Jacek Rostowski, minister finansów, powiedział wczoraj, że reforma finansów publicznych nie jest konieczna, by Polska mogła wstąpić do strefy euro. Eksperci, łącznie z byłym wiceministrem odpowiedzialnym za reformę, są jednak przeciwnego zdania.
Euro coraz dalej
— Szanse na reformę finansów publicznych są coraz mniejsze — przyznaje prof. Stanisław Gomułka, do niedawna wiceminister finansów. W resorcie odpowiadał za uporządkowanie wydatków i przychodów państwa.
— Wiceminister Elżbieta Suchocka-Roguska, która przejęła moje obowiązki, jest świetnym fachowcem. Znam ją wiele lat i bardzo cenię. Na pewno znakomicie wywiąże się z zadania reorganizacji finansów państwa. Jednak nie można od niej oczekiwać, że będzie w stanie przeprowadzić prawdziwą reformę — mówi prof. Gomułka.
Jego zdaniem, szerokie zmiany są możliwe tylko przy aktywnym zaangażowaniu premiera.
— W roli reformatora potrzebny jest lider. Ktoś o dużym prestiżu i zaufaniu całego rządu. Tylko wtedy będzie mógł liczyć na codzienną pomoc szefa Rady Ministrów. A ta jest niezbędna, żeby reforma się powiodła. Ja ze strony premiera Tuska takiej pomocy nie miałem — mówi były wiceminister.
Stanisław Gomułka uważa, że wraz ze słabnącymi nadziejami na reformę finansów publicznych rośnie zagrożenie dla programu konwergencji — planu spełnienia wymogów potrzebnych do przyjęcia euro.
— Program zakłada utrzymanie wzrostu gospodarczego do 2011 r. na poziomie 5 proc. Żeby tak się stało, niezbędne są działania zwiększające aktywność zawodową i ograniczające obciążenia budżetu. To właśnie zakłada reforma finansów publicznych. Bez niej ryzyko niespełnienia programu jest duże — ostrzega prof. Gomułka.
Konsekwencje będą bardzo poważne: gospodarka zwolni, a kłopoty w realizacji programu konwergencji sprawią, że perspektywa przyjęcia euro oddali się. Polsce grożą też sankcje Unii Europejskiej za utrzymywanie nadmiernego deficytu.
Kosztowne marzenia
Resort finansów w opublikowanych wczoraj prognozach utrzymuje, że wzrost PKB wyniesie 5 proc. Nie wierzą w to jednak ekonomiści. Nie tylko prof. Gomułka.
— Zgadzam się z profesorem. Bez reformy finansów publicznych nie mamy szans utrzymać wzrostu gospodarczego na poziomie 5 proc. — uważa Marek Zuber, główny ekonomista Dexus Partners.
Jego zdaniem, siłą rozpędu w 2008 r. prawdopodobnie jeszcze się to uda, ale w przyszłych latach gospodarka będzie zwalniać.
— Dług publiczny będzie wysoki. Przy napiętych finansach nie uda się też wprowadzić korzystnych rozwiązań dla firm. Także inwestorzy zagraniczni przestaną lokować w Polsce pieniądze. Wszystko to będzie hamować nasz rozwój — twierdzi Marek Zuber.
Jego zdaniem, w PO zwycięża przekonanie, że nie należy wprowadzać trudnych zmian przed wyborami prezydenckimi. Ambicje wyborcze premiera niepokoją też Roberta Gwiazdowskiego, szefa Centrum im. Adama Smitha.
— Reforma jest mało realna, bo cały rząd prowadzi kampanię prezydencką Donalda Tuska — uważa.
O realizację programu konwergencji obawia się też Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.
— Bez wprowadzenia w ciągu najbliższego roku reform strukturalnych nie da się wypełnić założeń programu. Tempo rozwoju spadnie do 3 proc. Rząd został poinformowany o tym zagrożeniu, m.in. przez profesora Gomułkę. Za brak reformy będą więc odpowiadać politycy — mówi Janusz Jankowiak.
Możemy tylko dreptać
Stanisław Gomułka uważa, że w obecnej sytuacji możliwe są jedynie drobne porządki.
— Szansę powodzenia ma tylko metoda małych kroków. Na początek trzeba poszukać oszczędności w funduszach i agencjach. Za dwa-trzy tygodnie do resortu finansów powinny trafić analizy w tej sprawie z innych ministerstw. Chodzi np. o sprzedaż zbędnych terenów PKP czy Agencji Mienia Wojskowego. Można tu szybko znaleźć kilka miliardów złotych oszczędności — twierdzi Stanisław Gomułka.
Jacek Kowalczyk, [email protected]