Trudne początki dobrej współpracy?

Monika Niewinowska
11-04-2005, 00:00

Większość projektów inwestycyjnych była dobrze oceniona przez banki — udzieliły im one promesy kredytowej na pre- i współfinansowanie.

Trudno dziś znaleźć kogokolwiek, dla kogo odrzucenie przez komisję oceniającą blisko 90 proc. projektów, których autorzy ubiegali się o dotację inwestycyjną, nie byłoby dużym zaskoczeniem. Niedosyt i rozczarowanie czują też bankowcy.

Wielkie nadzieje

Udostępnienie funduszy strukturalnych dla polskich przedsiębiorców poprzedzone było intensywną akcją promocyjną. Media zasypywane były informacjami na temat przyszłych programów i szans, jakie niosą one dla gospodarki. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że w ogólnej euforii pojawiały się również głosy o utrudnieniach, jakie mogą się pojawić na drodze do unijnych pieniędzy. Wskazywano przede wszystkim na brak kapitału w firmach — co, w połączeniu z systemem wypłacania dotacji polegającym na refundacji poniesionych kosztów, mogło zablokować dostęp firm do unijnego wsparcia... Zaczęto więc podkreślać ogromną rolę, wręcz misję, całego sektora finansowego.

Jeszcze w 2003 r. rozpoczęły się prace nad stworzeniem zasad współpracy między bankami i Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), którego celem było ułatwienie beneficjentom dostępu do kapitału na prefinansowanie projektów. PARP zachęcała banki do otworzenia się na klientów z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, przekonując o obopólnych korzyściach. Argumentom natury finansowej trudno było się oprzeć. Nic dziwnego, że już w kwietniu 2004 r. ponad 20 banków wyraziło chęć udziału w systemie udzielania wsparcia unijnego i wprowadziło do swojej oferty nowy produkt — kredyt pomostowy. Znaczna większość była też gotowa na współfinansowanie projektów również w zakresie nieobjętym dotacją. Kredyty unijne — taka nazwa weszła do języka potocznego — udzielane są na korzystnych warunkach. Pozwala na to m.in. stosunkowo niski stopień ryzyka objętych nimi inwestycji. Pierwsze umowy banków z PARP zostały podpisane w sierpniu 2004 r.

Po co promesa?

Oprócz korzyści finansowych, współpraca banków z PARP ma jeszcze jeden wymiar — promesa kredytowa ma potwierdzać wysoką jakość projektu inwestycyjnego.

— Postawiliśmy na jakość. Promes kredytowych udzielaliśmy tylko dobrym projektom, których realizacja stwarzała możliwość rozwoju firm — zapewnia Paweł Łukasik, główny specjalista Departamentu Wsparcia Sprzedaży i Marketingu Deutsche Banku PBC.

— Przyznanie promesy kredytowej oznaczało, że jako bank oceniliśmy projekt inwestycyjny pozytywnie. Nie mam jeszcze oficjalnych informacji, którzy z naszych klientów ostatecznie podpiszą umowę o udzieleniu wsparci. Wiem tylko kto znalazł się na liście firm rekomendowanych do wsparcia, ale nikt się nie łudzi, że będzie to większość. Obawiam się, że entuzjazm i poczucie, że dotacje unijne są w zasięgu ręki przerodzą się w wielkie rozczarowanie, zniechęcenie i umocnienie stereotypu, że dotacje są trudno dostępne — dodaje Magdalena Bidacha, specjalista ds. informacyjnego wsparcia biznesu w Fortis Banku.

Bankowcy podkreślają, że część ich klientów decyduje się na realizację inwestycji, mimo że nie ma ich na liście.

— Część kredytów już straciła status unijnych — ich biorcy byli tak zdeterminowani, że nie czekali z rozpoczęciem inwestycji na ogłoszenie wyników oceny. Kolejni — decyzję o rozpoczęciu, zawieszeniu lub zaniechaniu inwestycji podejmują teraz. Ci, którzy zdecydują się na realizację przedsięwzięcia bez dotacji, mają otwartą ścieżkę do zwykłego kredytu inwestycyjnego — zapewnia Tomasz Kierzkowski, dyrektor biura ds. funduszy Unii Europejskiej w BPH, były dyrektor w PARP, gdzie był odpowiedzialny m.in. za system współpracy między bankami i PARP.

Podobne stanowisko mają inne banki. Otwartość na kredytowanie inwestycji, mimo braku dotacji, zdaje się potwierdzać ich jakość, a także niezbędność.

PARP doskonała?

Bankowcy są rozczarowani nie tylko wynikami oceny wniosków, ale i przebiegiem współpracy z PARP.

— Najbardziej doskwierał brak komunikacji z PARP — tym bardziej że w trakcie realizacji programu zachodziły zmiany, np. co do zabezpieczeń kredytów. Tymczasem agencja nie odpowiadała ani na nasze e-maile, ani telefony. Mam nadzieję, że sytuacja się poprawi — podkreśla Magdalena Bidacha.

Problemy z komunikacją z PARP mieli też klienci banków.

— Część naszych klientów otrzymywała sprzeczne informacje dotyczące warunków udzielania dotacji od regionalnych instytucji finansujących i Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Muszę jednak przyznać, że komunikacja z PARP jest już nieco lepsza — mówi Paweł Łukasik.

Niedosyt pozostawia też kwestia edukacji. Banki były pozostawione samym sobie — wiedzę na temat programów i obowiązujących w nich zasad zdobywały na własną rękę i za własne pieniądze. Zdaniem bankowców, nie pozostało to bez wpływu na wyniki oceny wniosków o dotacje inwestycyjne.

— Jako jeden z najczęstszych powodów odrzucenia wniosków PARP podaje brak spójności projektu. Tymczasem ani w uzupełnieniu programu, ani w wytycznych dla wnioskodawców wymóg ten nie był jasno ujęty. W programach przedakcesyjnych Phare tego wymogu nie było, trudno więc się dziwić przedsiębiorcom, że nie położyli na kwestię spójności należytego nacisku — wyjaśnia Joanna Pacuła, kierownik wydziału ds. Unii Europejskiej w ING Banku Śląskim.

Inwestycja długoterminowa

Dla banków — instytucji finansowych, a nie charytatywnych, udział w finansowaniu projektów objętych wsparciem unijnym miał być dobrym interesem. Między innymi dlatego poniosły koszty szkoleń, przygotowania nowych produktów, ich promocji, a później oceny wniosków kredytowych. Po ogłoszeniu wyników oceny pierwszej tury wniosków o dotacje inwestycyjne powstało pytanie: czy było warto?

— Ponieśliśmy spore wydatki na produkt i promocję. Projekt nie jest zakończony i wciąż na siebie pracuje. Wiele firm realizuje inwestycję niezależnie od dotacji — mówi Magdalena Bidacha.

— Nasza oferta unijna jest kompleksowa — kredytów udzielamy firmom, jednostkom samorządu terytorialnego czy też przetwórcom. Mając na względzie fakt, że przed beneficjentami kolejne rundy aplikacyjne liczymy na to, że nasze wysiłki przyniosą oczekiwane rezultaty — twierdzi Joanna Pacuła.

— Inwestycja w doradców na pewno się zwróci. Pierwszy rok przyznawania dotacji wyposażył nas i przedsiębiorców w wiedzę, która będzie procentować w przyszłości. W latach 2007-13 środków będzie jeszcze więcej — mówi Paweł Łukasik.

Optymistycznie patrzy też w przyszłość Tomasz Kierzkowski.

— Mamy za sobą pierwszy krok. Liczę, że współpraca będzie się zacieśniała i w latach 2007-13 obejmie więcej programów — podsumowuje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Niewinowska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Fundusze unijne / Trudne początki dobrej współpracy?