Polski przedsiębiorca prowadzący małą firmę zazwyczaj doskonale wie, ile i na czym zarabia. Bardzo często nie może tego udokumentować — nie ma pionu analitycznego, a księgowość prowadzi w prostej formie — najczęściej książki przychodów-rozchodów.
W związku z małym zakresem rozliczania kosztów i przychodów w czasie bardzo trudne jest też wyeliminowanie zdarzeń jednorazowych, np. sezonowego zwiększenia zapasów, które powoduje wzrost kosztów. Istotną rolę w finansach takiego przedsiębiorcy odgrywają wydatki na utrzymanie rodziny, finansowane w większości z działalności gospodarczej — można powiedzieć, że dywidenda i pensja są tu tożsame.
— Dlatego kredytowanie takiego biznesu wyłącznie na podstawie dokumentów obarczone jest dużym ryzykiem błędu i to dwojakiego rodzaju. Można nie udzielić kredytu dobremu klientowi, a udzielić go złemu — mówi Stefan Świątkowski, wiceprezes FM Banku.
Pieniądz jest królem
— FM Bank, który działa wśród małych przedsiębiorstw, ocenia swoich klientów kredytowych, pamiętając o jednej z ich podstawowych cech — w małym biznesie rządzi gotówka — podkreśla Stefan Świątkowski.
Szczególnie w czasach spowolnienia gospodarczego kto ma gotówkę, ten może spokojnie działać. Tu w sukurs przychodzą banki, które potrafią finansować indywidualnych przedsiębiorców. Oceniając ryzyko związane z finansowaniem takich klientów, mówimy o możliwości regulowania zobowiązań bieżących, poziomie gotówki, płynności i bieżącej dochodowości prowadzonej działalności. To zasadnicza różnica w działaniu przedsiębiorstw. W dużych firmach bankructwo następuje w wyniku stwierdzenia niemożności uregulowania zobowiązań — niekoniecznie tu i teraz, wystarczy uprawdopodobnienie takiego zdarzenia w przyszłości.
Amerykański przemysł motoryzacyjny był bliski bankructwa technicznego, gdyż jego zobowiązania emerytalne wobec byłych i obecnych pracowników (planowane na dziesiątki lat w przyszłość) nie mogły być w żaden sposób pokryte z dochodów, mimo że produkcję i sprzedaż samochodów jak najbardziej kontynuowano. W czasach gorszej koniunktury wiele firm obawia się zaciągać kredyty. Często jednak okazuje się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. FM Bank stosuje unikalną metodę oceny zdolności kredytowej klientów z segmentu firm małych i mikro. Banki z powodu braku specjalistycznej wiedzy lub z braku czasu nie potrafią kredytować tych przedsiębiorców.
Metoda FM Banku zakłada zbudowanie prognozy sytuacji finansowej klienta od podstaw na bazie informacji dotyczących biznesu (wielkość sprzedaży, marże, koszty zmienne i stałe, amortyzacja itp.) i gospodarstwa domowego. Taką prognozę sporządza doradca — pracownik banku — opierając się na danych uzyskanych od klienta podczas spotkania.
— Wychodzimy z założenia, że rolą przedsiębiorcy jest prowadzić biznes, a naszą przygotować dokumentację. Prognoza dotyczy tego, co w biznesie najważniejsze — poziomu gotówki i możliwości generowania realnego pieniądza — podkreśla Stefan Świątkowski.
Jednak nawet przy prawidłowej ocenie kredytobiorcy zdarzają się kredyty nietrafione. W segmencie firm małych i mikro jest to szczególnie częste. Firmy te jako grupa najbardziej elastycznie reagują na zmieniające się warunki rynkowe, ale zmiany zachodzące w nich i ich otoczeniu są najszybsze. Dodatkowo często nie mają zaplecza finansowego pozwalającego na przetrwanie nawet krótkotrwałych trudności, gdy np. główny zleceniodawca spóźnia się z uregulowaniem faktury. Dlatego poziom ryzyka kredytowego przy ich finansowaniu jest wyższy niż w przypadku firm większych.
Aby ten poziom ograniczyć i umożliwić sensowne finansowanie jak najszerszej grupy przedsiębiorców, przydatne jest wykorzystywanie poręczeń funduszowych. Większość z nich ma jednak charakter indywidualny, tzn. fundusz analizuje kredytobiorcę równolegle do banku, stosując własne zasady i metody oraz własną dokumentację.
Proces ten jest długi i nieefektywny. W przypadku firm mikro nie ma to praktycznego zastosowania — czas i ilość pracy włożone w uzyskanie poręczenia nie przekłada się na oczekiwane wsparcie finansowe Program poręczeń portfelowych JEREMIE, jest niezwykle prosty i przyjazny dla przedsiębiorcy. Wymagania formalne, które kredytobiorca musi wypełnić, są niewielkie, dlatego jest produktem doskonale wpisującym się w potrzeby mikrofirm. Typowym przykładem jest sytuacja, gdy bank oczekuje przedstawienia przez kredytobiorcę zabezpieczenia. Mikrofirmy często nie mają majątku spełniającego wymagania instytucji finansowych — takim zabezpieczeniem jest wtedy poręczenie JEREMIE.
— Umożliwia ono podejmowanie przez bank ryzyka, którego bez takiego poręczenia by nie podjął — dotyczy to szczególnie firm rozpoczynających działalność gospodarczą — a jednocześnie pozwala na kontynuowanie finansowania w sytuacji spowolnienia gospodarczego. Nie obciąża również finansowo kredytobiorcy, ponieważ bank nie pobiera z tytułu przyznania poręczenia nawet złotówki — kwituje Stefan Świątkowski.