Widmo bezrobocia straszy Nowaka

JKW
05-01-2009, 00:00

Utrata pracy od trzech lat nie była dla pracowników tak dużym zagrożeniem jak obecnie. A najgorsze ciągle przed nami.

Utrata pracy od trzech lat nie była dla pracowników tak dużym zagrożeniem jak obecnie. A najgorsze ciągle przed nami.

Polacy coraz bardziej boją się utraty pracy — wynika z badania nastrojów w gospodarstwach domowych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS). Wzrostu bezrobocia spodziewa się aż 51 proc. badanych, spadku — tylko 17 proc.

— To najgorsze wyniki od prawie trzech lat. We wrześniu grupa optymistów była zdecydowanie bardziej liczna od pesymistów — mówi Kazimierz Latuch, odpowiedzialny za badanie koniunktury.

Sygnały świadczące o niepokoju przeciętnego Kowalskiego pokrywają się z informacjami płynącymi z firm. Przedsiębiorcy stali się w ostatnich miesiącach równie bojaźliwi. Obrazujący nastroje w sektorze przedsiębiorstw produkcyjnych wskaźnik PMI w grudniu spadł już po raz ósmy z rzędu. Jest teraz na poziomie 38,3 pkt, co jest najgorszym wynikiem w dziesięcioletniej historii badania.

— Koniunktura wyraźnie słabnie, światowy kryzys odbija się na gospodarce. Coraz mniejsze jest więc zapotrzebowanie firm na pracowników — mówi Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

W listopadzie do urzędów pracy firmy zgłosiły 60 tys. wolnych etatów. Jeszcze pół roku wcześniej przedsiębiorcy przynosili dwukrotnie więcej ofert. Rośnie natomiast skłonność firm do redukowania zatrudnienia. W listopadzie 333 zakłady pracy poinformowały urzędy pracy o zamiarze zwolnienia w najbliższym czasie 29,5 tys. pracowników — to dwukrotnie większe liczby niż średnio w poprzednich miesiącach 2008 r. Listopad był też pierwszym miesiącem od ponad trzech lat, kiedy zatrudnienie w ujęciu miesięcznym spadło (o 0,2 proc.).

— A to dopiero początek kryzysu na rynku pracy — tu zwykle zmiany w gospodarce dochodzą najpóźniej. Najgorsze więc dopiero przed nami. Należy spodziewać się, że rozpoczynający się rok przyniesie wyraźny wzrost bezrobocia — twierdzi Marcin Mróz.

Ekonomiści nie mają złudzeń, że słaby popyt na pracownika przełoży się też na jego zarobki. Jeszcze kilka miesięcy temu przeciętna pensja rosła w tempie 10-12 proc. rocznie. Ostatnie dane GUS mówią, że dynamika spadła do 7 proc., a według części analityków — np. Raiffeisen Banku — w przyszłym roku może wynieść już tylko niewiele ponad 3 proc., czyli nieznacznie powyżej inflacji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JKW

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Widmo bezrobocia straszy Nowaka