Windykatorom brakuje kasy na długi

ET
02-09-2011, 00:00

Branża windykacyjna rośnie jak na drożdżach. Ogranicza ją tylko dostęp do kapitałów.

Branża windykacyjna rośnie jak na drożdżach. Ogranicza ją tylko dostęp do kapitałów.

Kolejni windykatorzy pokazują, jak rentownym biznesem może być ściąganie długów. GPM Vindexus zapowiadał już, że za półrocze pokaże skonsolidowany raport wraz z funduszem sekurytyzacyjnym. O ile jednostkowo Vindexus miał 644 tys. zł zysku (2 mln zł przed rokiem), to cała grupa zarobiła 18,4 mln zł.

— W kwietniu przejęliśmy kontrolę nad GPM Vindexus NSFIZ. Po przeszacowaniu kosztów przejęcia do wartości godziwej w wysokości 17 mln zł, przeszacowanie ujęto jako jednorazowy zysk — wyjaśnia Jerzy Kulesza, prezes GPM Vindexus.

Przychody ze sprzedaży grupy wyniosły 11,7 mln zł. Sam Vindexus miał 8,3 mln zł przychodów, wobec 7,1 mln zł przed rokiem. Większość sprzedaży grupa realizuje już za pośrednictwem funduszu, który na inwestycje wydał w tym roku 33 mln zł. Sama spółka nabyła na własną książkę jeden niewielki pakiet wierzytelności. Jerzy Kulesza zapowiada, że po intensywnych zakupach w I połowie tego roku nie przewiduje większych inwestycji w najbliższych kwartałach.

— Naszym problemem jest to, że w 2012 r. nie kupimy tyle, ile chcielibyśmy kupić — mówi prezes Vindexusa.

Problemem całej branży jest niedostatek kapitału na rozkręcanie sprzedaży. Zarząd Vindexusa cały czas ma pod ręką zgodę walnego na emisję 1 mln akcji, ale wstrzymuje się z decyzją.

— Nastawiamy się na kupno niewielkich pakietów wierzytelności, tak by utrzymywać w ruchu koło zamachowe biznesu. Z decyzją o emisji wstrzymujemy się do czasu poprawy sytuacji na giełdzie — mówi Jerzy Kulesza.

Swój pierwszy raport finansowy opublikowało wczoraj Presco. Spółce spadły w I półroczu przychody ze sprzedaży — aż o 23 proc., do 17,9 mln zł. Poprawił się za to zysk operacyjny o 18,5 proc. Na czysto zarobiła 5,7 mln zł, co oznacza prawie 10-procentowy wzrost rok do roku. Spółka poprawiła rentowność operacyjną do 35,9 proc. z 23,1 proc. rok wcześniej, a rentowność netto z 22,1 proc. do 31,8 proc.

— Sektor windykacyjny przez długi czas był niedoceniany. Tymczasem jest to biznes bardzo mocno rentowny i — co ważne — mocno rosnący — mówi Iza Rokicka, analityk DI BRE Banku.

Przyznaje, że problemem branży jest ograniczony dostępe do kapitału. Firmy nie mogą starać się o niego w bankach, bo te nie mogą dawać kredytów zabezpieczonych na wierzytelnościach, które uznały za warte 0 zł.

— Trzeba go szukać albo w emisjach obligacji, albo akcji. Skup wierzytelności jest na tyle dochodowy, że podwyższony koszt związany z emisjami nie ograniczają w znaczącym stopniu rentowności biznesu — mówi Iza Rokicka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ET

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Windykatorom brakuje kasy na długi