Turystyka prosi premiera o pomoc

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 21-09-2010, 00:00

UOKiK chwali nowelizację, że chroni klientów, ale izba turystyki w to wątpi i pisze list do premiera.

UOKiK chwali nowelizację, że chroni klientów, ale izba turystyki w to wątpi i pisze list do premiera.

Od ubiegłego piątku obowiązuje znowelizowana ustawa o usługach turystycznych. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) opublikował komunikat, w którym wymienia jej atuty. Najważniejszy: nareszcie turyści mogą być pewni, że w razie bankructwa touroperatora spokojnie wrócą z wakacji albo dostaną zwrot kosztów. Jednak nie wszyscy są równie zadowoleni z obecnych przepisów. Polska Izba Turystyki (PIT), zrzeszająca 600 z ponad 3 tys. działających w kraju organizatorów i pośredników, wystosowała do premiera Donalda Tuska list.

— Chociaż sam premier rekomendował utworzenie funduszu pochodzącego ze składek biur podróży, takiego drugiego filara w ubezpieczeniach, parlament zdecydował się na pozostawienie dotychczasowego systemu — wytyka Jan Korsak, prezes PIT.

Firmy turystyczne muszą mieć zabezpieczenie finansowe w banku lub u ubezpieczyciela. Znowelizowana ustawa wymaga, by kwota zabezpieczania pokrywała hipotetyczne szkody wszystkich klientów biura podróży.

— To oznacza wzrost minimalnych poziomów zabezpieczeń finansowych. Minister finansów ma czas na ich określenie do połowy grudnia. Polska Izba Ubezpieczeń szacuje, że wzrosną one z 6 do 25-30 proc. obrotów biura. Żaden ubezpieczyciel nie przygotuje takiego produktu, bo prawie nikogo nie będzie na to stać — ostrzega Jan Korsak.

— Część biur, obawiając się, że składka ubezpieczeniowa może wzrosnąć, już w przededniu wejścia w życie tej ustawy podpisało umowy z ubezpieczycielami tylko po to, żeby zachować "starą", 6-procentową składkę na następny rok, choć większość umów jeszcze nie wygasła. Ci, którzy nie zdążyli, prawdopodobnie dużą część tego nowego obciążenia wkalkulują w cenę wycieczek, co oznacza dla klientów wyższe ceny wyjazdów letnich w przyszłym roku — mówi Jacek Dąbrowski, wiceprezes InfoServices.

Nie oznacza to, że na rynku pozostanie kilka największych biur. Zdaniem specjalistów, część biur podróży może uciec w szarą strefę lub przenieść działalność za granicę.

Dotychczas bankructwo touroperatora oznaczało, że w wypadku niewypłacalności turystów ściągały urzędy marszałkowskie. Tak było w ubiegłym roku po plajcie biura podróży Kopernik. Tegoroczna czarna owca, Selectours, była ubezpieczona na 3 mln zł. Firma, która na bieżąco informuje na swojej stronie internetowej o powrotach kolejnych grup turystów, zapewniła, że pieniędzy wystarczy na samoloty oraz — w miarę możliwości — na zwrot pieniędzy osobom, które jeszcze nie wyjechały.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy