W czasie, gdy rosyjskie inspekcje sanitarne kontrolują zakłady mięsne i mleczarskie na Ukrainie, władze tegokraju zaczynają szukać nowych rynków zbytu. W Kijowie mówi się o potrzebie dywersyfikacji odbiorców ukraińskich towarów.
"Nie możemy rozumować takimi kategoriami, że 100 proc. naszego eksportu powinno koncentrować się na jednym rynku. Efekty takiego myślenia będą niewybaczalne" - powiedział w czwartek dyrektor departamentu współpracy ekonomicznej w ukraińskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, Wiktor Masztabej.
O tym, jak bolesnym może okazać się nastawienie producentów na eksport wyłącznie do jednego kraju, przekonali się już ukraińscy mleczarze. W styczniu usłyszeli, że Rosja, która kupowała dotąd 60 proc. produkowanego na Ukrainie nabiału, wprowadziła zakaz jego importu.
Powodem decyzji Rosjan było - jak sami wówczas oświadczyli - nieprzestrzeganie przez Ukrainę norm sanitarnych. W mniemaniu Ukraińców krok ten był następstwem zauważalnego w ostatnim czasie napięcia politycznego na linii Kijów-Moskwa.
Tezę o upolitycznieniu sprawy importu wyrobów z Ukrainy potwierdza wprowadzony również w styczniu zakaz importu ukraińskiego mięsa. Biorąc pod uwagę fakt, że import ten jest praktycznie zerowy, decyzja ta nie miała żadnego wpływu na gospodarkę Ukrainy.
Dyplomaci w Kijowie podkreślają, że mięso i nabiał nie są jedynymi spornymi kwestiami dotyczącymi wymiany handlowej z Rosją. Na początku bieżącego roku Moskwa poinformowała o zamiarze wprowadzenia na pięć lat ceł antydumpingowych na produkowane przez Ukrainę rury.
W związku z zaistniałą sytuacją Kijów poszukuje dziś nowych rynków zbytu swoich towarów. Na czwartkowym spotkaniu w MSZ dyrektor Masztabej poinformował, że sondowane są możliwości zwiększenia gospodarczej obecności Ukrainy w Azji, na Bliskim Wschodzie oraz w Afryce. Władze ukraińskie zachęcają także biznesmenów, by poprzez udział w targach międzynarodowych, próbowali podbijać rynki i w innych regionach świata.