Akcje Polcoloritu nie wzrosły w debiucie. Rozczarowani gracze mają pretensje do firmy i brokera. Spółka się broni.
Od czwartkowego debiutu Polcoloritu na giełdzie masa telefonów od rozczarowanych graczy indywidualnych nie daje spokoju zarządom firmy i Internetowego Domu Maklerskiego, który prowadził subskrypcję.
— Inwestorzy dzwonią, bo wbrew ich nadziejom kurs wyraźnie nie wzrósł — mówi Wiktor Marconi, wiceprezes Polcoloritu.
Spółka w ciągu pięciu dni od debiutu spadała nawet do 3,8 zł za akcję, podczas gdy cena emisyjna wynosiła 4,3 zł. Papiery Polcoloritu kupiło około 1600 indywidualnych graczy.
— Nie zostawimy ich bez informacji o spółce i zrobimy wszystko, by ją uwiarygodnić. Będziemy publikować wyniki co miesiąc, podtrzymujemy tegoroczne prognozy (19 mln zysku netto — red.). Jeśli to nie powstrzyma spadków, spółka będzie skupować własne akcje. Na razie sam dokupiłem 100 tys. akcji i 12,7 tys. PDA i nie wykluczam dalszych zakupów — mówi Wiktor Marconi, syn głównej akcjonariuszki.
Reakcja graczy to efekt wygórowanych oczekiwań.
— Inwestorzy przyzwyczaili się, że rynek pierwotny dawał zawsze zarobić. Ale giełda zysku nie gwarantuje. Ciężko oceniać jakąkolwiek spółkę po zaledwie pięciu notowaniach — uważa Bartosz Dziemaszkiewicz ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.
— Taka histeria nie wróży dobrze. Być może wielu drobnych graczy wzięło kredyty na zakup Polcoloritu. Kurs nie wzrósł i mogli pozbywać się akcji w obawie o dług — uważa Wojciech Szymon Kowalski, analityk giełdowy.
Zachowanie graczy będzie miało konsekwencje.
— W przyszłym roku chcemy przeprowadzić 10 ofert. Rozważamy poważne ograniczenie transzy dla drobnych inwestorów, by nie doszło do podobnej sytuacji — mówi Grzegorz Leszczyński, prezes Internetowego Domu Maklerskiego.