Unikalne i identyczne

Bartłomiej Rabij
opublikowano: 26-02-2008, 00:00

„Nasz szyld, wasz biznes” — tak kilka lat temu jeden z popularnych polskich tygodników zatytułował tekst o franczyzie.

Franczyza to pomysł na biznes tak prosty, że musiał odnieść sukces

„Nasz szyld, wasz biznes” — tak kilka lat temu jeden z popularnych polskich tygodników zatytułował tekst o franczyzie.

Każdy, kto próbował zaistnieć w biznesie z własnym przedsiębiorstwem, wie, jak trudno wyrobić sobie markę. Zgranie jakości, cen, klasy obsługi z szyldem, logo odpowiadającym charakterowi firmy czy dobranie odpowiedniego wystroju wnętrza — to klucz do portfeli klientów.

Wystarczy przejść się przez Dworzec Centralny w Warszawie, żeby się o tym upewnić. W McDonald’s tłumy o każdej porze dnia i nocy. Za to w kilkunastu sąsiednich barach raz lepiej, raz gorzej. No, cóż, każdy zgłodniały podróżny wie, że w znanej sieci zawsze może oczekiwać podobnego towaru, podobnej obsługi i jakości. Natomiast w pojedynczych barach, restauracjach i sklepach, może być znacznie lepiej, taniej i przyjemniej, ale można też trafić jak najgorzej.

A jak mawiał inżynier Mamoń w słynnym „Rejsie” Marka Piwowskiego:

— Najbardziej lubię te piosenki, które znam.

Faktycznie. Jak można lubić coś, czego się nie zna?

Franczyzowe abc

Franczyza to nic innego, jak prowadzenie własnej działalności gospodarczej pod szyldem innej, znanej i cenionej marki. W zamian za wejście do sieci franczyzodawca pobiera opłatę wstępną oraz okresową (roczną lub miesięczną) stałą taksę za korzystanie z know-how, szkolenia, wsparcia marketingowego i promocyjnego. W wielu przypadkach wymaga także wyłączności w dostarczaniu produktów. Kupno licencji pozwala wchodzącemu do sieci przedsiębiorcy niemal od razu włączyć się do już sprawnie funkcjonującego biznesu. Klient wchodząc do nowo otwartego — nawet tydzień wcześniej — salonu znanej marki wie, czego się spodziewać. Zatem nawet świeży franczyzobiorca, startując ze swoją działalnością, korzysta z jednego z najważniejszych handicapów w biznesie — zaufania klientów.

Publikacje poświęcone franczyzie mówią, że każdy, kto próbuje rozwinąć własną sieć, powinien pamiętać o czterech najważniejszych czynnikach, bez których nie może być mowy o sukcesie.

Przede wszystkim, unifikacja. Nie sposób sprzedać pomysłu na biznes dziesiątkom franczyzobiorców, jeśli jest on na tyle specyficzny i jednorazowy, że nie wiadomo, jak powielić go w różnych miejscach kraju czy nawet świata.

„Każda placówka musi być możliwie identyczna. Musi posługiwać się tym samym logo i wizerunkiem. Musi używać tych samych systemów finansowych, księgowych i marketingowych” — dowodzi Iain Murray w „Przewodniku po franczyzie”.

Drugi warunek to prostota działania.

„Franczyza, lepiej niż jakakolwiek inna forma biznesu, pozwala ludziom mającym różne doświadczenie i umiejętności robić coś zupełnie odmiennego od tego, co robili dotychczas. Dlatego każda metoda, czy umiejętność, której uczy się franczyzobiorca, musi być w miarę prosta do opanowania” — pisze dalej angielski ekspert.

Obowiązuje tu podstawowa zasada — im prościej, tym lepiej.

Po trzecie, tzw. UCO, czyli unikatowa cecha oferty.

Każdy, kto prowadzi biznes, marzy o tym, aby to jego przedsięwzięcie miało to „coś”, co wyróżniać go będzie spośród tysięcy konkurentów rynkowych. Tą wyróżniającą cechą może być niemal wszystko — od jedynego w swoim rodzaju produktu, sposobu opakowania, charakterystycznego designu, nawet po niepowtarzalny system promocji czy rabatów.

No i czwarty czynnik — zysk brutto ze sprzedaży.

Każdy przedsiębiorca chce, aby jego firma się rozwijała, a na koncie bankowym mnożyły się zarobione złotówki. Jednak, jak dowodzą praktycy, którzy od wielu lat zajmują się doradztwem firmom udzielającym franczyzy, prędzej czy później franczyzobiorca niemal zawsze zadaje sobie pytanie — dlaczego ma tak drogo opłacać się właścicielowi licencji? W końcu jest samodzielnym przedsiębiorcą prowadzącym własny biznes.

Sęk w tym, że choć biznes własny, to jednak przyrządzony według cudzego przepisu. Ktoś zaryzykował własne pieniądze, by ów przepis sprawdzić i rozwinąć, a następnie przeszkolił i przez lata wspierał biorców licencji swoim doświadczeniem. Dbał o wizerunek firmy i jej promocję, więc coś mu się z tego należy, prawda?

Singer ojcem

Po dziś dzień toczą się spory o pierwszą umowę licencyjną w historii.

Jedni sięgają do XIII-wiecznej Anglii, gdzie baronowie zawierali z królem umowy na dzierżawę ziemi z prawem poboru podatków w zamian za stałą opłatę. Z kolei Amerykanin Michael Seid z konsultingowej firmy MSA twierdzi, że już 200 lat przed Chrystusem w Chinach działał przedsiębiorca Lo Kass, posiadający w Kraju Środka kilka faktorii handlowych, którymi sam nie zarządzał, a jedynie pobierał opłaty za to, że handlowały jego towarami.

Pojawiają się także doniesienia o paralicencjach w czasach późnego Imperium Romanum, czy w okresie XVII-wiecznej rywalizacji holendersko-brytyjskiej o sprzedaż towarów w rejonie Pacyfiku.

Nie ulega jednak wątpliwości, że współczesny wymiar i charakter franczyzy wywodzi się z XIX-wiecznych Stanów Zjednoczonych, zaś pierwszym franczyzodawcą był producent maszyn do szycia Izaak Singer. Singer przez lata pracował w rodzinnym sklepie narzędziowym, zawsze marzył jednak o karierze aktorskiej. Już w 1839 r. sprzedał za 2 tys. dolarów swój pierwszy patent. Pieniądze zainwestował w… trupę aktorską. Pomysł nie wypalił, więc w 1850 r. wprowadził na rynek własną maszynę do szycia. Spółka, którą konstruktor założył wespół z parą finansistów, szybko zawojowała amerykański rynek. Singer & Co. sprzedawali swoje produkty komiwojażerom, którzy zobowiązywali się do sprzedaży wyłącznie maszyn tej spółki w zamian za wyłączność terytorialną.

Kilkadziesiąt lat później franczyzowy biznes ruszył z kopyta, kiedy to na rynku pojawiła się Coca-Cola. To właśnie dzięki franczyzie napój z orzeszków koli stał się najpopularniejszym bezalkoholowym drinkiem świata. Kolejne wielkie koncerny, które zbudowano wykorzystując system franczyzowy, to: Western Union, a po nim cała plejada znanych dziś na całym świecie fast foodów — KFC, Burger King czy McDonald’s. Dziś co trzeci dolar na świecie wydawany jest w sieciach franczyzowych. W samych Stanach Zjednoczonych (największym franczyzowym rynku świata) funkcjonuje ponad 5 tys. systemów franczyzowych, a ich obroty wynoszą ponad 1 bilion dolarów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Rabij

Polecane