Usługodawcy nie zmieniają podejścia

Andrzej Piotrowski
opublikowano: 2004-07-07 00:00

Argumenty podnoszone około pięciu lat temu w dyskusjach wokół upowszechnienia internetu były bliźniaczo podobne: zbyt drogo, niechęć użytkowników do płacenia, ba, wręcz przyzwyczajenie do darmochy, zbyt mało komputerów w domach. Wtedy też oczekiwano, że sprzedaż treści w internecie pozwoli napełnić kabzę i operatorów, i koncernów medialnych. Potem narosła i pękła bańka dotkomów, ale słuchając menedżerów z sektora TMT trudno pozbyć się wrażenia, iż grają oni ciągle w tej samej sztuce i nawet dekoracje nie bardzo się zmieniły.

Czy dzisiejsi użytkownicy też nie zmienili się? Nie zakończony jeszcze kryzys z pewnością wymusił na nich ostrożność w wydawaniu pieniędzy. Narzekanie na potencjalnych klientów to być może lekarstwo na poprawę samopoczucia, ale czy uleczy problem płytkiego rynku? Teza o „przywyknięciu do darmochy” to bardziej propaganda niż realistyczna ocena. Warto też pamiętać, że euforia dotkomowa napędzała owczy pęd. Dziś potencjalny klient już nie reaguje tak emocjonalnie.

Sondowanie klientów pytaniami o skalę wydatków na nieznane im dzisiaj usługi to powrót do źródeł dotkom-nonsens. Jeśli klienci w zgodzie z doktryną ekonomiczną będą kierować się osiąganiem maksymalnej, krańcowej użyteczności, to wybiorą substytut czegoś, z czego korzystają dzisiaj. To coś — zapewne będzie to wiązka usług — ma swoją cenę, która wyznacza pułap przychodów (to podstawy strategicznej analizy rynku według modelu Michela Portera).

Od sektora TMT oczekiwałbym głębszej refleksji nad takim pakietem usług, którego użyteczność dla Kowalskiego zrówna się z sumą wydatków na stałe łącze i zakup usług informacyjnych lub medialnych. Ograniczanie się do pakietu rozrywkowego z pewnością bardzo zawęziłoby potencjalny rynek. Bardziej racjonalne będzie połączenie kilku różnych ofert, np. związanych z edukacją, obsługą spraw urzędowych, finansowych, rejestracją u lekarza, bieżącą informacją itd. Reasumując: rozproszenie zadań i chęć dominacji na rynku przy równoczesnym braku przywódców to chyba podstawowe źródło problemów w sektorze.

Andrzej Piotrowski dyrektor instytutu e-gospodarki Centrum im. Adama Smitha