Warszawska giełda powoli wchodzi w fazę stagnacji
OSTRO W DÓŁ: Dwaj ubiegłotygodniowi debiutanci (Jarosław i Będzin), notujący do tej pory silne wzrosty, bardzo słabo wypadli na poniedziałkowej sesji ponosząc 10- proc. straty.
Ubiegłotygodniowe załamanie koniunktury na wszystkich najważniejszych światowych parkietach zaowocowało także i na warszawskiej GPW gwałtownymi spadkami. Jednak poniedziałkowa sesja nie miała już tak dramatycznego przebiegu jak piątkowa i przy bardzo niskich obrotach zakończyła się równomiernym obniżeniem wartości wszystkich indeksów.
PONIEDZIAŁKOWE notowania na świecie przebiegały pod znakiem bessy. Wpłynęły na to niezbyt optymistyczne informacje, jakie cały czas napływają ze Stanów Zjednoczonych. W dalszym ciągu panuje niepewność co do losu prezydenta Clintona, którego republikanie chcą za wszelką cenę zdjąć z urzędu. A że polityce najbliżej do biznesu, nie dziwi więc wpływ tych doniesień na giełdy. Dodatkowo dochodzą jeszcze słabe wyniki finansowe czołowych firm amerykańskich np. Coca-Coli, co powoli motywuje inwestorów do zamykania pozycji. Zwłaszcza, że święta i Nowy Rok zbliżają się wielkimi krokami. Trudno jednak prognozować, czy przy obecnej sytuacji światowej gospodarki będzie naprawdę co świętować.
NA KRAJOWYM podwórku, bardzo pozytywnym sygnałem, nie tylko dla gospodarki, ale także dla rynku akcji, może okazać się ewentualne obniżenie wysokości obowiązkowych rezerw, jakie banki zmuszone są odprowadzać do NBP. Powstają one z części lokat złożonych w bankach i są przechowywane na nie oprocentowanym koncie w banku centralnym. Instytucja rezerwy obowiązkowej służyła do tej pory głównie jako hamulec dla nadmiernej akcji kredytowej i trzeba przyznać, że było to dość skuteczne narzędzie. Jednak przy znacznym obniżeniu planowanej stopy inflacji i ostatnich posunięciach RPP, która kolejny raz w tym roku zredukowała podstawowe stopy procentowe, wielu specjalistów sugeruje konieczność zrezygnowania z tej formy regulacji. Przynosi ona bowiem duże straty bankom, a także prowadzi do szybszego spadku oprocentowania lokat niż kredytów.
PRZEWIDYWANE przez ekonomistów dalsze obniżanie oprocentowania uatrakcyjni natomiast inwestycje na rynku akcji. Są one co prawda obarczone ogromnym ryzykiem, ale pozwalają osiągać znacznie wyższe zyski niż te, jakie można uzyskać z lokat. Na razie jest to jednak daleka perspektywa i trudno z nią wiązać jakieś konkretne nadzieje.
W CZASIE wczorajszej sesji spadły ceny 115 akcji, 35 wzrosły, a 48 nie uległy zmianie. Indeks rynku podstawowego obniżył swoją wartość o 1,6 proc. O identyczną wielkość spadł indeks spółek średnich MIDWG. Jeszcze gorzej wiodło się natomiast polskim blue chipom, które najwidoczniej straciły zainteresowanie zagranicznych inwestorów, skutkiem czego był 1,7-proc. spadek indeksu WIG 20. Taki rozwój wypadków sugerować może w pewnym sensie odnotowany spory spadek obrotów, które na rynku podstawowym wyniosły zaledwie 94 mln zł. Z jednej strony taki przebieg notowań powinien niepokoić, gdyż wskazuje na odpłynięcie zagranicznego kapitału z warszawskiego parkietu, z drugiej zaś może jednak oznaczać powolne wygasanie trendu spadkowego. Potwierdza to chyba równoczesny spadek liczby zleceń, których na rynku podstawowym złożono zaledwie 26,4 tys.
WIELKIM zainteresowaniem cieszyły się natomiast transakcje pakietowe. W ich wyniku właściciela zmieniło blisko 1,3 mln akcji o łącznej wartości ponad 23 mln zł, co stanowi około 25 proc. obrotów na rynku podstawowym.
W TRAKCIE wczorajszych notowań ogłoszono 29 nadwyżek kupna i 20 nadwyżek sprzedaży. Na akcjach zeszłotygodniowego debiutanta, Jarosławia, giełda odnotowała redukcję sprzedaży. Najmniej szczęśliwym papierem wczorajszej sesji były akcje Amerbanku, które oprócz 10-proc. spadku, z uwagi na ofertę sprzedaży nie mogły znaleźć chętnych do kupna. Ostra przecena banku wynika zapewne z obniżenia ceny wezwania (z 37 do 26 zł) na jego akcje, jakie ogłosił pod koniec minionego tygodnia niemiecki Bayerische Landesbank.