Dziś inwestorzy będą mieli szansę na chwilę odetchnąć od natłoku informacji napływających ze sceny politycznej. W ciemno można jednak obstawiać, że dane o inflacji w październiku zostaną przez rynek przyjęte neutralnie. Po jednorazowym wyskoku do 1,8 proc. we wrześniu, tym razem wskaźnik cen powinien okazać się niższy. Ministerstwo Finansów szacuje, że inflacja sięgnęła 1,5 proc., czyli dokładnie dolnej granicy celu NBP.
Nie ma jednak wątpliwości, że w centrum uwagi nadal pozostawać będzie rząd i jego program. W ubiegłym tygodniu gracze bardzo nerwowo reagowali na politykę, zwłaszcza na niejasności w sprawie wielkości przyszłorocznego deficytu budżetowego. Krzywa rentowności przesunęła się o kolejne 20-30 pkt baz. w górę, a dochodowość dwulatek otarła się nawet o 5 proc. (ostatecznie papiery kończyły tydzień na poziomie 4,94 proc.). Dilerzy twierdzą jednak, że obligacji pozbywali się głównie inwestorzy spekulacyjni. Ci o mocniejszych rękach (i nerwach) nie zwiększali podaży, ale rynek jest chwiejny, a deklaracje polityków wciąż nie wychodzą poza ogólniki (premier stwierdził jedynie, że będzie „starał się” zmniejszyć przyszłoroczny deficyt do 30 mld zł), więc nie można wykluczyć dalszych spadków cen (i wzrostów rentowności), choć nie powinny one być już duże (w granicach kilku punktów bazowych), biorąc pod uwagę skalę dotychczasowego ruchu.