Przed sesją na parkiety dotarła partia świeżych danych makro. W przypadku wydatków konsumpcyjnych w grudniu spadły one nieco mocniej od prognoz analityków (1,0 proc. wobec 0,9 projekcji). Natomiast przychody Amerykanów obniżyły się w ostatnim miesiącu 2008 r. o 0,2 proc. podczas gdy analitycy mówili o spadku rzędu 0,4 proc. Zgodna z oczekiwaniami okazała się z kolei poziom inflacji bazowej wydatków konsumpcyjnych (0,0 proc.).
Teraz inwestorzy czekać będą na odczyt indeksu ISM dla przemysłu (prognoza mówi o spadku w styczniu do 32 pkt wobec 32,4 pkt w grudniu) oraz dane o wydatkach na inwestycje budowlane, które miały obniżyć się w grudniu o 0,9 proc. Gdyby wskaźnik ISM wzrósł (co część uczestników rynku uznaje za prawdopodobne) dawałoby to nadzieję na poprawę trendu w amerykańskiej gospodarce.
Znów głośno zrobiło się o sektorze finansowym. To za sprawą coraz bardziej
ostrych wypowiedzi Baracka Obamy odnośnie amerykańskich banków. Wpierw
zasygnalizował on bowiem konieczność ukrócenia apanaży szefów instytucji
finansowych w dobie kryzysu, za którym nota bene stoją właśnie m.in. banki, a
obecnie zaczyna naciskać na zwiększenie akcji kredytowej przez instytucje, które
chcą rządowej pomocy. W efekcie spadają notowania takich tuzów jak Bank of
America czy Citigroup.