W minionym roku bardzo wyraźna była awersja inwestorów do zakupu marek mniej znanych, z mniej renomowanych regionów, na rzecz pewnych, od lat uznanych win – głównie z Bordeaux. Lista 100 najważniejszych win od lat zdominowana jest przez Burgundię i Bordeaux, które mają na niej łącznie 67 win. Na trzecim miejscu są Włochy, ale zaraz po nich dwa inne francuskie regiony Champagne i Dolina Rodanu z 13 winami. Łatwo więc zauważyć, że Francja dominuje – należy do niej aż 80 proc. rynku win inwestycyjnych, choć w 2020 r. wina francuskie stanowiły tylko 73 proc. Pokazuje to wyraźnie, że w trudnych czasach inwestorzy wracają do klasyki i są znacznie mniej chętni do ryzykownych zakupów, które często powodowane są szybko przemijającą modą.
Powrót do tradycji
Inny bardzo widoczny trend to korekta cenowa wielu liderów z poprzednich lat. Sporo win osiągnęło w 2022 r. swój cenowy pik i w 2023 w trudniejszych warunkach ekonomicznych nastąpiła ich korekta.
Najlepszym przykładem są wina Charlesa Lachoux. Ten młody burgundzki winiarz kilka lat temu został okrzyknięty największą wschodzącą gwiazdą Burgundii, a może i całego świata. W 2015 r. ojciec przekazał mu zadanie winifikacji win w rodzinnej winiarni Domaine Arnoux-Lachaux. Ta historyczna posiadłość ma działki sąsiadujące ze słynną Domaine de la Romanée-Conti czy Bizze-Leroy. Charles zrewolucjonizował zarówno sposób uprawy, jak i winifikacji, wracając do najbardziej tradycyjnych burgundzkich metod: winifikacji z pełnych kiści, używania tradycyjnych pras koszowych i oszczędnego gospodarowania nowymi beczkami. Rezultat był olśniewający – ceny poszybowały w górę, a kupcy i inwestorzy zabijali się o te wina. W latach 2021-22 wina sygnowane jego nazwiskiem podrożały o 1000 proc. Inwestorzy rzucili się na nie jako tańszą wersję słynnych win Domaine Arnoux-Laroche. Po tej korekcie producent spadł z drugiego na 99 miejsce rankingu top 100.
Kolejne spadki i awanse
Korekta i spadki dotknęły również innych słynnych producentów z Burgundii, takich jak Jacques-Frédéric Mugnier, Prieuré Roch czy Armand Rousseau, którzy utracili miejsca w pierwszej dziesiątce rankingu. Duże spadki zanotowały też szampany, także te topowych marek jak Dom Perignon i Krug, które z pierwszej dziesiątki najbardziej poszukiwanych win osunęły się do czwartej i piątej. Ale nie wszyscy burgundzcy producenci tracili. W trendzie dużych wzrostów znaleźli się Louis Latour, Hubert Lamy czy Albert Bichot, z dużym impetem wdzierając się do pierwszej setki, i to od razu na dość wysokie pozycje.
Jednym z najbardziej spektakularnych awansów było przesuniecie się z 84 na czwarte miejsce słynnego kalifornijskiego wina Opus One z winnic Roberta Mondaviego. To bardzo znana i szanowana w świecie marka, a jej wzrosty dobrze pokazują tendencję inwestorów, by obracać się w kręgu małego ryzyka, ufając klasyce gatunku.
Innym przykładem spoza Francji dobrze obrazującym ten trend jest imponujący wzrost bardzo znanej i rozpoznawalnej winiarni toskańskiej Biondi Santi. Posiadłość o ponadstuletniej historii zdecydowanie wraca do łask inwestorów. Jej sława sięga 1867 r. i Wystawy Światowej Expo w Paryżu, gdzie zdobyła złoty medal za białe wino moscadello. Ciekawe o tyle, że dwa pokolenia później Ferruccio Biondi-Santi zdecydował, że będzie produkował wyłącznie wina czerwone. Wyodrębnił specyficzny klon sangiovese grosso, nazwał go BBS11, a samo wino brunello. Tak powstało jedno z najbardziej poszukiwanych współcześnie toskańskich win, stanowiące jednocześnie zaczątek odrębnej apelacji Brunello di Montalcino DOCG.
Po śmierci w 2013 r. Franco Biondi-Santi, niedościgłego mistrza subtelnego, długowiecznego brunello, na krótki czas stery tej historycznej winiarni przejął syn Jacobo. Szybko jednak sprzedał swoje udziały francuskiej grupie dóbr luksusowych EPI, która błyskawicznie uporządkowała dość niezborną dystrybucję tej historycznej winiarni. Dzięki tym działaniom Biondi Santi weszło do czołówki najbardziej poszukiwanych win świata.
Japończyk w Burgundii
Wiele bordoskich uznanych chateaux znacząco poprawiło swój ranking na Power 100. Na przykład Angelus przesunął się z 65 na dziewiąte miejsce, a Cos d’Estournel z 98 na 28. Nowe bordosy znów trafiły do setki: Calon Ségur, Beychevelle, Léoville Barton i Vieux Château Certan.
Ciekawe, że w kategorii wzrostu ceny czołowe miejsce zajął burgundzki producent, Japończyk z pochodzenia, Kei Shiogai. Jego ceny zanotowały zwyżkę o 185,7 proc. i przebojem wdarł się na 94 miejsce Power 100.
Kei studiował enologię w Beaune, a potem w Dijon, po czym praktykował pod okiem burgundzkich mistrzów Pocaleta, Rousseau i Roulota. Udało mu się przejąć kilka świetnych działek w Pommard i Gevrey-Chambertin i rozpocząć własną produkcję. Z japońską precyzją i wystudiowaną francuską wiedzą i doświadczeniem zaczął robić naturalne niesiarkowane wina, za którymi zaczął szaleć winiarski świat. Kto je zauważył rok, dwa lata temu, może teraz zacierać ręce, bo mało jest win, które tak wzrosły w ostatnim roku.
Trudny to był rok dla winnych inwestycji. Duże spowolnienie, niemałe spadki cen. Dołek.
Ale co się robi w dołku? Kupuje.







