Gdyby zapytać tzw. przeciętnego mieszkańca Polski, jakie ma skojarzenia z Toruniem, odpowiedziałby: Mikołaj Kopernik, pierniki, radio ojca Tadeusza Rydzyka. Bardziej rozgarnięty przypomniałby sobie jeszcze o przykładach pięknego gotyku. O biznesie pewnie nie usłyszelibyśmy ani słowa. Tymczasem samorządowcom z 200-tysięcznego Torunia marzy się, aby w ich mieście pojawiło się więcej firm, zwłaszcza średnich i dużych, najlepiej z sektora nowoczesnych technologii. W czwartek rada miasta wykonała ważny gest. Bez głosu sprzeciwu przegłosowała uchwałę o przekształceniu Biura Obsługi Inwestora i Przedsiębiorcy w Centrum Wsparcia Biznesu (CWB).

— Tu nie ma wielkiej filozofii. Chcemy usprawnić naszą działalność dotyczącą obsługi inwestorów. Tym, którzy już u nas są, pomożemy pokonywać biurokratyczne bariery. Tym, którzy do nas przyjdą, pokażemy szanse i możliwości. Ale najpierw trzeba do nich wyjść z ofertą — mówi Magdalena Flisykowska, skarbnik Torunia.
To będzie zadanie dla CWB. Dziesięciu pracowników ma się opiekować inwestorami, promować wśród nich Toruń, wspierać aktywność gospodarczą w mieście, być pomostem między biznesem i sektorem edukacyjnym, ściągać unijne pieniądze i stymulować budowę klastrów.
Jakie są mocne strony Torunia? Po pierwsze: tereny. Część zwolniło wojsko. Są przeznaczone pod przemysł, usługi i budownictwo mieszkaniowe. Po drugie: kadry.
— Mamy uniwersytet, szkoły wyższe i 30 tys. studentów. Chcemy, by zostali w Toruniu. Żeby tak się stało, muszą mieć miejsca pracy, najlepiej w sektorze nowoczesnych technologii. Nie chcemy być kojarzeni tylko z piernikiem i gotykiem — podkreśla skarbniczka.
Trzecim autem Torunia ma być jego położenie. Miasto leży przy autostradzie A1. Niedawno wybudowało też most łączący południowe i północne dzielnice. Rywalem może być położona nieopodal Torunia specjalna strefa ekonomiczna w Łysomicach.
— Z naszego punktu widzenia to nie jest konkurencja. Wielu torunian tam pracuje, dzięki temu jesteśmy beneficjentami ich dochodów z PIT — uważa Magdalena Flisykowska.