., Czechy – 2,50 proc.). W styczniu trudno będzie liczyć na jakiekolwiek ruchy, chociaż są one dosyć prawdopodobne w perspektywie całego I kwartału. Globalne zagrożenie inflacją nadal będzie stanowić problem.

 

Marek Rogalski

Główny analityk walutowy

Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Al. Jerozolimskie 123 A

02-017 Warszawa

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / TMS: Styczeń nie będzie tak dobry dla złotego