Krajowy przemysł tworzyw sztucznych nie oprze się kryzysowi. Cała nadzieja w popycie wewnętrznym i EURO 2012.
Czy polska branża tworzyw sztucznych przespała wielką szansę na rozwój? Przemysł chemiczny w naszym kraju powstawał na bazie małych, często poniemieckich zakładów. Miały one niską efektywność. Kulała logistyka, a zapotrzebowanie na tworzywa w rozwijającej się gospodarce rosło. Taka sytuacja sprawiła, że powstała potężna luka popytowa, którą wypełnił import.
Raj dla importerów
— W tej chwili nie tylko chemia, ale cały przemysł tworzyw sztucznych musi być zasilany surowcowo z importu. Deficyt w handlu zagranicznym chemikaliami to ponad 8 mld EUR, co stanowi około 40 proc. wartości deficytu w handlu zagranicznym ogółem — mówi Grzegorz Rytko, dyrektor Fundacji Plastics Europe Polska.
W Polsce zapotrzebowanie na tworzywa sztuczne rośnie rocznie o 10 proc. Trzy lata temu zużyliśmy 2 mln ton, w 2007 r. — 2,4 mln ton. W tym roku tak dobrze nie będzie.
— Już w połowie 2008 r. w niektórych branżach nastąpiło lekkie ograniczenie zapotrzebowania na tworzywa. Teraz kryzys finansowy może spowodować ograniczenia eksportu, mimo że eksporterom poprawiły się warunki działalności. Złoty osłabł, ale siłę nabywczą traci rynek — mówi Grzegorz Rytko.
Wszystkie zakłady, których finalna produkcja skierowana była do krajów dotkniętych kryzysem finansowym, mogą mieć kłopoty. Problemy dotkną też producentów i przetwórców tworzyw.
— Ich skalę trudno jeszcze przewidzieć. Firmy, które produkują na potrzeby przemysłu samochodowego i budowlanego są w tej chwili w szczególnie trudnej sytuacji. Producenci samochodów wstrzymują dostawy. Podobnie robi przemysł budowlany — twierdzi Grzegorz Rytko.
Największe znaczenie ma dla nas rynek niemiecki.
— Do tego kraju trafia 30 proc. naszego eksportu. Jeśli niemiecka gospodarka mocno zwolni, to odbije się to na naszym eksporcie. Mamy jednak potencjał wewnętrzny, który wzmocnią mistrzostwa EURO 2012. Budowa stadionów pochłonie przecież ogromne ilości tworzyw — podkreśla Grzegorz Rytko.
Tym bardziej, że zużycie tworzyw sztucznych w Polsce na głowę mieszkańca jest o około 50 proc. mniejsze niż na zachodzie Europy. Polska zużywa natomiast najwięcej tworzyw sztucznych w Europie Centralnej. W 2007 r. na nasz kraj przypadło ponad 36 proc. całkowitej puli 6,5 mln ton wykorzystanych w tym rejonie naszego kontynentu.
Zaspaliśmy
Mimo korzystnych prognoz w Polsce nie inwestuje się w produkcję komponentów dla przemysłu tworzyw sztucznych. Ubiegli nas bowiem sąsiedzi.
— Firmy, inwestując w produkcję petrochemiczną, biorą pod uwagę obszar, jaki będzie przez nie zaopatrywany. I tu jest problem. W pobliżu naszej granicy po niemieckiej stronie już ulokowano zakłady produkujące olbrzymie ilości materiałów na potrzeby przemysłu tworzyw sztucznych. Polski rynek może być zaopatrywany w nie także np. przez fabryki z Holandii. Z drugiej strony jest rynek rosyjski, który ma własne źródła tańszej ropy naftowej i gazu — podstawowe surowce dla przemysłu tworzyw sztucznych. Może się więc okazać bardziej atrakcyjnym miejscem do inwestowania niż Polska. Chociaż w tym przypadku nie bez znaczenia jest szeroko rozumiane bezpieczeństwo inwestycji — stwierdza Grzegorz Rytko.
Są też Chiny, gdzie wiele koncernów ulokowało swoją produkcję, bo tam koszty pracy były niższe i nie przeszkadzały unijne restrykcyjne przepisy dotyczące ochrony środowiska.
Nadzieja w Orlenie
Do naszego rynku inwestorów zniechęca również to, że nie mamy rurociągów produktowych.
— Pojawiło się wiele pomysłów, np. na połączenie Polski z Niemcami magistralą produktową. To nie wystarczy. Potrzebna jest też sieć wewnętrzna, która pozwoli na wzajemne przesyłanie między zakładami produktów petrochemicznych, co ułatwiłoby rozwój branży. Wiele chemikaliów nie można przewozić transportem kołowym ze względów bezpieczeństwa. Poza tym transport kołowy czy kolejowy oznacza dodatkowe koszty. Zachodnie koncerny mają sieci rurociągów transportowych i świetnie zorganizowaną logistykę i na tym polega ich przewaga. Między innymi również te czynniki sprawiły, że Polska została pominięta przez inwestorów — mówi Grzegorz Rytko.
W Polsce ostatnim dużym przedsięwzięciem, które poprawiło dostęp do surowców dla branży tworzyw sztucznych, była inwestycja BasellOrlenPolyolefins (BOP).
— Dzięki niej zwiększono produkcję polietylenu i polipropylenu opartą o krajowe źródła olefin. Zdolności produkcyjne BOP mają jednak granice. Już teraz kolejnym krokiem powinna być budowa przez Orlen nowego krakera, czyli instalacji do pozyskiwania ciężkich frakcji ropy naftowej, wykorzystywanych do produkcji tworzyw sztucznych. Jej wydajność powinna sięgać 1 mln ton etylenu. Zagospodarowanie takiej produkcji to jednak poważny ból głowy. Dlatego z budową instalacji wiąże się wiele inwestycji towarzyszących. Należy też zabezpieczyć odpowiednią ilość surowca — ropy naftowej — aby kraker mógł działać bez przestojów. Ogrom tych wyzwań sprawia, że jeszcze przez długi czas jesteśmy skazani na deficyt komponentów do krajowej produkcji tworzyw — podkreśla Grzegorz Rytko.
Orlen niebawem przedstawi nową strategię inwestycyjną. Zarząd koncernu deklaruje zamiar rozwijania produkcji petrochemicznej, która jest bazą surowcową dla przemysłu chemicznego i tworzyw sztucznych. Nie jest jednak pewne, czy w ślad za tym pójdą nowe inwestycje, czy tylko dokończenie budowy rozpoczętych jeszcze przez poprzednie władze spółki. A do dokończenia są instalacje paraksylenu i kwasu tereftalowego. Z ostatnich wypowiedzi przedstawicieli Orlenu wynika, że to one w najbliższych latach będą najważniejszymi dla koncernu projektami. Szczegóły nowej strategii spółki poznamy jednak dopiero pod koniec listopada.
Jeszcze w maju 2008 r. koncern rozważał budowę wytwórni Olefiny III, która miałaby wydajność 660-700 tys. ton etylenu i propylenu rocznie. Dziś wiadomo, że inwestycja będzie musiała poczekać Krystian Pater, członek zarządu Orlenu zapowiedział bowiem, że z ostatecznymi decyzjami spółka wstrzyma się do lat 2011-12.
— Prognozy wskazują, że rynek olefin czeka spowolnienie, co wiąże się ze spadkiem marż. Do wysokiego poziomu powrócą one w latach 2014-15. Wówczas instalacja powinna być już gotowa, jeśli się na jej budowę zdecydujemy — wskazuje Krystian Pater.