Patrząc w perspektywie dwóch ostatnich tygodni WIG20 był mocno rozdarty. W ostatnim tygodniu listopada krajowe blue chipy pomknęły na północ jak zaczarowane zyskując ok. 10 proc. Niestety, wzrosty nie przeciągnęły się również na minione pięć sesji, jak tylko niewielu inwestorów zakładało. Można by powiedzieć, że WIG20 pozostał niemal neutralny. Zatrzymał się na poziomie ok. 1750 pkt. i do wyznaczonego krótkoterminowego celu – 1,9 tys. pkt. – brakuje mu obecnie ponad 8 proc. Niewykluczone, że najbliższe pięć sesji będzie przełomowe. Być może już dziś krajowe blue chipy grubo przekroczą barierę 1,8 tys. pkt.
Już w piątek, kiedy WIG20 wraz z europejskimi rywalami kończył sesję na solidnych minusach, amerykańskie indeksy mocno zyskały. To przemawia za chęcią odrobienia strat do wskaźników na Wall Street. O udanej dzisiejszej sesji nad Wisłą mogą świadczyć dzisiejsze wzrosty na azjatyckich parkietach. Tam indeksy poszybowały w górę na fali doniesień z USA. Barack Obama, prezydent-elekt, poinformował w sobotę opinię publiczną o zakrojonym na cały kraj planie robót publicznych, największym od 50 lat! Następca Georga W. Busha zamierza stworzyć ponad 2,5 mln miejsc pracy, budując mosty, drogi i budynki użyteczności publicznej.
To, że rynek nie może doczekać się już odbicia od spadków było wyraźnie widać
po piątkowej sesji za oceanem. Na Wall Street trafiły fatalne dane makro (wzrost
bezrobocia), a indeksy i tak poszybowały w górę. Widać, że inwestorzy chcą jak
najdalej uciec od minimów bessy wielu światowych indeksów. Ostatnio, coraz mniej
złych danych makro potrafi zmienić obraz notowań. Obecnie pożądane są tylko i
wyłącznie te dobre. Indeksy reagują wzrostami, nawet po minimalnej poprawie w
światowych gospodarkach. Dziś, na rynek nie trafią żadne ważniejsze dane makro.
Być może jedynie odczyt październikowej produkcji przemysłowej w Niemczech
znajdzie się w centrum zainteresowań inwestorów.