Węglowy zapał lepiej ostudzić

Warto eksperymentować z technologią podziemnego zgazowania węgla, ale na entuzjazm jest stanowczo za wcześnie — uważa Sławomir Brodziński, główny geolog kraju

Ostudzić rozgrzane głowy — tak można określić nastawienie Sławomira Brodzińskiego, wiceministra środowiska i głównego geologa kraju, do nadziei związanych z rozwojem technologii podziemnego zgazowania węgla kamiennego (PZW).

OSTROŻNIE: Sławomir Brodziński, wiceminister środowiska i główny geolog kraju, ostrzega przed rodzajami ryzyka związanymi z technologią podziemnego zgazowania węgla. Chodzi i o kwestie bezpieczeństwa, i ochrony środowiska oraz samych złóż. [FOT. WM]
OSTROŻNIE: Sławomir Brodziński, wiceminister środowiska i główny geolog kraju, ostrzega przed rodzajami ryzyka związanymi z technologią podziemnego zgazowania węgla. Chodzi i o kwestie bezpieczeństwa, i ochrony środowiska oraz samych złóż. [FOT. WM]
None
None

Ostrożnie z tym zgazowaniem

O nadziejach pisaliśmy w zeszłym tygodniu, a rozbudza je m.in. australijska firma Linc Energy. W komunikacie, skierowanym do inwestorów z giełdy w Singapurze, na której jest notowana, Linc Energy entuzjastycznie opisała swoje plany związane ze świeżo pozyskaną koncesją Kobiór na Górnym Śląsku.

„Łącznie z naszą koncesją Polanka Wielkie Drogi mamy w polskim portfolio aktywa o szacunkowym potencjale 4 mld ton węgla. Przekształcenie takiej ilości węgla w gaz pozwoliłoby zaspokoić 20-35 proc. zapotrzebowania całej Polski w najbliższych dekadach. Polska mogłaby w efekcie stać się niezależna energetycznie” — głosi komunikat Linc Energy, która poza Europą aktywna jest również w Azji i Australii. Firma zapewnia zagranicznych inwestorów, że prace nad PZW mają znaczące poparciepolskiego rządu. Ze słów Sławomira Brodzińskiego wynika, że to nadinterpretacja. — W Polsce przeżywamy co jakiś czas wielkie fascynacje, z których potem niewiele wynika.

Temat PZW jest jedną z takich fascynacji. Wcześniej była nią choćby wizja przemienienia Polski w drugi Katar za sprawą gazu z łupków, a jeszcze wcześniej — choć mało kto to pamięta — amerykańska gorączka związana z pozyskiwaniem u nas metanu z pokładów węgla kamiennego — przypomina Sławomir Brodziński.

Umiarkowany entuzjazm głównego geologa wynika z żółwiego tempa rozwoju badań nad PZW.

100 lat badań

Pierwsze eksperymenty przeprowadzono… 100 lat temu, a wielkim orędownikiem tej technologii był m.in. Włodzimierz Lenin. Minął wiek, a świat nadal jest na etapie prób i badań, prowadzonych przede wszystkim w RPA i Australii (na antypodach prowadzi je właśnie Linc Energy). Dlatego Ministerstwo Środowiska woli mitygować.

— Żaden kraj nie opracował jeszcze takiej technologii PZW, która umożliwiałaby w pełni jej przemysłowe wykorzystanie. Na dodatek ryzyko z nią związane jest poważne — dotyczy bezpieczeństwa, środowiska czy ochrony złóż — zauważa Sławomir Brodziński.

Wiceminister niecierpliwie czeka na wyniki polskiego eksperymentu, który Główny Instytut Górnictwa rozpocznie w marcu w kopalni Wieczorek, należącej do Katowickiego Holdingu Węglowego. Uruchomi tam pierwszą w Polsce pilotową instalację PZW, funkcjonującą w czynnej kopalni węgla. Pracuje przy niej polskie konsorcjum, złożone z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, KGHM, Tauronu i Zakładów Azotowych Kędzierzyn. Jeśli się powiedzie, resort środowiska będzie miał nie lada wyzwanie. Z jednej strony — ocenić ryzyko dalszego rozwoju PZW w Polsce, a z drugiej — przygotować ramy prawne. PZW nie jest przecież w żaden sposób ujęte w obowiązującym prawie geologicznym i górniczym.

— Nie będziemy działać pochopnie — podkreśla Sławomir Brodziński.

Łupki to szansa

Zdaniem głównego geologa, łupki — choć również zaliczone w poczet polskich fascynacji — mają natomiast dużą szansę na realizację. I to mimo że szacunki dotyczące zasobów gazu łupkowego są mniejsze od początkowych, a kilku zagranicznych inwestorów zrezygnowało już z poszukiwań.

— Łupkowe nadzieje mogą się ziścić, ale zajmie to więcej czasu. Myślę, że w ciągu dwóch lat będziemy mieli w końcu przemysłowe wyniki — uważa Sławomir Brodziński. Dotychczas dużą przeszkodą dla inwestorów były nieznane plany legislacyjne rządu. W zeszłym tygodniu jednak rząd, po dwóch latach prac, przyjął projekt nowelizacji prawa geologicznego i górniczego. Branża wydaje się zadowolona. — Odbieramy pozytywne sygnały od inwestorów — mówi Sławomir Brodziński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane