Zyski drobnych inwestorów zżerają koszty kredytu inwestycyjnego. Rozwiązaniem są fundusze IPO, których u nas nie ma.
To, że na rynku pierwotnym można świetnie zarobić, widzi każdy, kto spróbował swoich sił na giełdzie. Jednak jest jeden problem — zbyt duży popyt. W konsekwencji zyski topnieją, bo zapisy są redukowane nawet o 99,5 proc. Koniec żyły złota? Niekoniecznie. Wystarczy stworzyć fundusz IPO. Takie produkty z powodzeniem działają na rynkach zagranicznych. Dlaczego nie ma ich u nas?
— Fundusz IPO to bardzo dobry pomysł. Nie wiem, dlaczego jeszcze nikt na to nie wpadł — komentuje Jacek Rzeźniczek, dyrektor wydziału analiz Secus AM.
Nasz rynek finansowy nie jest jeszcze w pełni dojrzały.
— Polski rynek funduszy inwestycyjnych obchodzi piętnastolecie. Nie wszystkie instrumenty finansowe oferowane za granicą są dostępne i u nas — tłumaczy Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.
Ale nie ma żadnych przeciwwskazań, by w najbliższym czasie TFI wprowadziły taki produkt na rynek.
— Stworzenie takiego funduszu zależy od zainteresowania rynku — dodaje Marcin Dyl.
Towarzystwa jednak nie palą się do nowego pomysłu.
— Nie zastanawiałem się nad stworzeniem funduszu IPO, ale nie jestem przekonany, czy powinien powstać — mówi Marek Świętoń, zarządzający TFI ING.