Organizacja, która zamierza skorzystać z usług firmy doradczej, powinna dokładnie sprawdzić, na co wydaje niebagatelne sumy. Weryfikacja oferty to tylko jedna strona medalu. Istotne są także zdolności interpersonalne i doświadczenie, jakim mogą pochwalić się konsultanci. Na rynku doradców zajmujących się wdrażaniem systemów zarządzania jakością wyłoniły się dwie grupy: zwykli szkoleniowcy i konsultanci z prawdziwego zdarzenia. Zakres wiedzy i umiejętności tych pierwszych, jak twierdzi Jacek Zontek, prezes firmy konsultingowej Aims, nie koresponduje z wiedzą i doświadczeniem menedżerskim. Ich pomoc ogranicza się przeważnie do udzielania płatnych szkoleń i... przekazywania informacji.
— Wielu szkoleniowców rozpoczynało swoją karierę konsultancką jako „wybrańcy prezesa” na stanowisko pełnomocnika jakości, gdy firma wdrażała ISO. Kolejnym krokiem takiego pełnomocnika była odpłatna pomoc przy wdrożeniu w innej organizacji — twierdzi Jacek Zontek.
Podkreśla, że szkoleniowców stale przybywa — to dobra fucha w czasie bezrobocia — więc poziom usług się pogarsza. W konsekwencji z kraju od lat płyną sygnały od firm niezadowolonych z systemu.
„Prawdziwi” konsultanci — to osoby niezależne, z bogatym dorobkiem zawodowym, na stanowiskach co najmniej dyrektorskich. Mogą poszczycić się sukcesami w biznesie.
— Tylko takie osoby potrafią zidentyfikować potrzeby firmy, której pomagają. Wprowadzane przez nich SZJ charakteryzują się prostotą i żelazną logiką biznesową. Doprowadzają do istotnych zmian w filozofii działania firmy — zarządzania bez strat — wyjaśnia Jacek Zontek.
W Polsce, niestety, pracuje niewielu konsultantów z wysokimi kwalifikacjami i odpowiednimi umiejętnościami interpersonalnymi.
— Ich honoraria są niemałe, bo oscylują w granicach 800-1200 USD (około 2,9-4,4 tys. zł) za dzień pracy. Dzienna stawka szkoleniowca wynosi niejednokrotnie blisko 400 zł — wylicza Jacek Zontek.
Zaznacza jednak, że mimo wszystko należy unikać konsultantów tanich, oferujących mniej niż 35 tys. zł za wdrożenie systemu ISO 9001:2000.