Warto zatroszczyć się o drobnych akcjonariuszy

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2014-04-28 00:00

Większość firm niesłusznie nie docenia wagi i korzyści z dobrych relacji z inwestorami indywidualnymi

Trybuny Stadionu Narodowego nie zmieściłyby nawet co dziesiątego z inwestorów indywidualnych, którzy mają akcje spółek z warszawskiej giełdy, ale przedstawicielom firm bardziej zależy na kontaktach z tymi, którzy jeśli już, to zasiedliby w lożach — wynika z badania „Relacje inwestorskie w praktyce”, przeprowadzonego na zlecenie Ministerstwa Skarbu Państwa. Dlaczego tak się dzieje i jak to zmienić — o tym rozmawiali uczestnicy debaty, zorganizowanej przez „Puls Biznesu” właśnie na Stadionie Narodowym.

Wspólny interes

Diagnoza, której dostarczyło badanie, nie była zaskakująca dla żadnego z gości debaty.

— Wnioski nie są budujące, ale staramy się to zmienić. Ponieważ w ramach programu Akcjonariat Obywatelski zachęcamy polskich obywateli, by byli akcjonariuszami polskich spółek, to zależy nam także na tym, by byli poważnie traktowani. Chcemy edukować i stworzyć swego rodzaju kulturę rynku kapitałowego.

Jednym z jej elementów są relacje między inwestorami a spółkami. Pracujemy nad wykreowaniem dobrych praktyk w kontaktach z inwestorami. Otwieramy cykl szkoleń dla spółek już notowanych i tych, które planują wejść na giełdę. Wierzymy, że jest to w interesie naszej gospodarki, obywateli i samych przedsiębiorstw. Badania, realizowane poza Polską, potwierdzają, że poprawne relacje mają pozytywny wpływ na wyceny spółek — mówił Paweł Tamborski, wiceminister skarbu państwa.

Po pierwsze: edukować

Uczestnicy debaty podkreślili, że edukacja jest nieodzowna, bo zdecydowana większośćbadanych spółek nie widzi potrzeby, by relacje inwestorskie były częścią strategii, nie planują działań w tym zakresie oraz nie dostrzegają w nich sensu i powiązania z wyceną firmy. Niewiele uwagi (jeśli w ogóle) poświęcają też drobnym akcjonariuszom.

— Pod względem relacji z inwestorami instytucjonalnymi największe spółki nie odstają od standardów europejskich. Gorzej jest, jeśli zejdziemy na poziom kontaktów z „drobnicą”. Tu jest duże pole do popisu. Mamy problem krótkiej ławki i zasobów ludzkich w działach RI. W blue chipach we Francji czy Wielkiej Brytanii osób odpowiedzialnych za relacje jest więcej, są nawet specjaliści odpowiedzialni za komunikację z drobnymi inwestorami — mówił Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych (SII), który zastrzegł jednak, że na dojrzałych rynkach sami drobni gracze wywierają większą niż u nas presję na spółki.

— Typowy blue chip we Francji organizuje kilkanaście spotkań rocznie z inwestorami indywidualnymi. U nas trudno to nawet sobie wyobrazić, choć pojawiają się już pozytywne przykłady, także dzięki impulsowi ze strony resortu skarbu i programowi Akcjonariatu Obywatelskiego — dodał szef SII.

Wykorzystać dobre wzorce…

Zdaniem Jarosława Dominiaka, warto zastanowić się nad zmianami w prawie, które umożliwiałyby spółkom identyfikację wszystkich akcjonariuszy. — We Francji lobbowali za tym sami emitenci. I choć to droga usługa, to spółki korzystają z usługi lokalnego depozytu i są przekonani, że jest to konieczne, żeby dobrze dopasować sposób komunikacji i podania informacji. Indywidualni i instytucje to jednak dwie różne grupy odbiorców, a żeby do kogoś dotrzeć, trzeba go poznać — mówił Jarosław Dominiak, apelując by emitenci także byli bardziej aktywni.

— Jednego wzorca komunikacyjnego nie można stosować do wszystkich spółek. Firmy mają różne akcjonariaty i różne możliwości finansowania działań w zakresie relacji z inwestorami — zastrzegł Dariusz Witkowski, wiceprezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.

Przemysław Dąbrowski, wiceprezes PZU, wskazał, że metody te wcale nie muszą być wyszukane, a Sławomir Jędrzejczak, wiceprezes Grupy Orlen, podkreślał wagę prostoty przekazu.

— Od pierwszej oferty publicznej, kiedy 220 tys. Polaków kupiło nasze akcje, utrzymujemy około 8-procentowy udział inwestorów indywidualnych w naszym akcjonariacie. Staramy się o nich dbać, choć oczywiście działania te mają swoją specyfikę. Transmitujemy konferencje prasowe i spotkania z analitykami, zamieszczamy prezentacje, organizujemy czaty, w których bierze udział po około stu inwestorów indywidualnych — mówił Przemysław Dąbrowski.

— Nie wierzę w to, że inwestor indywidualny czyta sprawozdania finansowe i raport roczny, mający kilkaset stron. Dlatego bardzo ważne jest przygotowanie prezentacji kwartalnych. Kładziemy nacisk na prostotę przekazu, bo zależy nam, by inwestor indywidualny go zrozumiał — tłumaczył Sławomir Jędrzejczyk.

…i nowe możliwości

Paweł Tamborski, wiceminister skarbu, radził, by stosować różne kanały i narzędzia komunikacji z różnymi inwestorami.

— Świat idzie do przodu, więc forma komunikacji może się zmieniać — skuteczność i szybkość docierania z przekazem przemawia za nowymi mediami, choć oczywiście nie zastąpi to całkowicie bezpośrednichspotkań z zarządem — mówił wiceminister skarbu. Dariusz Witkowski zwrócił uwagę na potrzebę unowocześnienia systemu przekazywania informacji przez spółki.

— Pół żartem, pół serio — pochodzi on przecież z poprzedniego stulecia. Warto dostosować go do możliwości, jakie dają nowe media — radził wiceprezes SEG, postulując też debatę nad zmianą wymogów, dotyczących treści raportów kwartalnych.

— Sprawozdania pisane są „pod analityków”, którzy potrafią je przełożyć na informacje dla swoich decydentów. Warto się zastanowić, czy nie powinny być bardziej opisowe, by mógł je zrozumieć także drobny akcjonariusz — mówił Dariusz Witkowski.

Od pomysłu do kodeksu

Eksperci zgodzili się, że zestaw dobrych wzorców mógłby posłużyć do stworzenia kodeksu dobrych praktyk w relacjach inwestorskich.

— Wytyczne są potrzebne, ale opracowanie kodeksu musi być połączone ze zmianami w przepisach, które definiują obowiązki i kary za brak informowania. Przepisy nie są do końca jasne. Warto więc zastanowić się nad wypracowaniem mechanizmów, w których zmniejszylibyśmy penalizowanie błędów w komunikowaniu się z rynkiem. Stworzenie kodeksu to dopiero początek. Na Zachodzie spółki dobrze komunikują się z rynkiem nie dlatego, że czuwa nad tym nadzorca, ale jest dobra praktyka i wszyscy ją stosują — przekonywał Przemysław Dąbrowski. Na rodzimym rynku standardy wciąż są jednak wyznaczane przez sztywne przepisy.

— Prezesi wielu spółek czują respekt przed przekazywaniem informacji. Nie można oczekiwać otwartości, jeśli każdy temat może być podstawą do odpowiedzialności administracyjnej — zauważył Dariusz Witkowski.

Wypełnianie obowiązków informacyjnych to obecnie długa lista przepisów, których naruszenie może zakończyć się karą od rynkowego nadzorcy. Przedstawiciel PZU zwrócił uwagę, że jest to problem zwłaszcza dla mniejszych emitentów, dla których bolesne są zarówno ewentualne kary, jak i zatrudnianie sztabu prawników, który ich przed nimi uchroni.

— Wiele spółek może się obawiać zbyt otwartej komunikacji z rynkiem i to nie ze względów konkurencyjnych, ale regulacyjnych — zaznaczył Przemysław Dąbrowski.

Pełny zapis wideo z debaty obejrzyj na stronie ir.pb.pl