Windykatorzy będą mieli więcej pracy

Małgorzata Ciechanowska
opublikowano: 2010-11-10 00:00

Zapotrzebowanie na usługi firm windykacyjnych zwiększa się na całym świecie. Do 2014 r. wartość rynku windykacji w Polsce wzrośnie do 22,2 mld zł.

Rozwój rynku kredytowego dobrze wróży specjalistom od odzyskiwania długów

Zapotrzebowanie na usługi firm windykacyjnych zwiększa się na całym świecie. Do 2014 r. wartość rynku windykacji w Polsce wzrośnie do 22,2 mld zł.

W trzech kwartałach 2010 r. Grupa Kruk przyjęła do odzyskania około 1 mln zobowiązań. To o 23 proc. więcej niż w tym samym okresie roku 2009. Kilkudziesięcioprocentowy wzrost odnotowała także firma EuroWindykacja.

— Przyczyną takiego wzrostu zapotrzebowania na usługi windykacyjne jest niedostosowanie produkcji przedsiębiorstw do spadku popytu i sprzedaży, które negatywnie odbiło się na ich płynności. Do tego doszły jeszcze zmiany kursów na rynkach walutowych, przez co wiele przedsiębiorstw współpracujących z firmami zagranicznymi popadło w kłopoty finansowe — wyjaśnia Piotr Badowski, prezes Polskiego Związku Windykacji.

Podobnie jak w przypadku polskich firm windykacyjnych wzrasta także liczba zleceń spływających do ich kolegów po fachu za granicą. Niestety, w krajach, gdzie odsetek upadłości był bardzo wysoki, np. w Grecji czy na Węgrzech, szanse na odzyskanie należności są znikome.

Brak zaufania

Co ciekawe, przedsiębiorstwa z krajów, które szczególnie mocno odczuły kryzys, nie ufają firmom windykacyjnym i wolą samodzielnie odzyskiwać należności. Badanie przeprowadzone przez międzynarodową firmę windykacyjną Atradius Collections wskazuje, że 67 proc. polskich firm stara się odzyskiwać należności własnymi siłami, czyli przez działające w ich strukturach działy windykacji. Na Węgrzech liczba ta jest o 20 proc. wyższa. Znaczne różnice występują także w udziale wierzytelności sprzedawanych w ogólnej ich liczbie. Na Węgrzech wynosi on 9 proc., a w Polsce aż 22 proc.

A firmy windykacyjne chętnie skupują wierzytelności i to zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Grupa Kruk w ciągu trzech kwartałów 2010 r. kupiła w kraju wierzytelności o wartości niemal 550 mln zł, w Rumunii wydała na nie aż 648 mln zł.

Brak zaufania do firm windykacyjnych odbija się na ich skuteczności. W Grecji dług publiczny i obciążenia podatkowe wciąż rosną. Firmy windykacyjne mogłyby wystąpić w roli mediatora między dłużnymi firmami a ich wierzycielami i przywrócić obieg pieniądza. Niestety, zmiany prawne ograniczające firmy i możliwości polubownego dochodzenia roszczeń sprawiają, że windykatorzy natrafiają na wiele barier blokujących ich działanie.

Im szybciej, tym lepiej

Średni odsetek pomyślnie zakończonych spraw zagranicznych powierzonych firmie EuroWindykacja oscyluje w granicach 60-65 proc, podczas gdy skuteczność windykacji w Polsce sięga 70 proc., pod warunkiem, że wierzytelność nie jest starsza niż 360 dni. To właśnie czas między powstaniem zadłużenia, a wszczęciem procedur windykacyjnych decyduje o ich skuteczności.

— Często brak zapłaty w terminie świadczy o złym zarządzaniu przedsiębiorstwem, a to może zwiastować jego bliski koniec. W takim przypadku każda zwłoka w podejmowaniu działań windykacyjnych zmniejsza szansę na odzyskanie długu — ostrzega Piotr Badowski.

Podobnego zdania jest Adrianna Żelichowska, członek zarządu firmy EuroWindykacja.

— Błędem często powtarzanym przez polskich przedsiębiorców jest bierne oczekiwanie na zapłatę przez wiele miesięcy. Podjęcie czynności po roku od terminu płatności może, niestety, okazać się zbyt późne, bo dłużnik może w tym czasie ogłosić formalną upadłość lub rozpocząć przygotowania do niej. W takiej sytuacji wierzytelność może zostać odzyskana bardzo późno lub wcale — mówi Adrianna Żelichowska.

Za granicą sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Wiele wydawałoby się dobrze prosperujących firm, nagle stanęło przed wizją upadłości. A nawet jeśli udało im się przetrwać kryzys, to zostały objęte wieloletnimi planami restrukturyzacyjnymi, nadzorem sądowym, a to oznacza, że pieniądze wierzycieli zamrożono na kilka lat.

Kraje, w których tego typu problemy występują najczęściej, to Hiszpania, Grecja, Węgry, Litwa, Wielka Brytania i częściowo Włochy oraz Francja. Tam kryzys najsilniej odcisnął piętno na finansach firm i negatywnie wpłynął na dyscyplinę płatniczą. Problemy z regulowaniem należności występują również w Niemczech.

Na drugim biegunie stoją Belgia, Holandia, USA oraz południowi sąsiedzi Polski — Czechy i Słowacja, a także Skandynawia i Rosja. Specyficzne regiony to Bułgaria, Indie, Meksyk i Turcja, gdyż głównym czynnikiem skutecznej windykacji w tych krajach jest znajomość lokalnego rynku.

Prognoza na przyszłość

Dr Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową przewiduje, że Polska branża windykacyjna w najbliższych latach będzie się rozwijać.

— Decyduje o tym kilka czynników. Przede wszystkim polski rynek charakteryzuje się mniejszym niż zachodnie nasyceniem kredytami mieszkaniowymi, konsumpcyjnymi i innymi produktami kredytowymi. Wartość kredytów i zadłużenie gospodarstw domowych będą więc wciąż rosły. W roku 2014 osiągną 715 mld zł, zwiększając się o blisko trzy czwarte w stosunku do roku 2009. Dla rozwoju branży windykacyjnej istotne jest, że duża część tego zadłużenia to kredyty zagrożone — wskazuje dr Bohdan Wyżnikiewicz.

Duże znaczenie dla rozwoju branży windykacyjnej ma również prognozowany wzrost salda kredytowego w sektorze przedsiębiorstw. W 2009 r. wynosiło ono 207 mld zł, a w 2014 może osiągnąć nawet 283 mld zł. To wzrost o 36,6 proc. Można więc przewidywać, że wierzyciele z sektora przedsiębiorstw część spraw przekażą do obsługi wyspecjalizowanym firmom windykacyjnym.

— Rynek zarządzania wierzytelnościami rozwija się także dzięki rosnącej z roku na rok skłonności do outsourcingu usług windykacyjnych oraz sprzedaży zagrożonych portfeli. Od kilku już lat zauważamy tendencję do przekazywania firmom windykacyjnym zleceń odzyskiwania długów. W sytuacji ciągłego przyrostu wartości "złych kredytów" firmy bez rozbudowanego zaplecza windykacyjnego nie są w stanie samodzielnie odzyskać swoich należności. Szczególnie dotyczy to firm małych i średnich. A w przypadku większych podmiotów koszt utrzymania wewnętrznego działu windykacji bardzo często przekracza dochody z tytułu odzyskanych środków — zauważa Piotr Krupa, prezes Grupy Kruk.

Możesz zainteresować się również: