To był rok zwycięstw i porażek

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2009-12-31 06:53

Gospodarka w 2009 r. pokazała, że potrafi wodzić ekonomistów i przedsiębiorców za nos. Miał być wzrost PKB o niecałe 2 proc. i jest. A mimo to wszyscy są w szoku.

Już dawno grudniowe podsumowanie mijającego roku nie było tak trudne jak obecnie. To, co przed rokiem uznane byłoby za dramat, dziś niektórzy traktują jako sukces. Polska gospodarka ledwo się kręci, a mimo to pokazywana jest na świecie jako okaz zdrowia. Odpowiedź na pytanie, jaki był 2009 r., zostawiamy tym razem do indywidualnej oceny.

"Krew, pot i łzy" — tak zatytułowany był materiał w "PB" sprzed roku dotyczący prognoz ekonomicznych na 2009 r. Scenariusz kreślony wtedy przez ankietowanych ekonomistów okazał się strzałem w dziesiątkę. Mediana prognoz wzrostu gospodarczego wynosiła 1,7 proc., a dziś już wiemy, że wzrost będzie wynosił około 1,6-1,8 proc. Ale z obecnej perspektywy taki wynik uważany jest raczej za sukces, niż mieszankę krwi, potu i łez.

Powiedzmy uczciwie — sukces naszej ubiegłorocznej prognozy to w dużej mierze przypadek. Przed rokiem analitycy nie znali bowiem skali zniszczeń, jakie w światowej gospodarce spowoduje amerykański kryzys finansowy. Wydawało się, że tornado przez ocean nie przejdzie. Pod koniec roku najwięksi pesymiści obstawiali, że gospodarka strefy euro skurczy się maksymalnie o 1,5-2 proc. Nic z tego. Okazało się, że recesja w Eurolandzie jest ponaddwukrotnie większa. Ekonomiści zaczęli wątpić też w polską gospodarkę. Pod koniec zimy analitycy dzieli się na przewidujących wzrost gospodarczy i zapowiadających recesję. Niektórzy zapowiadali nawet spadek PKB o 2 proc. Dlatego prawie 2-procentowy wzrost to dziś świetny wynik.

A.D. 2009 to też rok paradoksów. Chociaż eksport kurczy się o kilkanaście procent rocznie, to i tak — dzięki jeszcze głębszemu spadkowi importu — właśnie handel zagraniczny jest motorem gospodarki. Chociaż światowy kryzys finansowy najdobitniej ujawnił się w Polsce zdemolowaniem złotego, to właśnie słaby złoty w dużej mierze pozwolił nam utrzymać wzrost gospodarczy. Chociaż polskie firmy narzekały na gwałtowny spadek sprzedaży, to na warszawskim parkiecie panowała hossa, jakiej nie widzieliśmy nawet w czasie najmocniej rozgrzanej koniunktury. Od lutego WIG20 urósł o 80 proc.

Więcej o podsumowaniu 2009 r. w "sylwestrowym" wydaniu Pulsu Biznesu