Polskie kopalnie chcą zwiększyć wydobycie, brakuje im jednak wyspecjalizowanych górników. Zamieszczają zatem ogłoszenia w prasie, odwiedzają giełdy pracy. Z niewielkim skutkiem. Sa tak zdeterminowane, że chcą zatrudnić Ukraińców- ujawnia "Gazeta Wyborcza".
Górnictwu sprzyja koniunktura. Cena za tonę węgla na zagranicznych giełdach skoczyła do 78 dolarów- jest to ponad dwa razy więcej niż przed rokiem. Wkrótce może być jeszcze drożej, bo dobrej jakości węgla na rynkach brakuje. Jest to szczególnie ważne dla naszych kopalń, które eksportują 25 procent wydobycia. Zagraniczni odbiorcy domagają się większych dostaw. Brakuje złóż, które można by eksploatować od zaraz. Nie udostępniano ich, bo jeszcze kilka lat temu wydawało się, że wydobycie węgla będzie tylko spadać. Zamykano nierentowne kopalnie, zatrudnienie w branży spadło o połowę - do około 100 tysięcy osób. Górnicy przechodzili na wcześniejsze emerytury, brali odprawy na rozkręcenie biznesu. Część z nich jest na bezrobociu. W samym województwie śląskim pracy nie ma ponad 3 i pół tysiąca byłych górników. Część z nich mogłaby się zatrudnić w tzw. przedsiębiorstwach robót górniczych przygotowujących do eksploatacji nowe złoża, ale zainteresowanie taką pracą jest małe.
Według specjalistów, górnicy nie chcą pracować pod ziemią w przedsiębiorstwach robót, bo nie dostają wtedy "barbórki" ani "czternastki", więc zarobiliby nawet o 40 proc. mniej niż w kopalni. Dyrektorzy przedsiębiorstw robót górniczych chcą więc zatrudnić w naszych kopalniach górników z Ukrainy. Niektórzy zdesperowani dyrektorzy byli już w Donbasie. Ministerstwo chyba nie będzie miało nic przeciwko, skoro polscy górnicy nie chcą tej pracy, a ktoś ją musi wykonać - powiedziano dziennikarzowi Gazety Wyborczej w resorcie gospodarki.