Obecna propozycja KE dotycząca rolnictwa nie jest ani szczodra, ani możliwa do zaakceptowania. Resort rolnictwa kończy prace nad stanowiskiem negocjacyjnym, które ma być twardą odpowiedzią zapewniającą równe warunki konkurencji polskim producentom.
Przedstawiona 15 kwietnia propozycja Komisji Europejskiej, dotycząca warunków integracji rolnictwa, rozczarowała nie tylko Polskę, ale także pozostałe kraje kandydujące. Jerzy Plewa, wiceminister rolnictwa odpowiedzialny za negocjacje rolne z Unią, uważa, że propozycje KE są jeszcze mniej korzystne dla polskich gospodarstw towarowych niż ich wstępna wersja, zaprezentowana 30 stycznia w tzw. dokumencie horyzontalnym. Wówczas KE zaoferowała Polsce 25 proc. dopłat bezpośrednich wraz z dziesięcioletnim okresem przejściowym na dochodzenie do pełnej kwoty oraz niskie limity produkcyjne. W kwietniowej propozycji Bruksela jest bardziej elastyczna w zakresie funduszy na rozwój obszarów wiejskich, zaś usztywnia się w kwestii limitów oraz dopłat bezpośrednich dla gospodarstw rynkowych. W odniesieniu do tych ostatnich ograniczone zostały możliwości ich uzupełnienia z budżetu krajowego.
— Obecna oferta KE wywołuje krytykę. To jednak początek negocjacji i być może na tym etapie trudno byłoby się spodziewać zasadniczego zbliżenia stanowisk, np. co do długości okresu przejściowego czy wielkości dopłat. W tym przypadku KE zamiast je podwyższyć dokonała korekty w dół, zabezpieczając interesy głównie unijnym producentom i eksporterom. Tymczasem Polska przedstawiała szereg argumentów przemawiających za ich podwyższeniem. Wielkość limitów produkcyjnych jest dla nas szczególnie istotna — podkreśla Jerzy Plewa.
Jego zdaniem, propozycje KE mogłyby prowadzić do utrzymania dwóch polityk rolnych w UE przez dziesięć lat naszego członkostwa.
— Przyjęcie zaproponowanych przez KE rozwiązań spowodowałoby jeszcze głębsze utrwalenie różnic między rolnictwem „piętnastki” i przyszłych członków, a to nie powinno leżeć również w interesie Brukseli. Niskie limity produkcyjne uczyniłyby nasze rolnictwo jeszcze bardziej ekstensywnym niż obecnie i zwiększyłoby dystans do poziomu prezentowanego w UE. Dodatkowo warunki dopłat bezpośrednich wpłynęłyby na zakłócenie konkurencyjności gospodarstw, a długi okres przejściowy wyłączałby nas z rzeczywistego wpływu na reformę polityki rolnej — tłumaczy Jerzy Plewa.
Taką reformę UE zamierza przeprowadzić w ciągu kilku lat, zaś kandydaci, którym oferuje się inne warunki rozwoju rolnictwa, mają posłużyć Brukseli jako swoisty „poligon doświadczalny”.
— Jeżeli za pomocą takich instrumentów polskie rolnictwo miałoby przejść proces restrukturyzacji, to pojawiłaby się realna groźba wzrostu bezrobocia, a nawet poszukiwania pracy poza granicami kraju. Dlatego oferta KE w obecnym kształcie nie może być zaakceptowana. Potrzebne są propozycje rozwiązań, które zapewnią równe warunki konkurencyjności dla polskich rolników — zapowiada Jerzy Plewa.
Minister nie wyklucza więc, że oprócz postulatów skrócenia okresu przejściowego, większych dopłat i limitów znajdą się też mechanizmy chroniące krajowy rynek. Stanowisko ma być gotowe zaraz po uzyskaniu stanowiska UE (prawdopodobnie w czerwcu).
— Sygnały z Brukseli zdają się świadczyć o tym, że do końca czerwca „piętnastka” nie uzgodni stanowiska w kwestiach finansowych rozszerzenia, w tym dopłat bezpośrednich. Coraz większą rolę w negocjacjach będzie więc odgrywał czynnik czasu, a cała sprawa rozstrzygnie się najprawdopodobniej w końcu roku — mówi Jerzy Plewa.