Totek: obstawiamy dymisję prezesa

Dawid Tokarz
opublikowano: 11-02-2008, 00:00

Szef Totalizatora zapewne straci dziś stanowisko. W atmosferze zarzutów o faworyzowanie pracownicy i sporów w zarządzie o wielomilionowy kontrakt.

Jacka Kalidy

nie ocalą dobre wyniki Totalizatora

Szef Totalizatora zapewne straci dziś stanowisko. W atmosferze zarzutów o faworyzowanie pracownicy i sporów w zarządzie o wielomilionowy kontrakt.

Nowa rada nadzorcza Totalizatora Sportowego (TS) nie zasypia gruszek w popiele. Jak ustaliliśmy: już dziś, na pierwszym posiedzeniu, odwoła prezesa spółki, Jacka Kalidę.

— Bronią mnie wyniki. Rada nadzorcza czy właściciel mają jednak prawo ocenić to inaczej. Choć nie ukrywam, że liczę na możliwość kontynuowania pracy — jeszcze kilka dni temu mówił nam szef TS, wybrany za rządów PiS.

Wczoraj już nie chciał rozmawiać. Powód? W piątek, zaledwie dwa dni po wyborze nowej rady nadzorczej, odwiedził go jej szef Andrzej Rzońca (przez weekend nie udało nam się z nim skontaktować). Według naszych informacji ten bliski znajomy rekomendowanego przez PO wiceministra skarbu Michała Chyczewskiego (nadzoruje TS) nie pozostawił Kalidzie wątpliwoś ci. Komunikat był krótki: w poniedziałek odwołanie za upolitycznienie spółki.

Porządki komisarza

Jacek Kalida postrzegany jest jako człowiek PiS. W TS pojawił się jako jeden z dwóch tzw. „komisarzy politycznych” (osób, które premier Kaczyński wysłał do największych państwowych spółek w poszukiwaniu nieprawidłowości w działaniach poprzednich władz, pochodzących z nadania SLD). Drugim „komisarzem” w TS był Grzegorz Maj (bliski znajomy Przemysława Gosiewskiego), który bez skutku kandydował do Sejmu z list PiS. Za kadencji Kalidy szefem zachodniopomorskiego oddziału spółki został też Tomasz Hinc, radny PiS ze Szczecina. To m.in. te powiązania miały nie spodobać się przedstawicielom Platformy. Tyle że Grzegorza Maja już kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi Kalida zwolnił, a oddział szczeciński TS notuje stosunkowo dobre wyniki.

Anonim w sieci

Jakie są zatem powody zamiaru odwołania Kalidy? Przychodząc do TS, miał walczyć nie tylko z upolitycznieniem hazardowego giganta, ale i nepotyzmem. I robił to, choć sam też znalazł się w ogniu zarzutów. Jak udało nam się dowiedzieć, pod koniec 2007 r. w sieci wewnętrznej TS pojawił się anonim, dotyczący faworyzowania przez szefa TS konkretnej pracownicy: radcy prawnego spółki. Z pisma wynikało, że w ciągu pół roku po objęciu przez Kalidę fotela prezesa dostała ona cztery podwyżki, a jej pensja wzrosła z ok. 5 do ok. 15 tys. zł. Szef TS był przy tym porównany do Paula Wolfowitza, szefa Banku Światowego, który w maju 2007 r. podał się do dymisji, gdy komisja etyki banku uznała, że postąpił nieetycznie przyznając awans i podwyżkę przyjaciółce. Czy takie porównanie jest uprawnione?

— Sprawą tego anonimu zajmuje się prokuratura. Dlatego do czasu zakończenia śledztwa nie możemy udzielać żadnych informacji — ucina Jacek Kalida.

Spór o kontrakt

Jeden z naszych informatorów twierdzi że zamieszanie z anonimem ma związek z chęcią odwołania Kalidy. Na to mają nakładać się też spory w zarządzie spółki między nim a wiceprezesem Sławomirem Łopalewskim.

Z wiadomości „Pulsu” wynika, że konflikt dotyczy m.in. podpisanej w sierpniu 2007 r. umowy TS z domem mediowym. Kontrakt jest bezterminowy, ale po pół roku miała być oceniona jego realizacja. Od tej oceny uzależniono wypłatę dodatkowej prowizji i kontynuację współpracy. Półroczny termin minął 31 stycznia 2008 r.

— Realizację kontraktu wstępnie oceniono pozytywnie. Łopalewski chciał to „klepnąć” i podpisać aneks do umowy. Kalida przekonywał do zlecenia oceny firmie zewnętrznej i poczekania na efekt tej analizy — twierdzi nasz informator.

Jacek Kalida nie chciał tego komentować. Sławomir Łopalewski zapewnia, że nie jest w sporze z kolegą z zarządu. Ale informuje też, że Kalida skłaniał go do dymisji, motywując ją koniecznością lojalności członków zarządu. Łopalewski odmówił.

Spór dotyczy milionów złotych. Z naszych informacji wynika, że w 2008 r. TS na reklamę i marketing chce wydać aż 113,9 mln zł. Rekordowe nakłady mają pomóc w promocji nowego produktu TS: Multi 5. To gra podobna do Multi Lotka — z tą różnicą, że klient o wygranej dowiaduje się już w kolekturze w pięć minut od wysłania kuponu (tak często bowiem odbywają się losowania). Już pod koniec kwietnia ma być dostępna w tysiącu punktów, a do końca roku — w kolejnych pięciuset.

Totalizator się bogaci

Pod wodzą Jacka Kalidy Totalizator bił rekord za rekordem. Ale cały rynek hazardu rósł jeszcze szybciej.

W styczniu 2008 r. klienci Totalizatora Sportowego (TS) po raz pierwszy w historii zostawili w kolekturach więcej niż 300 mln zł (dokładnie: 313,1 mln zł). To aż o 35 proc. więcej niż średnia miesięczna sprzedaż TS w zeszłym roku! A trzeba pamiętać, że — jak napisaliśmy w „PB” — także cały 2007 r. TS zamknął wzrostem sprzedaży gier liczbowych i loterii o 20,5 proc.

— Wynik stycznia potwierdza, że idziemy w dobrym kierunku. Na podstawie jednego miesiąca nie można wyciągać dalekosiężnych wniosków, ale w branży hazardowej obowiązuje przysłowie: „jaki styczeń, taki cały rok” — mówi Jacek Kalida, prezes TS.

I zwraca uwagę, że w 2007 r. rekordowy (261 mln zł) był też zysk netto. Trzeba jednak pamiętać, że takiego wyniku nie byłoby bez — niezależnych od zarządu — zdarzeń finansowych (tylko z masy upadłości krakowskiej spółki Code na konta TS wpłynęło ponad 30 mln zł). A i plan sprzedaży na cały 2008 r. nie jest tak optymistyczny, jak wynik ze stycznia: wzrost ma sięgnąć 14,8 proc.

To oznacza, że na panewce spali ogłoszony przez Jacka Kalidę plan powiększenia udziału TS w rynku hazardu do 50 proc. Konkurencja (automaty, salony gier, kasyna, bukmacherzy) rośnie bowiem w tempie ponad 30 proc. rocznie. Efekt? Jeszcze w 2002 r. TS kontrolował ponad połowę hazardowego tortu, a w 2007 r. — już tylko jedną czwartą.

To dlatego Jacek Kalida ostatnio zapowiadał m.in. chęć przejmowania kasyn.

CZŁOWIEK do zadań SPECJALNYCH

Kiedy we wrześniu 2006 r. został prezesem Totalizatora Sportowego (TS), Jacek Kalida był postacią nieznaną i w branży hazardowej, i w wielkim biznesie. Ten magister pedagogiki specjalnej siedem lat spędził w służbach specjalnych: UOP, wywiadzie skarbowym i GROM. Potem sześć lat pracował w sektorze prywatnym, głównie jako doradca, a tylko dwa lata na niskich stanowiskach kierowniczych. Bez doświadczenia w hazardzie został szefem spółki, która co roku wpłaca do budżetu państwa ponad 1 mld zł. Trampoliną do tak błyskawicznej kariery była funkcja pełnomocnika zarządu TS (pełnił ją kilka miesięcy, zanim wybrano go na szefa spółki). Był jednym z kilkunastu tzw. komisarzy politycznych PiS (tak nazwał ich „Newsweek”), którzy trafili do największych spółek skarbu państwa w poszukiwaniu nieprawidłowości w działaniach władz, pochodzących z nadania SLD. Jak ustalił wtedy „PB”, do prześwietlenia TS Jarosław Kaczyński wyznaczył m.in. właśnie Kalidę.

Dawid

Tokarz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu