Niemieckie partie polityczne szukają sposobów na walkę z emisją CO2 i wzięły na celownik SUV-y. Federalna Agencja Środowiska opowiada się za wyższym podatkiem od tego typu samochodów. Maria Krautzberger, która jest szefową agencji, proponuje premie i zachęty lansujące niskoemisyjne samochody. Właściciele paliwożernych SUV-ów mieliby z kolei dodatkowe obciążenia.
Yahoo News informuje, że liczba rejestracji nowych SUV-ów wzrosła w lipcu o 19 proc. w porównaniu z tym samym okresem rok temu.
- Wyższy podatek ma się pojawić już przy zakupie, a następnie przy użytkowaniu auta. Nie chodzi tylko o to, że do wyprodukowania takiego samochodu trzeba zużyć więcej zasobów, ale też o to, że ten typ samochodu paraliżuje przestrzeń miejską - tłumaczył na antenie Radia TOK FM dr Sebastian Płóciennik z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Na podatkowym celowniku są zresztą nie tylko SUV-y, ale także mięso, bo to przemysł mięsny w dużym stopniu przyczynia się do emisji gazów cieplarnianych. Socjaldemokraci i Zieloni proponują podwyższenie podatku VAT na mięso do 19 proc.
Dyskusje to jedno, a rzeczywistość to jednak co innego, bo ta jest coraz bardziej skomplikowana. Pół żartem, pół serio można stwierdzić, że granice między tym, co jest SUV-em, a co już nim nie jest, bywają trudne do wyznaczenia i niejeden urzędnik złapie się za głowę.
Przykład? Pokazany dopiero co volkswagen t-roc cabriolet. To z jednej strony SUV pełną gębą, ale z drugiej, kabriolet jak się patrzy.
Samochód raczej nie wskoczy do górnej części rankingów najchętniej kupowanych aut, choć niszę może znaleźć. Volkswagen chwali się, że nowy t-roc tchnie świeże powietrze w segmencie SUV-ów. Klienci coraz chętniej kupują modele będące skrzyżowaniem coupe i SUV-a.
Na razie mamy oficjalne zdjęcia, prezentacja odbędzie się podczas wrześniowych targów we Frankfurcie, a do salonów pojazd trafi wiosną 2020 r. Za standardową, zadaszoną wersję t-roca trzeba zapłacić w Polsce co najmniej 84 tys. złotych.



