Mimo, iż sytuacja w piątek rano była nieco nerwowa, to w późniejszych godzinach emocje opadły, a złoty delikatnie zaczął powracać do trendu aprecjacyjnego.
Spekulacjom odnośnie przejścia z resortu finansów do Narodowego Banku Polskiego zaprzeczyła Zyta Gilowska, dodając przy tym, że nie jest skonfliktowana z Kazimierzem Marcinkiewiczem. O tym, że jednak wciąż coś jest na rzeczy może świadczyć jej dzisiejszy wywiad udzielony dla dziennika „Fakt”, w którym powtórzyła, że odejdzie z rządu, jeżeli przestanie być wicepremierem ds. gospodarczych. Wydaje się jednak, że te opinie mają tylko ugruntować jej silną pozycję w rządzie, a premier Kaczyński nie zaryzykuje poświęcenia jej osoby w zamian za Kazimierza Marcinkiewicza, który ma przecież o wiele mniejsze doświadczenie w kwestiach gospodarczych. Nieco ucichły także spekulacje nt. obsady stanowiska szefa NBP, po tym jak w czwartek wieczorem rezygnację złożył prof. Jan Sulmicki. Wprawdzie weekendowa „Rzeczpospolita” podała, iż nowym kandydatem jest prof. Edmund Pietrzak, co jednak zostało szybko zdementowane przez kancelarię prezydenta. Powtórzono, że oficjalną nominację poznamy przed 10 stycznia b.r., kiedy to kończy się kadencja Leszka Balcerowicza – teoretycznie rynek może być to, więc jeszcze przed Świętami, albo nawet po Nowym Roku. Kluczowym wydarzeniem mogącym mieć wpływ na notowania polskich aktywów było przyjęcie w piątek przez Sejm projektu przyszłorocznego budżetu, w którym została utrzymana kotwica na poziomie 30 mld zł. Wicepremier Gilowska zwróciła uwagę, iż z racji włączenia środków unijnych może być on trudniejszy w realizacji, ale podkreśliła, iż dobry stan finansów publicznych powinien w tym wyraźnie pomóc. W piątek resort finansów poinformował także o wykonaniu planu deficytu budżetu po 11 miesiącach b.r., który wyniósł zaledwie 60,7 proc.
Dzisiaj na rynek nie napłynie wiele informacji. Z kraju poznamy tylko wyniki przetargu bonów skarbowych, natomiast na Węgrzech o godz. 14:00 tamtejszy bank centralny ogłosi decyzję ws. poziomu stóp procentowych. Nie oczekuje się wprawdzie zmiany (8,0 proc.), ale inwestorzy będą zwracać uwagę na sygnały, mogące przybliżyć takie posunięcie w przyszłości. W tym tygodniu czeka nas jeszcze posiedzenie Czeskiego Banku Centralnego (w najbliższą środę). Wiele danych napłynie także z Polski – w najbliższą środę poznamy informacje o listopadowej produkcji przemysłowej i danych PPI (19 grudnia), sprzedaży detalicznej i bezrobociu (21 grudnia) i inflacji bazowej netto za ten sam okres (22 grudnia). Odbędzie się także ostatnie posiedzenie RPP (19-20 grudnia) z udziałem Leszka Balcerowicza – nikt jednak nie oczekuje zmian w poziomie stóp procentowych.
Sądzimy, że dzisiejsza sesja powinna upłynąć pod znakiem mocniejszej złotówki. Wsparciem poza wymienionymi powyżej czynnikami będzie utrzymująca się słabość japońskiego jena wspierająca handel oparty o strategię carry-trade (mimo jutrzejszego posiedzenia Banku Japonii), a także dobre dane z amerykańskiej gospodarki opublikowane w ubiegłym tygodniu, które mogą przemawiać za „miękkim” lądowaniem tamtejszej gospodarki. Spodziewalibyśmy się, że EUR/PLN zaatakuje dzisiaj ostatnie wsparcia na 3,7750 zł (być może udanie), natomiast USD/PLN będzie oscylował wokół 2,90 zł za sprawą możliwego spadku EUR/USD. O godz. 9:52 za jedno euro płacono 3,7890 zł, za dolara 2,89 zł.
Rynek międzynarodowy:
Piątkowa sesja przyniosła umocnienie dolara, które ma szanse być kontynuowane także podczas dzisiejszej sesji. Seria opublikowanych w ubiegłym tygodniu danych makroekonomicznych zbliżyła nas do realizacji scenariusza „miękkiego lądowania” amerykańskiej gospodarki. Tym samym inwestorzy nie zareagowali zbytnio na informację o mniejszej od oczekiwanej dynamice inflacji bazowej CPI – jej wzrost wyniósł w listopadzie 2,6 proc. r/r i nie uległ zmianie względem października. Nie można jednak wykluczyć, że inwestorzy będą szukać potwierdzenia tych danych w zaplanowanej na najbliższy piątek publikacji wskaźnika zagregowanych wydatków PCE w ujęciu bazowym (core) za październik. Wracając do ubiegłego tygodnia - lepsze od oczekiwań były dane o dynamice produkcji przemysłowej (wzrost w listopadzie o 0,2 proc. m/m), a także napływie kapitałów netto (TIC’s), które wyniosły w październiku 82,3 mld USD wobec 70,2 mld USD po korekcie we wrześniu.
Dzisiaj uwaga rynku skupi się na publikacji wartości deficytu na rachunku obrotów bieżących (C/A) w III kwartale b.r. o godz. 14:30. Inwestorzy oczekują, iż nierównowaga wzrosła do 225 mld USD z 218,4 mld USD ostatnio. Ich waga będzie o tyle istotna, gdyż pokaże, w jakim stopniu negatywny wpływ ma wymiana handlowa z Chinami – zakończona w ubiegłym tygodniu wizyta sekretarza Paulsona i szefa FED Bena Bernanke przyniosła tylko tyle, iż zgodzono się z tym, że konieczna jest większa elastyczność w polityce kursowej ze strony Pekinu. Inwestorzy mogą także zwrócić uwagę na publikowany o godz. 19:00 indeks nastrojów rynku nieruchomości NAHB, który może w grudniu wzrosnąć do 34 pkt. Z pozostałych rynków warto będzie zwracać uwagę na zachowanie się japońskiego jena – jutro rano powinniśmy poznać decyzję i komunikat Banku Japonii – wprawdzie na rynku nie oczekuje się podwyżki stóp, ale zdaniem niektórych mogą pojawić się „jastrzębie” słowa ze strony szefa BoJ mogące sugerować takie posunięcie w styczniu.
Uważamy, iż mimo dzisiejszej publikacji danych C/A ze Stanów Zjednoczonych o godz. 14:30 kurs EUR/USD ma szanse ponownie przetestować piątkowe minima na 1,3058, a nawet nieznacznie je naruszyć. Naszym celem są tutaj rejony 1,3040 wyznaczane zresztą w strategii tygodniowej jako silny poziom do zakupów EUR/USD. Do tego czasu spekulacyjnie nastawieni inwestorzy mogą rozważyć zajęcie krótkich pozycji po 1,3110 ze sztywnym stop-lossem na 1,3140. O godz. 9:52 za jedno euro płacono 1,3105 dolara.
Marek Rogalski
Główny analityk walutowy
DM TMS Brokers S.A.