Wykonawcy autostrady do Warszawy zostaną wybrani z wolnej ręki
Firmy chwalą GDDKiA: rezygnacja z przetargu daje szansę, że dojedziemy A2 na EURO2012.
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) podjęła decyzję dotyczącą budowy dwóch odcinków autostrady A2 Łódź — Warszawa, z których zrezygnował chiński COVEC.
— W ciągu dwóch tygodni wybierzemy wykonawcę A2 w trybie negocjacji — mówi Urszula Nelken, rzecznik GDDKiA.
Nowy gracz dostanie kontrakt z wolnej ręki.
— To odważna decyzja dyrekcji. Jeśli rzeczywiście firmy budowlane pojawią się na A2 jeszcze w lipcu i dyrekcja będzie z nimi elastycznie współpracować, to jest szansa, że A2 będzie przejezdna na EURO2012 — mówi Marek Michałowski, szef rady nadzorczej Budimeksu i prezes Związku Pracodawców Budownictwa.
Decydując się na wybór z wolnej ręki, dyrekcja musi udowodnić, że w interesie społecznym jest zbudowanie trasy szybko, bez konieczności wielomiesięcznego czekania na wyniki przetargu. Obecnie prowadzi rozmowy z 26 firmami. Liczy, że na każdym z dwóch odcinków pojawi się jeden nowy generalny wykonawca, który zmontuje konsorcjum.
— Żadna z firm działających na naszym rynku nie poradzi sobie samodzielnie. Jeśli A2 ma powstać na czas, to do pracy musi przystąpić co najmniej 4-6 dużych graczy — uważa Marek Michałowski.
Strach przed służbami
Choć firmy już rozmawiały o współpracy, budowa konsorcjum w dwa tygodnie nie będzie łatwa. Do wczoraj ich rozmowy były nieformalne — trzeba było czekać aż uprawomocni się wypowiedzenie umowy z COVEC, co nastąpiło o północy 27 czerwca.
— Wszyscy w branży są ostrożni, bo jeszcze niedawno za nieformalne rozmowy służby specjalne zatrzymywały prezesów na lotniskach. Wszyscy mają to w pamięci — mówi jeden z przedstawicieli sektora.
Kilka miesięcy temu służby i prokuratura zatrzymały kilkunastu menedżerów firm budowlanych, zarzucając im ustawianie przetargów i zmowy cenowe. Teraz — dopóki Chińczycy byli w grze — strach przed prokuratorem utrudniał montowanie konsorcjów. Firmy nie chciały być posądzone o ustawianie kontraktów.
Ryzykowna gra
Teraz trzeba się śpieszyć.
— Strony muszą szybko ustalić zakres prac, wycenić odpowiedzialność na przejęcie tych robót, które już wykonali Chińczycy. Nas do negocjacji nie zaproszono, choć w przetargu nasza oferta złożona z firmą Hermann Kirchner była tuż za Chińczykami. Ale się nie martwimy, bo ten kontrakt może przynieść więcej szkód niż pożytku. Wykonanie inwestycji w tak krótkim czasie to duże ryzyko, dla nas zbyt duże — uważa Zbigniew Kotlarek, prezes MSF i były szef drogowej dyrekcji.
Podobnego zdania jest wiele innych firm. Skanska, jedna z największych na naszym rynku, została zaproszona do stołu, ale — według informacji "PB" — nie zaryzykuje wejścia na A2 m.in. dlatego, że obawia się, że termin jest zbyt krótki. Natomiast ci, którzy przejmą kontrakty po Chińczykach, mogą słono wycenić swoją pracę.
— Pojawiają się szacunki, że realizacja może kosztować nawet 2-2,5 razy tyle, ile chcieli Chińczycy — mówi Zbigniew Kotlarek.
COVEC oszacował cenę za A2 na 1,3 mld zł. Spółka odstąpiła jednak od realizacji kontraktu, gdy okazało się, że — według nieoficjalnych szacunków — musiałaby dopłacić do niego 300 mln USD (840 mln zł). Oznacza to, że inwestycja kosztowałaby ponad 2 mld zł. Z podobnym kosztem musi się liczyć GDDKiA wybierając nowego wykonawcę.
Kto był pierwszy
GDDKiA poinformowała o odstąpieniu od umowy z COVEC 13 czerwca, który ogłosił zerwanie już 3 czerwca.
— GDDKiA wezwała chińskie konsorcjum do naprawy sytuacji na budowie, czyli to ona pierwsza rozpoczęła procedurę odstąpienia od umowy — uważa Urszula Nelken, rzecznik GDDKiA.
Dyrekcja wezwała na początku czerwca COVEC do zapłaty podwykonawcom i przywrócenia prac. Po tym ultimatum Chińczycy przysłali oświadczenie o zerwaniu umowy. Dyrekcja go nie uznała i napisała własne. Czyja rezygnacja była pierwsza — zdecyduje sąd.