Złe nastroje przejawiające się jeszcze przed pierwszym dzwonkiem spadającą wyceną kontraktów terminowych na indeksy podtrzymała prezentacja danych makro, rozczarowującą prognozą Apple, a potem zaskakująca decyzja Banku Ludowego Chin. Instytucja odpowiedzialna w Państwie Środka za politykę monetarną zdecydowała się bowiem nieoczekiwanie na podniesienie stóp procentowych. W ten sposób zamierza utrzymać pod kontrolą inflację i rosnącą bańkę na tamtejszym rynku nieruchomości. Tylko we wrześniu ceny mieszkań w największych miastach wzrosły o ponad 9 proc.
Przed sesją na Wall Street na parkiety dotarły dane makro z amerykańskiego segmentu nieruchomości. Miały niejednoznaczny charakter. Z jednej bowiem strony więcej niż oczekiwali analitycy spadła liczba wydanych pozwoleń na budowę domów (do 539 tys.), z kolei liczba rozpoczętych budów zwiększyła się do poziomu 610 tys. W tym przypadku eksperci prognozowali wzrost do 579 tys.
Pod silną presją sprzedających znalazł się sektor finansowy. Podaż napędzały m.in. zniżkujące walory Bank of America. Największy w Stanach Zjednoczonych pożyczkodawca odnotował sięgającą 7,3 mld USD stratę w trzecim kwartale. Nie uwzględniając zdarzeń o charakterze jednorazowym, zysk przekraczający poziom 3 mld USD okazał się niemal dwa razy lepszy od oczekiwań analityków. Nie przekonało to jednak inwestorów.
Na rynku technologicznym w dół wędrowały notowania akcji koncernu Apple. Przedstawiona przez producenta kultowych urządzeń mobilnych prognoza rozczarowała poziomem zysku na akcję. Gigant oczekuje bowiem wskaźnika EPS na poziomie 4,80 USd podczas gdy specjaliści zakładali co najmniej 5 USD.
Na finiszu sesji indeks DJ IA tracił 1,48 proc. schodząc poniżej poziomu 11
tys. pkt, S&P500 zniżkował o 1,59 proc. zaś Nasdaq spadał o 1,76
proc.