Bez konferencji prasowych i rozmów z zarządem, lecz skromnym komunikatem — tak większość towarzystw ubezpieczeniowych informuje o wynikach po pierwszym półroczu. Nic dziwnego, nie mają się czym chwalić.
— Ostatnio kilkakrotnie przeczytałem o ubezpieczycielach: krwiopijcy. Krew płynie, owszem, ale od dłuższego czasu w przeciwnym kierunku — to ubezpieczyciele się wykrwawiają. Na rynku nastąpiły bardzo niekorzystne zmiany. Branża używa anomalii pogodowych, jako argumentu tłumaczącego straty, ponieważ tak w istocie jest. Jednak poważnym problemem są ubezpieczenia komunikacyjne — mówi Piotr Śliwicki, prezes grupy Ergo Hestia.
Problem narastał przez lata. W 2008 r. na ubezpieczeniach komunikacyjnych branża straciła 266 mln zł, ale AC pozwalało jeszcze zarobić. W 2009 r. strata urosła do ponad 1 mld zł i nawet AC było nierentowne. Tylko w czwartym kwartale 2009 r. strata z polis komunikacyjnych wyniosła 509 mln zł.
— Rynek się ześlizguje coraz szybciej. Pierwszy kwartał pokazał, że ta tendencja się utrzymuje — komentuje Piotr Śliwicki.
Dlaczego wojna cenowa jest tak krwawa? Zdaniem Śliwickiego, to skutek wyścigu o składkę bez patrzenia na wynik.
— My też w tym uczestniczyliśmy: budując pozycję godziliśmy się na kompromisy — mówi.
Więcej w czwartkowym Pulsie Biznesu.