Rozwój rynku kredytowego dobrze wróży specjalistom od odzyskiwania długów
Zapotrzebowanie na usługi firm windykacyjnych zwiększa się na całym świecie. Do 2014 r. wartość rynku windykacji w Polsce wzrośnie do 22,2 mld zł.
W trzech kwartałach 2010 r. Grupa Kruk przyjęła do odzyskania około 1 mln zobowiązań. To o 23 proc. więcej niż w tym samym okresie roku 2009. Kilkudziesięcioprocentowy wzrost odnotowała także firma EuroWindykacja.
— Przyczyną takiego wzrostu zapotrzebowania na usługi windykacyjne jest niedostosowanie produkcji przedsiębiorstw do spadku popytu i sprzedaży, które negatywnie odbiło się na ich płynności. Do tego doszły jeszcze zmiany kursów na rynkach walutowych, przez co wiele przedsiębiorstw współpracujących z firmami zagranicznymi popadło w kłopoty finansowe — wyjaśnia Piotr Badowski, prezes Polskiego Związku Windykacji.
Podobnie jak w przypadku polskich firm windykacyjnych wzrasta także liczba zleceń spływających do ich kolegów po fachu za granicą. Niestety, w krajach, gdzie odsetek upadłości był bardzo wysoki, np. w Grecji czy na Węgrzech, szanse na odzyskanie należności są znikome.
Brak zaufania
Co ciekawe, przedsiębiorstwa z krajów, które szczególnie mocno odczuły kryzys, nie ufają firmom windykacyjnym i wolą samodzielnie odzyskiwać należności. Badanie przeprowadzone przez międzynarodową firmę windykacyjną Atradius Collections wskazuje, że 67 proc. polskich firm stara się odzyskiwać należności własnymi siłami, czyli przez działające w ich strukturach działy windykacji. Na Węgrzech liczba ta jest o 20 proc. wyższa. Znaczne różnice występują także w udziale wierzytelności sprzedawanych w ogólnej ich liczbie. Na Węgrzech wynosi on 9 proc., a w Polsce aż 22 proc.
A firmy windykacyjne chętnie skupują wierzytelności i to zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Grupa Kruk w ciągu trzech kwartałów 2010 r. kupiła w kraju wierzytelności o wartości niemal 550 mln zł, w Rumunii wydała na nie aż 648 mln zł.
Brak zaufania do firm windykacyjnych odbija się na ich skuteczności. W Grecji dług publiczny i obciążenia podatkowe wciąż rosną. Firmy windykacyjne mogłyby wystąpić w roli mediatora między dłużnymi firmami a ich wierzycielami i przywrócić obieg pieniądza. Niestety, zmiany prawne ograniczające firmy i możliwości polubownego dochodzenia roszczeń sprawiają, że windykatorzy natrafiają na wiele barier blokujących ich działanie.
Im szybciej, tym lepiej
Średni odsetek pomyślnie zakończonych spraw zagranicznych powierzonych firmie EuroWindykacja oscyluje w granicach 60-65 proc, podczas gdy skuteczność windykacji w Polsce sięga 70 proc., pod warunkiem, że wierzytelność nie jest starsza niż 360 dni. To właśnie czas między powstaniem zadłużenia, a wszczęciem procedur windykacyjnych decyduje o ich skuteczności.
— Często brak zapłaty w terminie świadczy o złym zarządzaniu przedsiębiorstwem, a to może zwiastować jego bliski koniec. W takim przypadku każda zwłoka w podejmowaniu działań windykacyjnych zmniejsza szansę na odzyskanie długu — ostrzega Piotr Badowski.
Podobnego zdania jest Adrianna Żelichowska, członek zarządu firmy EuroWindykacja.
— Błędem często powtarzanym przez polskich przedsiębiorców jest bierne oczekiwanie na zapłatę przez wiele miesięcy. Podjęcie czynności po roku od terminu płatności może, niestety, okazać się zbyt późne, bo dłużnik może w tym czasie ogłosić formalną upadłość lub rozpocząć przygotowania do niej. W takiej sytuacji wierzytelność może zostać odzyskana bardzo późno lub wcale — mówi Adrianna Żelichowska.
Za granicą sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Wiele wydawałoby się dobrze prosperujących firm, nagle stanęło przed wizją upadłości. A nawet jeśli udało im się przetrwać kryzys, to zostały objęte wieloletnimi planami restrukturyzacyjnymi, nadzorem sądowym, a to oznacza, że pieniądze wierzycieli zamrożono na kilka lat.
Kraje, w których tego typu problemy występują najczęściej, to Hiszpania, Grecja, Węgry, Litwa, Wielka Brytania i częściowo Włochy oraz Francja. Tam kryzys najsilniej odcisnął piętno na finansach firm i negatywnie wpłynął na dyscyplinę płatniczą. Problemy z regulowaniem należności występują również w Niemczech.
Na drugim biegunie stoją Belgia, Holandia, USA oraz południowi sąsiedzi Polski — Czechy i Słowacja, a także Skandynawia i Rosja. Specyficzne regiony to Bułgaria, Indie, Meksyk i Turcja, gdyż głównym czynnikiem skutecznej windykacji w tych krajach jest znajomość lokalnego rynku.
Prognoza na przyszłość
Dr Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową przewiduje, że Polska branża windykacyjna w najbliższych latach będzie się rozwijać.
— Decyduje o tym kilka czynników. Przede wszystkim polski rynek charakteryzuje się mniejszym niż zachodnie nasyceniem kredytami mieszkaniowymi, konsumpcyjnymi i innymi produktami kredytowymi. Wartość kredytów i zadłużenie gospodarstw domowych będą więc wciąż rosły. W roku 2014 osiągną 715 mld zł, zwiększając się o blisko trzy czwarte w stosunku do roku 2009. Dla rozwoju branży windykacyjnej istotne jest, że duża część tego zadłużenia to kredyty zagrożone — wskazuje dr Bohdan Wyżnikiewicz.
Duże znaczenie dla rozwoju branży windykacyjnej ma również prognozowany wzrost salda kredytowego w sektorze przedsiębiorstw. W 2009 r. wynosiło ono 207 mld zł, a w 2014 może osiągnąć nawet 283 mld zł. To wzrost o 36,6 proc. Można więc przewidywać, że wierzyciele z sektora przedsiębiorstw część spraw przekażą do obsługi wyspecjalizowanym firmom windykacyjnym.
— Rynek zarządzania wierzytelnościami rozwija się także dzięki rosnącej z roku na rok skłonności do outsourcingu usług windykacyjnych oraz sprzedaży zagrożonych portfeli. Od kilku już lat zauważamy tendencję do przekazywania firmom windykacyjnym zleceń odzyskiwania długów. W sytuacji ciągłego przyrostu wartości "złych kredytów" firmy bez rozbudowanego zaplecza windykacyjnego nie są w stanie samodzielnie odzyskać swoich należności. Szczególnie dotyczy to firm małych i średnich. A w przypadku większych podmiotów koszt utrzymania wewnętrznego działu windykacji bardzo często przekracza dochody z tytułu odzyskanych środków — zauważa Piotr Krupa, prezes Grupy Kruk.