Unijna pomoc szkodzi jabłkom

Rynek zwariował. Eksport kuleje, a krajowa sprzedaż siadła — twierdzi część sadowników. Mechanizm, który miał ich wesprzeć, ma skutki uboczne

— Sprzedajemy do sieci w kraju o połowę mniej jabłek deserowych niż o tej samej porze w ubiegłym roku — mówi Michał Lachowicz, szef Appolonii, zrzeszającej grupy producentów owoców.

POPSUTY MECHANIZM:
POPSUTY MECHANIZM:
Co z tego, że cena jabłek jest dobra, skoro nie ma na nie chętnych. Rynek się rozregulował, na czym tracą sadownicy i wszystkie inne podmioty związane z obsługą tego sektora — mówi Michał Lachowicz, prezes Appolonii.
Marek Wiśniewski

— Docierają do nas głosy o zmniejszonym popycie nie tylko ze strony superi hipermarketów, ale też pojedynczych sklepów. Maleje również eksport, bo ceny nie są tak atrakcyjne jak rok temu — dodaje Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

— W efekcie polskich jabłek deserowych jest dużo za dużo, a chłodnie są załadowane po brzegi — podsumowuje Ireneusz Mulak, prezes Top-Sadu.

Nie tylko sadownicy

Według branżowych szacunków, jabłkowe chłodnie są dzisiaj wykorzystywane w ponad 90 proc. i wiele wskazuje na to, że szybko się to nie zmieni. Nasi rozmówcy, zgodnie twierdzą, że problemy spowodował unijny mechanizm wycofania owoców. W związku z rosyjskim embargiem UE uruchomiła narzędzie polegające na odkupieniu od sadowników owoców do bezpłatnej dystrybucji. — Maksymalnie można było wycofać 30 ton z hektara, przy czym zebrać można z takiego obszaru nawet 50-60 ton.

Z powodu trzykrotnego przekroczenia przyznanego Polsce limitu [który wyniósł prawie 300 tys. ton — red.] zastosowano wskaźnik redukcji, co pozwoliło na wycofanie około 10 ton z hektara. Przy zmniejszonym popycie ze strony handlu oraz mniejszych zamówieniach eksportowych sadownicy rzeczywiście mają za dużo jabłek — tłumaczy Mirosław Maliszewski. Michał Lachowicz zaznacza, że na obecnej sytuacji cierpią nie tylko oni. — Jest wiele firm nastawionych na obsługę tego sektora — np. logistycznych. One też zatrudniają ludzi, mają obiekty do przechowywania konkretnych wolumenów i tak rozpisane biznesplany. Pomoc dla sadowników jest potrzebna, z tym że wymaga dokładnego przemyślenia, bo dziś cały rynek jest rozregulowany — tłumaczy prezes Appolonii.

Szkodliwa darmocha

Dlaczego krajowy popyt spadł tak mocno?

— Sadownicy skarżą się, że jabłka pozyskane z mechanizmu wycofania konkurują ze sprzedawanymi przez sklepy. Idea była taka, aby trafiły do ludności ubogiej, która nie kupuje owoców. Wygląda jednak na to, że obdarowani nie jedzą dzięki temu więcej owoców, lecz po prostu nie płacą za te, które wcześniej kupowali — twierdzi szef Sadowników RP.

— Dużo mówi się o nieszczelności tego mechanizmu — dodaje Ireneusz Mulak. 300 tys. ton wycofanych jabłek to zaledwie 10 proc. całej produkcji, ale aż połowa krajowego spożycia świeżych jabłek deserowych. — Jabłka deserowe dodatkowo się „rozmnożyły” przez możliwość oddawania do wycofania owoców drugiej klasy, które normalnie często trafiają do przetwórstwa — mówi szef Appolonii. Jeden z naszych rozmówców wskazuje też na słabnący zapał Polaków przy półce. — W 2014 r. powszechne były akcje promujące spożycie „na złość Putinowi”. W tym roku już o nich nie słychać, a nie zdążyły jeszcze przerodzić się w konsumencki nawyk — mówi branżowy ekspert.

Rosyjski gust

Sęk w tym, że nie tylko krajowa sprzedaż kuleje. — Rok temu jabłka w eksporcie były po 0,4-0,5 zł za kg, w tym roku są po 1 zł, więc nie jesteśmy już tak atrakcyjni cenowo, co przyhamowało zamówienia od części zagranicznych odbiorców — twierdzi Mirosław Maliszewski.

Zdaniem Michała Lachowicza, sytuacja na rynku jest już na tyle napięta, że cena może lada moment zacząć spadać.

— Liczmy jednak, że przestój minie po Nowym Roku. Obecnie do Rosji dużo eksportują kraje nieobjęte embargiem — Białoruś, Ukraina, Mołdawia, Serbia i Czarnogóra. W efekcie lada moment nie będą miały jabłek na własne potrzeby i zaczną kupować od nas. Taki mechanizm zadziałał w zeszłym roku i liczymy, że zadziała również w tym — mówi Mirosław Maliszewski.

Cały czas walczymy też o otwieranie kolejnych rynków na polskie jabłka. W październiku ruszył rynek wietnamski. Niedawno wizytowali nas chińscy inspektorzy i potencjalni importerzy z tamtego regionu. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, eksport do Chin powinien być możliwy w przyszłym roku.

— Uruchamianie kolejnych rynków jest oczywiście ważne, ale nic nie zastąpi rynku rosyjskiego. Nasze odmiany odpowiadają tamtejszym odbiorcom, tam mamy przetarte szlaki i wypracowane kontakty handlowe. Dlatego nasi politycy powinni walczyć o zniesienie embarga — uważa prezes Top-Sadu.

1,3 mld zł O tyle, według wyliczeń ekspertów, zmalały w ubiegłym roku obroty sadowników z powodu embarga, które doprowadziło do gwałtownego spadku cen jabłek…

20 proc. …a o tyle, według szacunków sadowników, wzrosła ubiegłoroczna konsumpcja jabłek dzięki jedzeniu „na złość Putinowi”. W tym roku już tego zjawiska nie odczuwają.

1,3 mld zł O tyle, według wyliczeń ekspertów, zmalały w ubiegłym roku obroty sadowników z powodu embarga, które doprowadziło do gwałtownego spadku cen jabłek…

20 proc. …a o tyle, według szacunków sadowników, wzrosła ubiegłoroczna konsumpcja jabłek dzięki jedzeniu „na złość Putinowi”. W tym roku już tego zjawiska nie odczuwają.

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 6 maja 2015 r.

JABŁKOWA HUŚTAWKA: W maju jabłek zaczęło brakować, a ceny mocno wzrosły. Sadownicy tłumaczyli to rosnącą krajową konsumpcją, nowymi rynkami zbytu i unijnym mechanizmem wycofania, który teraz winią za problemy ze zbytem.

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 6 maja 2015 r.

JABŁKOWA HUŚTAWKA: W maju jabłek zaczęło brakować, a ceny mocno wzrosły. Sadownicy tłumaczyli to rosnącą krajową konsumpcją, nowymi rynkami zbytu i unijnym mechanizmem wycofania, który teraz winią za problemy ze zbytem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane