To zagraniczni inwestorzy wywołali hossę na giełdzie

Jacek Maliszewski
opublikowano: 22-10-2001, 00:00

Kilka tygodni temu wspominałem, że od pewnego czasu zarządzający aktywami funduszy DWS systematycznie zwiększają udział akcji w swych portfelach. Moje szacunki wskazywały, że krzywa pokazująca dynamicznie zmieniający się udział akcji rośnie od marca bieżącego roku, kiedy to WIG osiągnął wartość około 14 000 punktów. Bardzo podobnie zachowywał się fundusz inwestycyjny Pioneer-Akcyjny. Natomiast największy z funduszy inwestycyjnych — Pioneer-Zrównoważony — udział akcji w portfelu utrzymywał na poziomie około 55 proc. Właściwie to nie sama bezwzględna wartość tego wskaźnika jest ważna, lecz tendencja utrzymywana na przestrzeni miesięcy.

To akurat fundusze DWS mają znacznie niższy udział akcji w swym portfelu niż fundusz Pioneer. Mimo to właśnie DWS lepiej przewidział nadchodzącą falę wzrostową na rynku akcji. W ciągu ostatnich kilku miesięcy spadkowych na giełdzie fundusze te prawie dwukrotnie zwiększyły wagę akcji w portfelach, podczas gdy Pioneer przez cały czas wagę tę utrzymywał na prawie jednakowym poziomie.

Zastanawiające jest, dlaczego jednostki uczestnictwa funduszy DWS zmieniają się w tak małym zakresie, co sugeruje właśnie dużo niższy udział akcji w portfelu niż u konkurencyjnych funduszy. Być może fundusze te posiadają znaczące pakiety akcji spółek nie notowanych na giełdzie. Wtedy to bez zmieniającej się z dnia na dzień wyceny tej części portfela akcji zmniejsza się amplituda wahań wartości całego portfela. Może być tak, że po podliczeniu wszystkich akcji — i tych notowanych na GPW i tych poza obrotem — udział walorów w portfelach DWS może być porównywalny z udziałem akcji w portfelach Pioneera.

Kto stoi za tak silnymi wzrostami cen akcji w ostatnich dniach? To, że DWS przygotowywał się do tego wydarzenia od wielu miesięcy, już wiemy. Nie wiadomo jednak na pewno, czy to ten fundusz wywołał swymi zleceniami kupna ostry wzrost indeksów giełdowych, czy były to inne fundusze inwestycyjne lub emerytalne. Dość dużo opinii na ten temat się pojawiło w ostatnich dniach w prasie. Większość analityków wskazywała, że głównym sprawcą wzrostów na giełdzie były nasze fundusze emerytalne. Muszę zmartwić wszystkich, którzy tak właśnie sądzą. To nie nasze krajowe fundusze wywołały tę hossę. Tuż przed wzrostami oraz w trakcie ich trwania, jednostki uczestnictwa zmieniały się w podobny sposób względem indeksu WIG, a to oznacza, że i przed falą wzrostową i w jej trakcie udział akcji w portfelu był prawie taki sam.

Wiemy, jaki udział akcji w portfelach OFE zanotowano na koniec września. Jeśli spojrzymy na szacunki według stanu z połowy października (CU około 28 proc., NN około 30 proc., AIG około 18 proc., PZU Złota Jesień około 32 proc. akcji w portfelu), to zauważymy, że wzrost tego wskaźnika w ciągu dwóch tygodni był proporcjonalny do wzrostu indeksów giełdowych. A to oznacza, że waga akcji w portfelach wzrosła na skutek drożejących akcji (w ten sposób wartość akcji w portfelu rośnie szybciej niż wartość papierów dłużnych i doprowadza to do zwiększenia udziału akcji kosztem papierów dłużnych). Chyba jedynie OFE AIG szybko starał się odkupić sprzedane niedawno akcje. Na koniec września fundusz ten posiadał nieco ponad 12 proc. akcji w portfelu. Teraz ten udział wynosi 18 proc. Indeks WIG wzrósł w tym czasie o mniej więcej 10 proc., czyli tutaj mieliśmy faktycznie do czynienia z panicznym kupowaniem akcji.

Do funduszy emerytalnych w ciągu ostatnich dni nie przypłynęły żadne oszałamiające kwoty z ZUS. Były to przeciętne wartości przelewów. Przez pierwszą połowę miesiąca do kas OFE wpłynęło nieco ponad 235 mln zł. Taka kwota nie mogła znacząco wpłynąć na notowania. Nawet gdyby wszystkie te pieniądze zostały przeznaczone na kupno akcji, to starczyłoby to tylko na jedną sesję wzrostu, a mieliśmy ich kilka.

Za ostatnią hossą stoją więc fundusze zagraniczne. Na postawie obserwacji rynku walutowego oraz rynku obligacji uważam, że do Polski zawitał agresywny kapitał spekulacyjny, jakiego już dawno nie widziano. To kapitał tego typu, który wchodzi na rynek bez względu na ceny i wychodzi z niego z takim samym zapałem. Należy więc zachować dużą ostrożność przy podejmowaniu decyzji w najbliższych dniach. To może się bardzo źle skończyć. Ta fala wzrostowa powstała praktycznie bez okresu akumulacji. Zupełnie inaczej było w przypadku rynku walutowego na początku lipca. Warto się nad tym zastanowić.

Jeśli spojrzymy na wykres indeksu IFE-10, to zauważymy, że wartość tego indeksu gwałtownie wzrosła i zbliżyła się do wartości z marca 2000 roku oraz lutego 2001. Tak więc od ponad półtorej roku indeks ten porusza się w trendzie horyzontalnym oscylując pomiędzy 1100 a 1200 punktów. Jeśli obecna fala wzrostowa na rynku akcji przeciągnie się do końca roku, to jest szansa na dodatnią dwuletnią średnią stopę zwrotu dla wszystkich OFE, którą wyliczy UNFE. Gorzej może być na koniec marca, gdyż porównane zostaną ze sobą ceny jednostek uczestnictwa z końca marca 2000 i końca marca 2002. Będzie to więc porównanie ze szczytem hossy (marzec 2000) i jest spora szansa, by średnia ważona stopa zwrotu z dwóch lat osiągnęła wartość ujemną. Ciekawe, jaka będzie wtedy minimalna wymagana stopa zwrotu? Trzeba by raczej zmienić wtedy nazwę na „maksymalna dopuszczalna strata”...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Maliszewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Emerytury / To zagraniczni inwestorzy wywołali hossę na giełdzie