Wiele giełdowych spółek stoi na progu bankructwa

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 2001-08-29 00:00

Wiele giełdowych spółek stoi na progu bankructwa

Z każdym dniem przybywa spółek popadających w tarapaty finansowe. W związku z wysokim zadłużeniem i narastającymi stratami, niektórym grozi nawet bankructwo. Paradoksalnie, takie spółki mogą okazać się dobrą inwestycją. Jednak, by tak się stało, muszą uniknąć plajty.

Coraz częściej walne zgromadzenia giełdowych spółek wzbogacają się o punkt dotyczący głosowania nad dalszym funkcjonowaniem przedsiębiorstwa. Niedawno z takim dylematem musieli zmagać się akcjonariusze Bytomia. Lada dzień przed podobnym wyzwaniem staną współwłaściciele Instalexportu, innej spółki publicznej. Na początku tego tygodnia szczeciński Espebepe ujawnił, że nie wyklucza złożenia wniosku o upadłość.

Analitycy nie mają wątpliwości, że na tym nie koniec.

— Biorąc pod uwagę sytuację makroekonomiczną w Polsce i na świecie, obecna tendencja może znacznie się nasilić. Już teraz wyraźnie przybyło spółek zagrożonych bankructwem. Szczególnie narażone na takie zjawisko są podmioty działające w branżach uznawanych za mało rozwojowe. Do takich sektorów należy zaliczyć przede wszystkim przemysł lekki, huty oraz odlewnie. Chociaż na razie wyniki tego nie sugerują, trudności mogą mieć spółki z branży spożywczej — przyznaje Rafał Salwach, analityk DM BSK.

Podstawowym problemem krajowych firm zagrożonych upadłością są duże trudności w regulowaniu zobowiązań. Przede wszystkim decydujące dla wielu przedsiębiorstw staje się zadłużenie wobec ZUS.

Dość oryginalny sposób na rozwiązanie problemów związanych z nadmiernym zadłużeniem znalazł Centrozap. Spółka skierowała do wierzycieli ofertę 3,7 mln własnych akcji. Nowa emisja pozwoli katowickiemu przedsiębiorstwu na spłatę zobowiązań wysokości 75 mln zł.

Na pierwszy ogień

W ostatnim czasie najgłośniej było o upadającym Bytomiu. Lipcowe WZA dało szansę zarządowi spółki do października. Władze firmy zostały zobowiązane do szybkiego znalezienia źródeł finansowania bieżącej działalności, oddłużenia przedsiębiorstwa, obniżenia kosztów oraz sprzedaży nieruchomości. Następne walne, które zaplanowano na 15 października, może okazać się kluczowe dla losów bytomskiego producenta odzieży.

Tymczasem wrzesień będzie przełomowy dla Espebepe. Szef rady nadzorczej szczecińskiej spółki budowlanej jest gotów nawet ogłosić upadłość przedsiębiorstwa. Jeśli w najbliższych tygodnia spółka nie zacznie regulować zobowiązań i nie zabezpieczy się pozyskaniem nowych kontraktów, to wierzyciele Espebepe prawdopodobnie wystąpią z wnioskiem o upadłość.

Wśród spółek zaliczanych do starej gospodarki w poważnych tarapatach znajduje się także Próchnik oraz Tonsil. Obie firmy mają problemy z generowaniem przychodów, notując jednocześnie wysokie straty.

Problemy kameleonów...

Jednak problemy z dalszą egzystencją mogą mieć nie tylko reprezentanci starej gospodarki. Okazuje się, że nie zawsze słusznym rozwiązaniem jest porzucanie za wszelką cenę nieatrakcyjnych branż i szukanie szansy w sektorze IT. Właśnie takie rozwiązanie miało być antidotum na kłopoty w tradycyjnych gałęziach gospodarki. Na razie nic nie wskazuje, by tak się stało.

— O sporych kłopotach możemy mówić w przypadku Atlantisu. Spółka wiele miesięcy temu zadeklarowała wejście w sektor IT. Poza wstępnymi deklaracjami inwestorzy nie dowiedzieli się niczego więcej — podkreśla Rafał Salwach.

Jednak niejasna strategia nie jest jedyną słabą stroną spółki. Wystarczy prześledzić jej ostatnie wyniki, by dojść do wniosku, że Atlantis wymaga gruntownego programu naprawczego. W pierwszych sześciu miesiącach spółka zanotowała przychody na poziomie 1 mln zł, a stratę netto 3,1 mln zł.

W dość trudnej sytuacji znajduje się 4Media. Dawny Chemiskór przedstawia bogaty plan rozwoju, ale wymaga on dużych nakładów finansowych.

...i Netii

W poważnych opałach znajdują się także firmy, które są związane z najbardziej ostatnio atrakcyjnymi branżami. Doskonałym tego przykładem jest Netia, która działa od 1992 roku. Bardzo wysoki stan zobowiązań spółki (3,3 mld zł), znikome przychody i wysokie straty niepokoją większość specjalistów.

— Szansa na dalsze istnienie giełdowej Netii uzależniona jest od decyzji Telii, jej głównego udziałowca — najczęściej powtarzają analitycy.

Netia potrzebuje 350 mln USD na finalizację programu inwestycyjnego w Polsce. 78 mln USD to opłaty za licencje (na działalność w Warszawie, Poznaniu, Katowicach i Trójmieście). Pozostała kwota konieczna jest na infrastrukturę telekomunikacyjną.

Jednak zarówno w przypadku Netii, jak też pozostałych spółek zagrożonych bankructwem, ich notowania giełdowe są na tyle niskie, że wręcz zachęcają do inwestowania w akcje tych przedsiębiorstw. Zdaniem analityków ryzyko jest spore, ale równie duże mogą okazać się zyski. Wystarczy jednak, że pojawią się pierwsze symptomy wychodzenia spółek na prostą, a ich kursy zareagują na to dużym wzrostem.