Udana metamorfoza polskiego rynku pracy

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 09-07-2013, 00:00

Pracodawcy zamiast zwalniać pracowników, wolą mrozić im pensje. To dobra wróżba na przyszłość — twierdzi NBP.

Dobre wieści płyną z rynku pracy. Narodowy Bank Polski (NBP) obniżył prognozy bezrobocia na najbliższe lata. Według analityków banku, odsetek osób powoli przestaje rosnąć, a za rok zacznie spadać. W swoim szczycie w 2014 r. bezrobocie sięgnie 11,3 proc. (licząc według metodologii BAEL). W dotychczasowej prognozie, z marca 2013 r., NBP prognozował, że wzrost bezrobocia będzie dłuższy i silniejszy

— ścieżka wskaźnika o około 1 pkt proc. wyższa, niż bank prognozuje obecnie. Skąd ten optymizm NBP? Rewizja prognoz to częściowo jedynie efekt zmian statystycznych. — Dostosowaliśmy nasze wyliczenia do nowej, wyższej liczby osób pracujących, którą wykazał ostatni spis powszechny Głównego Urzędu Statystycznego — tłumaczy Jacek Kotłowski, zastępca dyrektora Instytutu Ekonomicznego NBP.

Częściowo jednak rewizja prognoz to też skutek pozytywnych zmian strukturalnych w polskiej gospodarce, które dostrzegł ostatnio bank centralny. Okazało się, że nasz rynek pracy stał się bardziej elastyczny, niż był przez ostatnie dwie dekady.

— Ostatnie kwartały pokazały, że zaszła pozytywna zmiana w podejściu polskich pracodawców do poszukiwania oszczędności. Coraz częściej robią to przez mrożenie lub obniżki wynagrodzeń, a coraz rzadziej przez redukcje zatrudnienia. Dzięki temu liczba osób zatrudnionych w polskiej gospodarce spada w mniejszym stopniu, niż wynikało to z naszego suchego modelu ekonometrycznego — tłumaczy Jacek Kotłowski. Oznacza to jednak, że choć w polskiej gospodarce poprawiają się perspektywy dla zatrudnienia, to pogarszają się dla wynagrodzeń.

Już od ponad roku średnia roczna dynamika płac w polskich firmach oscyluje wokół 2-3 proc. i czasem nawet nie rekompensuje pracownikom inflacji. NBP twierdzi, że tak niska dynamika utrzyma się jeszcze do końca przyszłego roku. Dopiero w 2015 r., wraz ze spadkiem bezrobocia, zobaczymy wyraźniejsze ożywienie w wynagrodzeniach. W marcowej prognozie NBP zakładał, że dynamika płac zacznie rosnąć już od teraz. Z diagnozą banku centralnego zgadza się Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. Ale z zastrzeżeniem.

— To prawda, że przed nami dalszy okres bardzo niskiego wzrostu wynagrodzeń.

Ostrożnie podchodzę jednak do hipotezy, że pracodawcy w Polsce bardziej niż kiedyś unikają zwolnień pracowników. W obecnej fali spowolnienia widzimy mimo wszystko dość wyraźną redukcję zatrudnienia,o około 1 proc. rocznie. Nie jest więc tak, że nasz rynek pracy jest w stanie uniknąć utraty miejsc pracy — mówi Ernest Pytlarczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu