Anderson uważa, że obawy, które spowodowały wyprzedaż aktywów na wschodnioeuropejskich rynkach, pojawiły się w sytuacji, kiedy nie zdarzyło się nic szczególnego, mogącego je uzasadniać. Twierdzi, że w pojawiających się ostatnio, pisanych w katastroficznym tonie raportach jest „tyle samo twardej analizy co rozbuchanych emocji”.
Anderson wskazuje, że więcej niż połowa zagranicznego zadłużenia krótkoterminowego regionu przypada na Rosję, Polskę i Turcję, które są mniej osłabione przez kryzys dzięki mniejszemu lewarowaniu w gospodarce i lepszym perspektywom wzrostu. Ekonomista UBS podkreśla, że jeśli nastąpi wzrost tzw. złych długów i niewypłacalności w krajach Europy Wschodniej, będzie to proces stopniowy, a nie gwałtowny.
Anderson argumentuje, że w Polsce i Turcji relacja kredytów do depozytów nie wskazuje na możliwość większych problemów. W przypadku Rosji prawdopodobieństwo niewypłacalności zmniejsza wielkość rezerw walutowych, które raczej nie powinny topnieć w dotychczasowym tempie.
MD, Bloomberg