Wioska na końcu świata też ma swój kryzys

ŁO, economist.com
opublikowano: 2013-11-16 14:50

Zachodnie kraje mają swój kryzys finansowy, ale nie tylko one. Innuici z małej osady w Grenlandii też borykają się z kryzysem.

Tradycja kontra postęp - tak magazyn "The Economist" zatytułował na jednym ze swoich blogów recenzję filmu dokumentalnego "Wioska na końcu świata", autorstwa Sarah Gavron i Davida Katznelson.  

FOT. YouTube
FOT. YouTube
None
None

Film opowiada o życiu w osadzie Niaqornat w północno-zachodniej części Grenlandii, której mieszkańcy walczą o przetrwanie w czasach globalizacji. Wśród największych wrogów wioski "The Economist" wymienia zmiany klimatyczne, kurczącą się lokalną gospodarkę i urok cyfrowego świata, który pociąga młodych, a jest dostępny dzięki łączom internetowym.  

Kiedy filmowcy przybyli do Niaqornat osada liczyła 59 mieszkańców. Pod koniec kręcenia materiału, 18 miesięcy później, mieszkały tam już 53 osoby. Niby niewielka różnica, a jednak 50 jest dla lokalnej ludności magiczną liczbą. Jak przekonuje Sarah Gavron, jeśli populacja zmniejszy się poniżej tej liczby, to Duńczycy przestaną przekazywać dotacje i statek zaopatrzeniowy już nie przypłynie.  

Na czym opiera się gospodarka Niaqornat? Przez większą część filmu mieszkańcy robią to samo, co przed wiekami, czyli polują na niedźwiedzie polarne, foki, rekiny i olbrzymie wieloryby. Impulsem gospodarczym jest też turystyka, choć przypływający tutaj ludzie bywają zdziwieni, gdy widzą lokalną dziewczynę korzystającą z laptopa.  

Twórcy filmu pokazali jak mieszkańcy Niaqornat walczą o przetrwanie w coraz bardziej zglobalizowanej rzeczywistości konsumpcyjnej. "The Economist" wspomina, że życie w małych wioskach grenlandzkich jest niemal utopijne - nikt nie jest właścicielem ziemi i łupów z polowania, które są dzielone równo.  

Świat infiltruje jednak osadę i mieszkańcom może być coraz trudniej utrzymać unikatowość i przetrwać.

Zobacz zwiastun filmu "Village at the End of the World"