Skala spowolnienia gospodarczego, jaka nas spotkała była znacznie silniejsza, niż można było do tej pory sądzić. Nikt już nie wątpi, że świat w najbliższych kwartałach doświadczy globalnej recesji. Nawet Europejski Bank Centralny po dłuższym ociąganiu się zdecydował się obciąć w zeszłym tygodniu stopy o pół punktu procentowego.
Najnowsze dane pokazywane przez GUS: gwałtowny spadek produkcji przemysłowej, spadająca dynamika wskaźnika cen i usług konsumpcyjnych, ujemna dynamika cen przetwórstwa przemysłowego (we wrześniu były one niższe niż rok wcześniej o 1,4 proc.) i wreszcie pogarszające się nastroje przedsiębiorców są jednoznacznym sygnałem, że Rada Polityki Pieniężnej utrzymując neutralne nastawienie w polityce pieniężnej nie nadąża za realnymi procesami gospodarczymi.
Już na początku ubiegłego tygodnia członek rady Dariusz Rosati stwierdził, że stopy procentowe są obecnie o 2-3 punkty procentowe za wysokie. Świadomość ta towarzyszy także kilku innym członkom RPP. W moim przekonaniu taka deklaracja, choć opatrzona zastrzeżeniem, że jest to stanowisko jedynie jej autora, zaś decyzje RPP podejmuje kolektywnie, jest widomym znakiem zmiany poglądu części członków rady na procesy gospodarcze w Polsce.
Oznacza to, że od momentu ogłoszenia przez GUS oceny sytuacji gospodarczej w III kwartale znacznie wzrosło prawdopodobieństwo obcięcia stóp procentowych o 150-200 punktów bazowych już na najbliższym spotkaniu RPP w dniach 27-28 listopada. Scenariusz ten jest tym bardziej prawdopodobny, że rosnące bezrobocie z pewnością nie będzie sprzyjać nawrotowi optymizmu wśród konsumentów, co znacząco ograniczy szansę na przywrócenie dynamiki popytu konsumpcyjnego do poziomu zagrażającego stabilności cen.
Dodatkowo za sprawą gwałtownego załamania gospodarki światowej Polska nie ma szans doświadczyć impulsów inflacyjnych ze strony cen surowców. Nie może być więc mowy o wystąpieniu w gospodarce polskiej stagflacji — spadku tempa wzrostu, przy utrzymującej się jednocześnie wysokiej stopie inflacji. Taki splot procesów makroekonomicznych powinien ułatwić radzie uzasadnienie agresywnych cięć stóp procentowych.
Według mojego przekonania, skala cięć na przestrzeni najbliższego półrocza powinna wynieść około 400 punktów bazowych i sprowadzić stopę interwencyjną do poziomu 8,0 proc. w lecie przyszłego roku. Tym, co powinno ułatwić radzie podjęcie decyzji o redukcji stóp na posiedzeniu w końcu listopada, będą zapewne ogłoszone w najbliższy czwartek dane o wzroście cen konsumpcyjnych w październiku. Według moich szacunków, inflacja w zeszłym miesiącu wyniosła 3,9 proc. licząc rok do roku 0,4-0,5 proc. miesiąc do miesiąca.
Dane te zapewne nie będą miały wpływu na dalsze umacnianie się złotego, który nie powinien przekroczyć poziomu 4,06 w relacji do dolara. Podtrzymają one jednak napływ inwestorów portfelowych na rynek papierów dłużnych. Jego wynikiem jest utrzymywanie się wysokich stóp procentowych dla depozytów jedno- i trzymiesięcznych (służących do finansowania pozycji w obligacjach) i gwałtowny spadek rentowności obligacji pięcio- i dziesięcioletnich w ostatnich tygodniach.