UBS ostrzega przed falą z Europy Wschodniej

ET
opublikowano: 2011-08-25 00:00

Polscy analitycy nie podzielają obaw, że frankowi dłużnicy (m.in. z Polski) zdestabilizują zachodnie banki.

Polscy analitycy nie podzielają obaw, że frankowi dłużnicy (m.in. z Polski) zdestabilizują zachodnie banki.

Frank szwajcarski straszy polskich kredytobiorców, a szwajcarski UBS Wealth Management straszy zachodnie kraje polskimi kredytobiorcami zadłużonymi we franku.

— Wzrost presji na węgierskich, a także polskich i chorwackich posiadaczy kredytów i pożyczek we franku, może spowodować przejście fali uderzeniowej przez strefę euro. Tego nie widać na ekranach radarów większości inwestorów — powiedział Kilian Reber, analityk UBS.

Łańcuch zdarzeń, który może wywołać tsunami, jest następujący: kredytobiorcy przestają spłacać kredyty frankowe, a banki, które pożyczyły franka za granicą, przestają regulować swoje zobowiązania wobec spółek matek oraz instytucji, w których się zadłużyły. Analityk UBS wskazuje, że m.in. UniCredit, Erste Group, Raiffeisen Bank International i Bayerische Landesbank, udzieliły na Węgrzech, w Polsce i Chorwacji kredytów na 80 mld CHF. Tymczasem szwajcarska waluta umocniła się tylko przez ostatnie trzy miesiące o 9,5 proc., wobec forinta, o 14 proc., wobec złotego i o 9 proc., wobec kuny.

Jak to wyliczyli

Kilian Reber oszacował na 20-30 proc. prawdopodobieństwo, że mocniejszy frank wywoła falę niewypłacalności we wschodniej Europie i nasili kryzys Eurolandu, zmuszając zachodnioeuropejskie banki do ponownego szukania pomocy u państwa.

— Ponieważ nie mamy długiej historii kredytów hipotecznych, nikt nie jest jednak w stanie przewidzieć, jak zachowają się kredyty mieszkaniowe w takim otoczeniu makroekonomicznym. Ciekaw jestem, na jakiej podstawie wyliczono prawdopodobieństwo scenariusza masowego zaprzestania spłat — mówi Andrzej Powierża, analityk DM Banku Handlowego.

Faktem jest, że spłacalność kredytów pogarsza się z kwartału na kwartał, choć nie we wszystkich bankach, i wciąż odsetek zagrożonych kredytów pozostaje na bardzo niskim poziomie. W Millennium, który ma potężny, wart 20 mld zł, portfel kredytów frankowych udzielanych w czasach boomu 2006-08, odsetek kredytów mieszkaniowych z utratą wartości nie zmienia się od IV kwartału 2010 r. i wynosi 0,9 proc. Rośnie on natomiast w BRE Banku: z 0,74 proc. po I półroczu 2010 r. do 1,13 proc. na koniec czerwca 2011 r. PKO BP na koniec I kwartału 2010 r. miał w portfelu 2 proc. niespłacanych kredytów hipotecznych, rok później — już 2,9 proc., a po I półroczu 2011 r. – 3 proc.

Pełny obraz po IV kwartale

Prawdopodobnie statystyki pogorszą się w III kwartale, jednak dopiero po IV kwartale dowiemy się, jak dotkliwie wysoki kurs franka w sierpniu (kiedy bił historyczne rekordy) odczują kredytobiorcy. Opóźnienia w spłacie kredytów raportowane są przez banki, dopiero kiedy zwłoka wynosi ponad 90 dni.

Andrzej Powierża nie spodziewa się, by wysoki kurs franka uderzył w banki.

— Wydaje mi się, że skutki bardziej odczuje gospodarka (wskutek mniejszej konsumpcji) niż banki, a szczególnie zagraniczne. Polskie banki mają jeszcze bufory w postaci kapitałów własnych, które są w stanie zaabsorbować wzrost szkodowości kredytów hipotecznych — ocenia analityk DM Banku Handlowego.

Z naszych informacji wynika, że polskie banki bez problemów mogą "wytrzymać" rok z kursem franka na poziomie 4 zł. Niebezpiecznie, i to również dopiero w dłuższej perspektywie, zrobiłoby się przy kursie 4,5 zł za franka.

271,9

mld zł Taka była wartość

kredytów mieszkaniowych na koniec czerwca...

132 mld zł

...tyle pożyczyliśmy we frankach szwajcarskich

114 mld zł

...tyle w złotych

18,2 mld zł

...tyle w euro

673 mln zł

...a tyle w dolarach