Udawaj z zyskiem dla firmy

Bartosz Dyląg
opublikowano: 2007-06-01 00:00

Uczą samodzielnego myślenia, podejmowania decyzji, integrują, przy okazji bawią. Gry symulacyjne zdobywają uznanie menedżerów.

Lepsze niż tradycyjne szkolenia

Uczą samodzielnego myślenia, podejmowania decyzji, integrują, przy okazji bawią. Gry symulacyjne zdobywają uznanie menedżerów.

Pierwsze symulacje prowadzono bez udziału komputera. Uczestnik szkolenia korzystał z arkuszy decyzyjnych. Stosował odpowiedni ruch i znajdował odnośnik do strony, na której dowiadywał się, jaki jest skutek jego decyzji.

Samodzielne byty

Gry symulacyjne stosowano w Polsce w latach 80., ale ówczesny model gospodarki nie pozwalał na ich prawdziwy rozwój.

— Produkowanie gier symulacyjnych w tamtych warunkach mijało się z celem. Szefowie przedsiębiorstw państwowych nie za bardzo rozumieli potrzebę ich stosowania — wspomina Piotr Gryko, senior partner w firmie szkoleniowej House of Skills.

Prawdziwy rozwój rozpoczął się w latach 90. Jednym z pionierów był Piotr Gryko. Zaczął je wtedy sprowadzać do Polski. Popularna była w tych czasach gra „Decision Base”, symulująca funkcjonowanie firmy. Dziś oferta jest znacznie bogatsza.

— Jedne szkolenia przewidują rozegranie tylko gier strategicznych, inne zawierają dodatkowo wykłady i analizy z trenerami — mówi Paulina Szadkowska, menedżer projektu w firmie doradczej Bigram Personnel Consulting.

Firma ta od 2000 r. prowadzi polską edycję międzynarodowej gry Euromanager, w ramach programu Global Menagement Challenge. Zespoły rywalizują w niej na wspólnym rynku, zarządzając spółkami. Każda drużyna ma do podjęcia 330 decyzji, a o zwycięstwie decyduje końcowa wartość akcji spółki na giełdzie. W finale światowym ostatniej edycji, rozegranym pod koniec kwietnia w Makao, polska ekipa Banku Millennium zajęła drugie miejsce.

Wiele korzyści

W pojęciu gier symulacyjnych mieszczą się zarówno trzygodzinne moduły szkoleniowe, jak też na przykład Storewars, odzwierciedlające funkcjonowanie rynku dóbr szybko zbywalnych, a trwające trzy-cztery dni. Jednak każda gra z prawdziwego zdarzenia jest samodzielnym bytem, trwającym — zależnie od stopnia skomplikowania — od jednego do czterech dni. Udział w symulacji mogą wziąć wszyscy zatrudnieni w firmie — od pracownika liniowego do szefa. Największy pożytek przynoszą wówczas, gdy w projekt zaangażowani są pracownicy różnych szczebli, przy czym zaczynać powinno się od kierownictwa.

Gry symulacyjne dają skutki o wiele trwalsze niż tradycyjne szkolenia.

— Każda gra jest wydarzeniem pozostawiającym w uczestnikach głęboki ślad. Nie tylko przecież słuchają, ale także intensywnie działają. Podejmują decyzję i natychmiast widzą jej rezultat. W działaniu muszą odwoływać się do szerokich obszarów swojej wiedzy i doświadczeń — przekonuje Piotr Gryko.

Innymi słowy, symulacje rozwijają umiejętność strategicznego myślenia i planowania.

— Nawet najlepsze plany zaatakuje konkurencja i zweryfikuje rynek, więc trzeba się nauczyć elastycznego reagowania na zmiany — radzi Paulina Szadkowska.

Symulacje pomagają także rozwijać umiejętność analizy zysków i strat. Odpowiednio skonstruowane gry rozwijają również umiejętności miękkie, na przykład pracę w grupie czy zdolność negocjacji. Zrealizowane w firmie na odpowiednio dużą skalę mocno scalają zespół wokół zagadnień merytorycznych.

— Można też ludzi wysłać w góry albo na wspólną imprezę i taka integracja w określonych sytuacjach również da pożądany skutek — uważa Piotr Gryko.

Mniej krwi

Symulacja pokazuje, jak należy pojmować firmową rzeczywistość, kształtuje wspólny język pracowników, którzy zaczynają też podobnie pojmować logikę czy strategię działania firmy. Przykładem jest Vattenfall, która chciała przedstawić załodze nową strategię. W tym celu 700 pracowników uczestniczyło w programie symulacyjnym typu „apples and oranges”, podczas którego ogłoszono strategię.

Zdaniem Piotra Gryki, z symulacji niezbyt często wynosi się konkretne umiejętności, za to szybciej uczą i pozwalają wyciągać wnioski, a także kojarzyć na pozór oderwane od siebie fakty. Uprawnione jest porównanie gier symulacyjnych do komputerowych gier strategicznych, które zapewniają rozrywkę milionom graczy na całym świecie.

— W obu mam do spełnienia określoną rolę, buduję strategię działania i wcielam ją w życie. W obu także istnieją grające przeciwko sobie zespoły. Różnica? W grach symulacyjnych krew leje się znacznie rzadziej — uśmiecha się Piotr Gryko.

Okiem praktyka

Joanna Ostrowska

konsultant Deloitte Polska

Ciekawość i integracja

Udział w krajowej edycji Euromanagera potraktowałam jako swoisty eksperyment. Powodowała mną ciekawość, chciałam się przekonać, jak działają globalne mechanizmy rynkowe, a także jakie to uczucie mieć na nie wpływ. Poza tym chyba każdy chce spróbować poprowadzić własną firmę, a Euromanager dał mi taką możliwość. Dodatkową korzyścią była integracja naszego zespołu, co w normalnych warunkach byłoby trudniejsze. Minusem gier strategicznych jest tylko ogromna ilość czasu, jaką trzeba poświęcić, by poznać ich zasady.