Tykająca fortuna emigranta, czyli zabawy czasem kosztują

KAJ
25-02-2011, 00:00

Co? Zegarek Patek Philippe z 1943 r.

ZA ILE?

5 709 000 USD

SŁOWNIE

pięć milionów siedemset dziewięć tysięcy dolarów

Cyk, cyk, cyk. Ot tak, zwyczajnie, brzmi najdroższy zegarek marki Patek Philippe, który w maju 2010 r. wylicytował pewien kolekcjoner. Cena, ponad 5,7 mln dolarów, tylko z pozoru wydaje się niebotyczna. Bo przecież tak miało być.

— Będziemy robić najdroższe i najbardziej prestiżowe zegarki na świecie — zapowiadał Antoni Patek, gdy ponad półtora wieku temu rozkręcał jubilerski biznes w Genewie.

Patek, polski emigrant, nie zamierzał czekać, aż następne pokolenia zrealizują jego wizję. Wspierany przez Adriena Philippe’a, kreatywnego zegarmistrza z Francji, szybko zdobył kieszenie i nadgarstki elity elit. Zaczęła królowa Wiktoria. A potem już poszło. Z Patkiem po drodze było Albertowi Einsteinowi, Waltowi Disneyowi, papieżowi Piusowi XII, Lwowi Tołstojowi, ale też Józefowi Stalinowi. Choć w to ostatnie nazwisko z listy referencyjnej śmiało można powątpiewać. Przecież ówcześni towarzysze mieli w bród lepszych, radzieckich "czasów". Lepszych, bo… szybszych.

Zlicytowany Patek niezmiennie od 1943 r. nigdzie się nie spieszy. Jedyne, co przyspiesza, to jego cena. Dekadę temu wyceniano go na jakiś milion dolarów. Na jaw wyszły jednak nowe fakty dotyczące tykającego rękodzieła. Wiadomo nie od dziś, że zegarek zrobiono

z 18-karatowego złota, że znalazły się na nim drogie kamienie. No i że dość okazała tarcza ma niecałe 3,8 cm średnicy. Oczywiście, kryje techniczne cuda i nowinki misternie sklecone z tysięcy części i cząsteczek, np. wskaźnik faz księżyca, tachometry i kilka tarcz dla entuzjastów śledzenia przemijania w rytmie wskazówek. Nie to jednak stanowi o wyjątkowości złociutkiego 68-latka. Bajer w tym, że ten model nie przypadkiem trafia do każdej większej publikacji o firmie Patek Philippe. Bo jest jednym z dwóch wyprodukowanych egzemplarzy. I jedynym, który można kupić.

Że takie Patki są dwa, wyszło na jaw siedem lat temu. Wtedy potomek Sternów, kontrolujących firmę od przedwojnia, oddał do rodzinnego muzeum zegarek, który wędrował po przegubach czterech pokoleń rodu. Kolekcjonerzy od razu wpadli na trop: Patek z muzeum wygląda identycznie jak wyjątkowy egzemplarz pojawiający się na aukcjach raz na kilka lat! Zegarek z muzeum powstał, by zadowolić wysublimowany gust Charlesa Sterna, pierwszego z linii Sternów w Patku. Znalazł się jednak ktoś bardziej wymagający, bo muzealny obiekt jest mechanicznie uboższy od zegarka kupionego na aukcji, którego cenę podbija też legenda. Nie wiadomo bowiem, kto był pierwszym posiadaczem drugiego egzemplarza topowego modelu Patka. W zaciszach jubilerskich pracowni Genewy mówi się, że to jeden z możnych ówczesnego świata. Bardzo możnych. By nie uśmiercać legendy, dom aukcyjny Christies za Chiny nie chce zdradzić, na czyim przegubie lśni teraz poczciwy Patek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAJ

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Tykająca fortuna emigranta, czyli zabawy czasem kosztują