Warszawa musi szybko uporać się ze śmieciami

Władze stolicy mogą wkrótce stanąć przed wyborem — dotować prywatne firmy, utopić miasto w śmieciach albo podnieść opłaty za ich wywóz

Z 24 maja na 26 czerwca został przesunięty termin składania ofert na odbiór śmieci od Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania w m.st. Warszawie (MPO). Komunalna spółka szuka odbiorców śmieci, które sama… odbiera od mieszkańców stolicy. Odbiera ewidentnie poniżej kosztów, bo z dostępnych sprawozdań finansowych wynika, że w latach 2011-15 osiągała 135,1-162,7 mln zł przychodów ze sprzedaży, tracąc na sprzedaży 18,3-54,7 mln zł. Jednak to dzięki niskim cenom wygrała większość przetargów na odbiór odpadów komunalnych w stolicy.

KTO TO WEŹMIE:
Zobacz więcej

KTO TO WEŹMIE:

Protesty mieszkańców warszawskich Bielan doprowadziły do zamknięcia wysypiska śmieci. Teraz na włosku wisi los instalacji do przetwarzania odpadów, a tym samym tego, gdzie i za jakie pieniądze pojedzie większość warszawskich odpadów komunalnych. TOMASZ ADAMOWICZ — FORUM

Potrafi nawet wykazać około 10 mln zł zysku netto. Na poziomie operacyjnym zysk jest wręcz standardem i może przekraczać 20 mln zł. Kluczem do wyników są pozostałe przychody operacyjne. Opierają się one na operacjach z nieruchomościami, które miasto przekazuje MPO, by je dokapitalizować. Na czym polega ten mechanizm? W grudniu 2012 r. miasto podwyższyło aportem kapitał MPO, wnosząc do spółki teren na Woli o wartości 64 mln zł. Rok później przekwalifikowanie nieruchomości na inwestycyjną przyniosło MPO 72,3 mln zł, czyli 93 proc. pozostałych przychodów operacyjnych.

Zysk operacyjny wyniósł 20,3 mln zł. „W 2014 r. spółka kontynuowała proces restrukturyzacji organizacyjnej, której celem było stworzenie organizacji realizującej w sposób optymalny przyjęte cele strategiczne”. W ramach tych celów MPO pozbywa się „majątku trwałego” niezwiązanego z podstawową działalnością. Przyszedł więc czas na sprzedaż parceli otrzymanej w 2012 r. Inna otrzymana w 2012 r. nieruchomość rychło posłużyła do zabezpieczenia zaciągniętej pożyczki.

Instalacja w zawieszeniu

Niedługo władze miasta mogą jednak stanąć przed wyborem — dotować prywatne firmy, utopić stolicę w śmieciach albo podnieść opłaty za ich wywóz. To konsekwencja coraz bardziej prawdopodobnego zamknięcia instalacji do mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów (MBP), jaką MPO ma w Radiowie na Bielanach.

„MBP przestanie definitywnie funkcjonować już za niespełna 1,5 roku tj. z dniem 31 grudnia 2018 r. Bez względu na wynik toczących się postępowań administracyjnych i sądowo-administracyjnych, usługi na rzecz mieszkańców stolicy będą świadczone przez MPO terminowo i na najwyższym poziomie” — czytamy w przysłanym „PB” oświadczeniu MPO.

Radiowo nie ma jednak kluczowego w swojej branży pozwolenia. Dlatego decyzję o zamknięciu instalacji wydał wojewódzki inspektor ochrony środowiska, podtrzymał główny inspektor ochrony środowiska, a 9 maja 2017 r. ich stanowisko poparł wojewódzki sąd administracyjny (WSA). Zamknięcie zakładu miało nastąpić już z końcem 2016 r. Tuż przed tym terminem WSA wydał, na wniosek MPO, postanowienie o wstrzymaniu decyzji o zamknięciu Radiowa.

— Samo wniesienie skargi do sądu nie wstrzymuje wykonalności decyzji, chyba że strona postępowania o to zawnioskuje i sąd się do tego przychyli. Postanowienie o wstrzymaniu wykonalności decyzji pozostaje w mocy, aż wyrok WSA się uprawomocni albo wypowie się NSA — wyjaśnia Michał Jabłoński z kancelarii Dentons, niezwiązanej ze sprawą. Nawet MPO chyba nie wierzy w działanie zakładu do końca 2018 r. Przetarg na odbiór śmieci, które odbiera od warszawiaków, ogłosiło tuż po uzyskaniu postanowienia o… wstrzymaniu zamknięciaMBP. Chodzi o 230 tys. ton śmieci rocznie.

— Dopiero rozstrzygnięcie przetargu może wykazać, czy rzeczywiście istnieje możliwość zagospodarowania tych odpadów w innych instalacjach — twierdzi Dariusz Matlak, prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami. Generalnie jednak nie chce ciągnąć tematu przetargu. Podobnie jak przedstawiciele konkretnych firm, z którymi rozmawialiśmy.

Kłopotliwe widełki

Nominalne moce przerobowe Radiowa to 300 tys. ton. Warszawska instalacja Lekaro ma potencjał 236 tys. ton, a Bysia — 181 tys. ton. W regionie działają jeszcze MBP należące do MZO Pruszków (78 tys. ton), Hetmana (instalacja w Nadarzynie — 68 tys. ton) oraz Zakładu Gospodarki Komunalnej w Grodzisku Mazowieckim (38 tys. ton). Do tego dochodzi grupa mniejszych lub większych sortowni, należących również do innych firm.

MPO podzieliło przetarg na dziewięć części, co sugeruje, że liczy na udział mniejszych firm. Z drugiej strony przedstawiciele branży zwracają uwagę, że w każdej części gwarantuje dostawę tylko 20 proc. maksymalnej ilości odpadów, o których odbiór można się w danej części ubiegać. Przedstawiciele branży podkreślają, że to komplikuje sytuację i może zawyżyć ceny za odbiór śmieci z MPO, a w skrajnym przypadku doprowadzić do tego, że do przetargu nikt nie stanie.

— Każda instalacja ma jakieś moce przerobowe. Ceny będą kalkulowane na ich podstawie, a czy po zwycięstwie w przetargu dostanie się 20 czy 100 proc. tego, o co będzie się ubiegać, to ogromna różnica — zastrzega przedstawiciel jednej z firm, zastrzegając anonimowość. Na początku tego tygodnia MPO rozpoczęło procedury zmierzające do zaprojektowania i budowy spalarni śmieci na Targówku. Europejski Bank Inwestycyjny przyznał 560 mln zł kredytu na budowę, ale biorąc pod uwagę koszty innych spalarni, koszt inwestycji to około 1 mld zł. Rozruch próbny spalarni MPO planuje dwa lata po przekazaniu placu budowy generalnemu wykonawcy.

Abstrahując od tego, że instalacje tego typu utrudniają spełnienie przez Polskę unijnych norm dotyczących recyklingu, spalarnia mogłaby rozwiązać problem warszawskich śmieci. Przedstawiciele branży zwracają jednak uwagę, że na razie niewiele to zmienia. Biorąc pod uwagę procedury przetargowe, czas budowy itp., między zamknięciem Radiowa a uruchomieniem spalarni będą 2-3 lata przerwy. Samo MPO przyznaje, że taka luka czasowa nastąpi. Oczywiście jeśli NSA wyda decyzję niekorzystną dla MPO.

Regionalny system odzysku

W Radiowie przez 60 lat funkcjonowało wysypisko śmieci. Jest już zamknięte. Funkcjonuje instalacja do odzyskiwania surowców i produkcji wkładu do kompostu. Zresztą tego, co potocznie nazywa się śmieciami, nie można już po prostu wywieźć na wysypisko. Musi trafić w miejsce, w którym z odpadów wyciągnie się jeszcze trochę surowców uzupełniających zbiórkę selektywną, zostaną przetworzone na paliwo alternatywne, półprodukt do kompostowania lub w ostateczności na energię (spalarnia). Dopiero to, czego nie da się przetworzyć lub popiół ze spalarni, może pojechać na wysypisko. Cały kraj jest przy tym podzielony na regiony, w których moce instalacji do przetwarzania śmieci powinny odpowiadać ilości odpadów. Zmieszanych odpadów z regionu „A” nie można przewieźć do regionu „B”, nawet gdyby stała tam instalacja do przetwarzania odpadów i świeciła pustkami. Region warszawski obejmuje stolicę i 10 okolicznych powiatów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Samorządy / Warszawa musi szybko uporać się ze śmieciami