W Niemczech Federalny Urząd Kryminalny obliczył, że w 2025 r. odnotowano 321 przypadków sabotażu wymierzonego w infrastrukturę krytyczną, głównie w sektor energetyczny. W większości przypadków nie można jednoznacznie wskazać sprawców, mówi się o radykalnie lewicowych organizacjach, które niszczyły i podpalały węzłowe połączenia kabli. Tu nasuwało się pytanie, skąd sprawcy mieli wiedzę, które połączenia trzeba podpalić – nie jest ona powszechnie dostępna.
W obecnym roku ataki te są jeszcze bardziej spektakularne i nasiliły się zwłaszcza w Niemczech. W Brandenburgii (Turnow-Preilack), Nadrenii Północnej-Westfalii (Bergheim, Dormagen) i Saksonii (Gorlitz, Bautzen) doszło do serii prób sabotażu stacji elektroenergetycznych i linii wysokiego napięcia. Zaatakowano lotnisko w Lipsku przy pomocy dronów „żdunów” jednoznacznie kojarzonych z Rosją. W sierpniu, we Włoszech, Bułgarii, Polsce, Estonii i Słowacji, doszło do serii sabotażowych pożarów w obiektach związanych z obronnością.
Znamiona współczesnego konfliktu
Ataki te są symbolem wojny nowego typu – tej, która narodziła się właśnie 24 lutego 2022 r. wraz z inwazją Rosji na Ukrainę. Co przyniosła, można przekazać w kilku punktach.
- Zbudowanie nowej domeny oddziaływania na przeciwnika i zarazem nowego rodzaju wojsk – dronowych. Od prostych dronów rozpoznawczych i fpv zwanych popularnie od marki – Mavikami – które pojawiły się jeszcze w 2022 r. poprzez proste drony uderzeniowe irańskiej proweniencji i rosyjskiej modyfikacji Shaheed i Gierań – po najnowsze drony Gierań-5. Gierań-5 nie przypomina klasycznego drona, a irański pocisk manewrujący Karrar. Wyposażono go w niewielki chiński komercyjny silnik turboodrzutowy Telefly TF-TJ2000A o ciągu 80 kG. Zapewnia on szybkość do 600 km/h z przelotową 450km/h oraz zasięg do 1000 km. Ma długość 6,57 m, rozpiętość skrzydeł nieco ponad 5 m. Głowica, która może być odłamkowa, odłamkowo-burząca lub termobaryczna, ma wagę 90 kg. Bardzo interesujące jest jego wyposażenie: cyfrowy system nawigacji satelitarnej Komieta, mikrokomputer nawigacyjny Raspberry Pi z możliwością odczytywania mapy terenu kamer i porównywania z mapą cyfrową, modemy łączności maszynowej z komputerem wyposażonym w AI, by na bieżąco koordynować nalot omijając ukraińskie pułapki przeciwlotnicze. To symbol obecnej ewolucji – od prostych dronów po niewielkie pociski manewrujące. Oczywiście wadą jest cena Gierania-5 wynosząca równowartość 160 tys. USD, ale to i tak dziewięciokrotnie mniej niż pociski manewrujące typu Tomahawk. I takie zagrożenie coraz częściej będzie trzeba zwalczać.
- Tu istotna rzecz – wszystkie bazzałogowce, w tym też naziemne coraz częściej są wyposażane w moduły sztucznej inteligencji. Rosjanie poszli już najdalej – by zerwać połączenie drona z operatorem, na którego polują wszystkie siły ukraińskie, wyposażają drony uderzeniowe w AI samodzielnie dokonujące wyboru celów. Oznacza to, że wkrótce będziemy mieli do czynienia z dronami- zabójcami wybierającymi cele według reguł AI w coraz mniejszym stopniu ustalanych przez operatorów.
- Jeśli artyleria jest Bogiem wojny to artyleria przeciwlotnicza zwłaszcza krótkiego i bardzo krótkiego zasięgu stała się jej księciem. To na niej oparte jest zwalczanie dronów wszelkich rodzajów i typów. Widoczny jest renesans artylerii lufowej zwłaszcza 30-35 mm z amunicją rozcalaną. Ale też ze względu na masową produkcję tanich pocisków balistycznych jak północnokoreańskie KN-23/25 coraz ważniejsza jest artyleria przeciwlotnicza średniego pułapu oparta na pociskach rakietowych jak Patriot, NASAMS czy SAMP-T. Znaczenie korpusu artylerii przeciwlotniczej i jego liczebność we wszystkich siłach zbrojnych będzie rosła, bo w nadchodzących konfliktach kto będzie miał silniejszą i sprawniejszą obronę przeciwlotniczą, ten wygra ochronę swojego zaplecza, a zatem i cały konflikt.
- Siłą rzeczy na tej samej zasadzie rośnie znaczenie wojsk walki radioelektronicznej. Już nie tylko podsłuchiwanie i „kawałkowanie” łączności nieprzyjaciela, ale także ochrona własnej oraz „elektroniczna kurtyna” myląca wrogie drony.
- Nie oznacza to, że czołgi i bojowe wozy piechoty odchodzą do lamusa. Przeciwnie – nowoczesny czołg i bojowy wóz piechoty (bwp) zyskają na znaczeniu, ale będą to już zupełnie inne wozy. Obecnie czołg będzie pojazdem z kilkoma typami opancerzenia, własnym systemem walki radioelektronicznej i systemem aktywnej ochrony ASOP. Podobnie stanie się z bojowymi wozami piechoty, które zdecydowanie „przytyją”, by zyskać lepszą ochronę na nowym polu bitwy. Należy się za to spodziewać spadku znaczenia pojazdów kołowych, które zostaną w zadaniach specjalistycznych i rozpoznaniu, ale raczej przestaną stanowić odpowiednik bwp, ze względu na mniejszy stopień ochrony.
- Zmieni się całkowicie typ konfliktu jako takiego – przejście od stanu „pokoju” do stanu „wojny” będzie płynne i nieostre. Wojny zaczną być rozgrywane poprzez wywiad, sabotaże i operacje psychologiczne PSYOPS rozbrajające i konfliktujące społeczeństwo wroga, w czym pomoże ambiwalentny stosunek do przekazów PSYPOS prezentowany przez światowe sieci społecznościowe, które je tolerują.
Cztery stany wojny
Najlepsze podsumowanie stanowi tutaj krótka analiza ppłk. Macieja Korowaja, byłego oficera służb wywiadu wojskowego i obecnie analityka militarnego:
„Jeśli Kreml będzie czuł, że jeszcze ma szansę dociśnięcia Kijowa, większość energii pójdzie tam. Jeśli front utknie w betonowej, krwawiącej równowadze, spojrzenie Moskwy przesunie się na Zachód: gdzie jeszcze można podnieść stawkę, żeby wymusić nowe otwarcie? W tej logice Bałtyk i wschodnia flanka przestają być „tyłem” – stają się bocznym wyjściem z ukraińskiego impasu.
W moich analizach ten obraz nie rozkłada się na prostą linię od „pokoju” do „wojny”, tylko na kilka współistniejących stanów.
Pierwszy stan - który już dziś dominuje, to stała mgła hybrydowa: sabotaż infrastruktury, zakłócenia GPS, incydenty w portach, ciche operacje służb, migracja używana jak taran. To tło, które nie znika – to nowa norma. Rosja trzyma ten stan jak muzyk stały dźwięk – wszystko, co zrobi dalej, będzie nadbudowane na tej bazie.
Drugi stan - to kryzys – nie ten telewizyjny, „dyplomatyczny”, tylko rzeczywisty: trup na nabrzeżu, płonący terminal, ostrzelana jednostka NATO na Bałtyku, „niezidentyfikowana” grupa z bronią po niewłaściwej stronie granicy. To moment, w którym mgła wojny gęstnieje do poziomu, że nawet politycy nie mogą udawać, iż nic się nie stało. Taki kryzys nie oznacza jeszcze kolumn rosyjskich czołgów wjeżdżających do Suwałk. Oznacza jednak, że jesteśmy o jeden krok bliżej, a każdy z kolejnych ruchów może wywołać efekt domina.
Trzeci stan - to ograniczone starcie. Krótka, brutalna wymiana ognia na morzu. Rakieta, która nie trafia w poligon, tylko w realny obiekt. „Incydent”, który nagle okazuje się mieć batalionowe tło. W nomenklaturze Kremla – sytuacja „do szybkiego wyciszenia przy stole”. W praktyce – punkt, w którym artykuł 5 przestaje być abstrakcją, a staje się pytaniem: czy jesteście gotowi umierać za ten fragment mapy? To moment próby nie tyle wojsk, co politycznych kręgosłupów.
Czwarty stan - najgroźniejszy, choć wciąż mało prawdopodobny - to lokalny konflikt lądowy. Nie marsz na Berlin, ale cięcie skalpelem: korytarz, wyspa, fragment państwa bałtyckiego, klin wbity między Polskę a Litwę. Rosja nie potrzebuje w takim scenariuszu „podbić Europy”. Wystarczy, że wyrwie kawałek, pokaże światu, że NATO nie zdołało tego cofnąć - i ładu bezpieczeństwa, który znamy, nie ma i trzeba go zbudować na nowo z Rosją.”- wymienia w swojej analizie ppłk. Maciej Korowaj.
Marek Meissner
autor jest analitykiem militarnym i gospodarczym pracującym dla ISBiznes.pl
