Totalizator Sportowy

Dawid Tokarz
opublikowano: 25-07-2003, 00:00

Mogę się z panem spotkać, ale jedynie incognito — takimi słowy do przedstawiciela firmy, wieloletniego dostawcy Totalizatora Sportowego, miał zwrócić się Franciszek Zalewski, członek zarządu państwowego giganta. Nie chodziło bynajmniej — na przykład — o wspólną wizytę w kabarecie, przekazywanie lub wysłuchiwanie tajemniczych informacji, ani też prywatne ploteczki, ale o sprawę jak najbardziej służbową.

Zarząd Totalizatora co rusz natyka się na trupy w szafach, pozostawione przez poprzedników, by wspomnieć choćby o zarzutach prokuratorskich ciążących już na dwóch byłych prezesach TS — Władysławie Jamrożym i Sławomirze Sykuckim. Ale i przetargi urządzane już za czasów urzędujących obecnie władz budzą wątpliwości kontrahentów.

Podejrzeniami o nadużycia w państwowym monopoliście od dwóch miesięcy zajmuje się sejmowa podkomisja ds. rynku kapitałowego i instytucji finansowych. Ostatnia głośna sprawa ciągnie się od lutego. Odchodząc z firmy, wiceprezes Jan Adamski w liście do ministra skarbu zarzucał prezesowi Mirosławowi Roguskiemu nieudolne zarządzanie Totalizatorem i ukrywanie nadużyć przy organizowaniu przetargów. Ten odpiera wszystkie zarzuty. Gdy sprawę ujawniły media, zajęła się nią sejmowa podkomisja. Trzeba mieć nadzieję, że szybko zakończy pracę i przedstawi jej wyniki. Normalne działanie władz TS w obecnych realiach wydaje się bowiem niemożliwa. Chyba że incognito...

Dlaczego? Niektórzy z naszych rozmówców uważają, że zawiniła nadmierna ostrożność obecnych władz Totalizatora. Mając w pamięci niedaleką aferalną przeszłość firmy, obawiają się one jak ognia posądzeń o nieczystą grę czy nadużycia. Objawia się to m.in. konsekwentnym unikaniem bezpośrednich kontaktów z partnerami handlowymi. Być może i z tej przyczyny zarząd utrzymuje podczas przetargów procedury, które już w zarodku mogą stwarzać wrażenie niejasnych. A stąd już krok do paraliżu decyzyjnego, co w firmie o tak olbrzymich przychodach, zasilającej budżet państwa na rozmaite sposoby, jest tym bardziej karygodne.

Jeśli nasi informatorzy mają rację, to z punktu widzenia mechanizmów psychologicznych da się szefów Totalizatora jakoś zrozumieć, gdyż znaleźli się pod bacznym okiem posłów i opinii publicznej, co zapewne rodzi stres i naturalną chęć unikania pretekstów do ewentualnych zarzutów. Ale z punktu widzenia biznesowego ta kompletna defensywa musi rodzić głęboki sprzeciw. Tym bardziej że chodzi nie o prywatny, lecz państwowy, publiczny interes.

Na początku lipca TS rozstrzygnął przetarg na dostawę kaset barwiących do nowych lottomatów typu ISYS. Zwyciężyła firma Grytek, reprezentująca w Polsce interesy amerykańskiego koncernu G-Tech — dostawcy lottomatów dla Totalizatora. Grytek był jedyną firmą, która złożyła ofertę.

Zaproszenie do poprzedniego przetargu — z początku czerwca 2003 roku — dotarło do oferentów (poza Grytekiem były to firmy z grupy Laser: Laser-Sinex i Kartimex) na dwa dni robocze przed terminem składania ofert. Jeden z wymogów przewidywał przedstawienie zaświadczeń o terminowym regulowaniu zobowiązań wobec ZUS i urzędu skarbowego. Na ich uzyskanie potrzeba zaś co najmniej tygodnia! Dlatego Kartimex złożył oficjalny sprzeciw, pisząc m.in., iż „zachodzi podejrzenie, że są firmy odpowiednio wcześnie „przygotowane” do przetargu przez pracowników TS”. W piśmie Kartimexu nazwa żadnej firmy nie pada. Trzeba jednak pamiętać, że na przykład specyfikację techniczną do przetargów przygotowuje dla Totalizatora jeden z oferentów, czyli Grytek!

Totalizator uwzględnił zgłoszone zastrzeżenia i czerwcowy przetarg unieważniono. Rozpisano nowy. Ale w tym — jak podaliśmy wcześniej — ofertę złożył już tylko Grytek...

Spółki z grupy Laser tłumaczą, że nie zgłosiły tym razem akcesu, gdyż wadium należało wnieść w gotówce (wcześniej dopuszczano gwarancje bankowe lub ubezpieczeniowe), a ich wątpliwości budziły też przetargowe reguły.

Totalizator Sportowy, choć to spółka należąca w całości do Skarbu Państwa, nie podlega ustawie o zamówieniach publicznych.

— Mimo to, mając na względzie zasadę równego traktowania kontrahentów, stosujemy w naszych postępowaniach przetargowych zasady, wynikające z przepisów rozporządzenia Rady Ministrów z 26 sierpnia 1997 r. — mówi Paweł Burdzy, rzecznik prasowy TS.

I tu się pojawia problem. Rozporządzenie to dotyczy „zasad i trybu organizowania przetargu publicznego na sprzedaż majątku trwałego lub oddania mienia do odpłatnego korzystania”. Na pierwszy rzut oka widać, że dostawa materiałów eksploatacyjnych do lottomatów nijak się nie ma do treści tego rozporządzenia.

— Przeglądając akt prawny, na który powołują się władze TS, oraz specyfikację przetargu, z trudem można dostrzec punkty wspólne. Poza jednym: złożenie nawet jednej oferty wystarcza do odbycia przetargu. I tak właśnie było ostatnio — mówi Mieczysław Wojtczak, dyrektor ds. marketingu i reklamy w Laser-Sinex.

Sprawdziliśmy. Rzeczywiście zasady przetargu organizowanego przez TS stoją w sprzeczności z wymienionymi w rozporządzeniu. Zgodnie z aktem prawnym, na który powołuje się rodzimy monopolista gier liczbowych, oferenci powinni mieć możliwość wnoszenia wadium w papierach wartościowych (par. 9 pkt. 2). Totalizator żąda gotówki. Obwieszczenie o przetargu powinno być zamieszczone w dzienniku ogólnopolskim (par. 8 pkt. 2), tymczasem zaproszenia do przetargu na dostawę kaset do lottomatów TS skierował tylko do trzech firm — Gryteku, Laser-Sinexu i Kartimexu. Mimo że są w Polsce inne spółki, które — przynajmniej teoretycznie — mogłyby dostarczać takie kasety...

Wygląda na to, że Totalizator używa wspomnianego przepisu jako zasłony dymnej. Skoro nie podlega ustawie o zamówieniach publicznych, nie musiałby rozpisywać przetargu. Ale w umowie spółki zawarta jest klauzula o obowiązku organizowania przez firmę przetargu, jeśli kontrakt opiewa na kwotę wyższą niż 50 tys. euro. Zatem decyzja o przetargu nie jest powodowana wyłącznie dobrą wolą zarządu TS. Jeżeli zaś — jak twierdzi rzecznik firmy, „mając na względzie zasadę równego traktowania kontrahentów” — stosuje w postępowaniach przetargowych określone przepisy, to niechby już konsekwentnie.

Totalizator odparowuje zarzuty o ustawianie przetargów.

— Nasza intencja to poszerzenie listy oferentów, dlatego podjęliśmy próbę włączenia do współpracy spółki Lambda z Wrocławia. Ale na próbną partię 500 kaset do terminali ISYS, aż 492 miały wady techniczne — twierdzi Paweł Burdzy.

— Jeśli chodzi o kasety ISYS, to rzeczywiście miały na początku pewne wady, ale po poprawkach, podczas testów w kolekturach wrocławskich, pracowały bardzo dobrze. Jednak centrala TS odesłała całą partię jako wadliwą. Jest to o tyle dziwne, że te „wadliwe” taśmy nie nosiły w ogóle śladów używania i posiadały nasze nienaruszone plomby. Wydaje mi się, że TS nie ma dostatecznej woli aby współpracować z producentami krajowymi i zadowala się kupowaniem produktów firmy Grytek, które — mimo że droższe — sprawiają problemy techniczne— komentuje Jan Nowicki, członek zarządu Lambdy.

Najwięcej zastrzeżeń do przetargów, urządzanych przez TS mają spółki z grupy Laser. To one dostarczały większość kaset do lottomatów od 1994 r. Od kwietnia 1998 r. —na podstawie umowy, podpisanej za rządów Sławomira Sykuckiego, Totalizator zobowiązał się odebrać od Laser-Sinex 580 tys. kaset do końca października 2001 r. Ale było to o 40 proc. więcej niż potrzeby TS (w tym czasie kolektury zużyły 350 tys. kaset). W tym samym roku rozpoczęto wymianę starych terminali na nowe.

Obejmując funkcję prezesa, Mirosław Roguski stanął wobec konieczności realizacji warunków umowy niekorzystnej dla Totalizatora. Czyżby rozpoczynając wymianę terminali, ówczesne kierownictwo spółki nie wiedziało, że kasety starego typu nie będą przydatne?

Obecne władze firmy rozważają zainteresowanie kłopotliwą umową organów ścigania, które nie powinny być zaskoczone. Od prawie dwóch lat mają bowiem dużo pracy przy sprawdzaniu legalności działań poprzednich szefów firmy.

Niewypełnienie przez TS warunków umowy z Laserem dało asumpt do jej renegocjacji. Długotrwałe targi doprowadziły do tego, że TS zobowiązał się do kupna od Laser-Sinex 100 tys. kaset w latach 2003-04. Laser, znając tę sytuację, zaproponował dostarczanie — w ramach umowy — kaset ISYS, ale Totalizator się nie zgodził. Bo de facto nie mógł...

— Grytek twierdzi, że zgodnie z umową wdrożenia i obsługi systemu loteryjnego on-line, tylko on może być dostawcą kaset do terminali ISYS. I grozi, że jeśli TS wybierze innego dostawcę, a jego kasety będą choć trochę wadliwe, Totalizator straci gwarancję na wszystkie terminale! Zarząd TS znalazł się w bardzo trudnej sytuacji — z jednej strony musi wymieniać terminale na nowsze, z drugiej — realizować umowę z Laserem na kasety starsze — mówi nasz dobrze poinformowany rozmówca.

— Jaki sens mają te wszystkie przetargi, skoro tylko Grytek może być dostawcą? — pytamy.

— Bo zgodnie z umową spółki, TS musi w takich sytuacjach organizować przetargi — słyszymy krótką odpowiedź.

Przedstawiciele Gryteku odmówili jakiegokolwiek komentarza w tej sprawie.

Stopień zagmatwania całej tej historii z umowami, relacji z Grytekiem i smrodek wokół przetargów niezbyt dobrze wpływają na wizerunek lidera rynku gier. To sprawia, że władze Totalizatora, zmęczone już złą prasą popadają w — delikatnie mówiąc — niewygodną dla kontrahentów manierę. Firmy współpracujące bądź chcące podjąć współpracę z Totalizatorem skarżą się, że jakikolwiek kontakt z zarządem, a nawet dyrektorami działów spółki, jest niemożliwy. Ta niechęć do — normalnych przecież w biznesie — kontaktów z kontrahentami to objaw zgoła niesłychany.

Według Mieczysława Wojtczaka doszło nawet do tego, że kiedy udało mu się doprowadzić do spotkania z Franciszkiem Zalewskim, członkiem zarządu TS, ten zastrzegł, że to spotkanie „incognito”.

— Przedstawiciele firm Laser i Laser-Sinex posuwali się do pogróżek pod adresem zarządu i szantażowania jego członków swoimi koneksjami z byłym ministrem skarbu państwa Wiesławem Kaczmarkiem. To dlatego zarząd do rozmów z nimi wyznaczył pełnomocników — broni szefów TS Paweł Burdzy.

Ale problem z kontaktami handlowymi z Totalizatorem mają nie tylko firmy z grupy Laser. Także przedstawiciele innych spółek, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że umówienie się z kimś z władz TS graniczy z cudem.

Jak długo jeszcze?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Totalizator Sportowy