Wirus bessy znowu zainfekował GPW

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 13-03-2008, 17:52

Dzisiejszą przecenę sprowokowały wieści zza Atlantyku, gdzie optymizmu starczyło tylko na wtorkową zwyżkę po ogłoszeniu przez Fed planu wzmocnienia rynku kredytowego. Już wczoraj jednak pojawiły się wątpliwości co do skuteczności działań Fed, a pesymizm pogłębiła drożejąca ropa oraz słabnący dolar.

Czarę goryczy przelała informacja o niewypłacalności wartego ok. 15 mld. USD funduszu private equity Carlyle Capital, inwestującego w hipoteczne papiery dłużne. Kontynuacji wzrostu na Wall Street zatem nie było, a inwestorzy zaczęli się obawiać, że podskok indeksów był pułapką.

Rano nastroje były jeszcze gorsze po dużym spadku indeksów w Tokio w reakcji na dalszą zniżkę kursu dolara do jena – mocny jen uderza w nastawioną na eksport gospodarkę Japonii. Kontrakty na amerykańskie indeksy zapowiadały nowe, duże straty. Europejskie rynki nie miały w wyboru i zaczęły dzień głęboko pod kreską. Już na otwarciu indeksy GPW zanurkowały, a Wig20 przebił w locie wsparcie na poziomie 2900 pkt. Po pierwszym uderzeniu podaż ustała i zaczęła się wielogodzinna konsolidacja, które towarzyszyły mizerne obroty.

Przez cały dzień napływały złe wieści. Coraz bardziej nakręcająca się spirala deprecjacji dolara i aprecjacji surowców zaczęła siać postrach. Dolar spadł do poziomu 1,56 za euro, a kontrakty na złoto dotknęły magicznej bariery 1000 USD za uncję. Najbardziej jednak niepokoiła drożejąca w oczach ropa, która przebiła w Nowym Jorku cenę 111 USD za baryłkę. Prezes EBC Trichet wystosował dzisiaj niezbyt zawoalowane napomnienie do władz monetarnych USA, aby potraktowały serio własne słowa o polityce "silnego dolara", które obecnie brzmią jak kpina.

Kontynuacja tego trendu grozi wzrostem inflacji i rynkowych stóp procentowych w USA, co postawiłoby Fed w trudnym położeniu – tnąc krótkoterminowe stopy nie miałby wpływu na poziom stóp wieloletnich. Na razie działania Fed przyniosły mizerny wynik. Freddie Mac poinformował dzisiaj, że stopa 30-letniego kredytu hipotecznego wzrosła w ub. tygodniu do poziomu  6,13 proc. Równo rok temu, a więc przed serią obniżek stóp, wynosiła ona... 6,14 proc. Z kolei firma Realty Trac podała, że liczba zajęć niespłacanych domów wzrosła w lutym o 60 proc. w stosunku do lutego 2007. Jest się czym martwić.

Na już osłabione rynki spadła po południu informacja o znacznie niższej od prognoz sprzedaży detalicznej w USA, co ożywiło lęk przed recesją. Indeksy GPW ustanowiły nowe minima, ale na koniec sesji udało im się odrobić część strat dzięki poprawie notowań za oceanem. Ostatecznie Wig20 obniżył się o 3,1 proc. przy niespełna 1 mld. zł obrotu. Honoru blue chipów broniła TPSA, tracąc tylko 1 proc. Zawiodły banki i spółki surowcowe. Ponad 5 proc stracił BZWBK po informacji o możliwym kosztownym rebrandingu.
Obroty na GPW były rekordowo niskie, a spadek indeksów nieproporcjonalnie duży do rzeczywistej siły podaży. Przy zupełnej bierności krajowego kapitału dalszy kierunek rynku zależy wyłącznie od sytuacji za granicą. Na razie styczniowe minimum wciąż się broni i dopiero jego wyraźne przebicie będzie sygnałem kapitulacji i zapowiedzią zejścia Wig20 w rejon 2500 pkt. Na razie nie zanosi się na powrót zagranicznego kapitału na GPW, mimo że analitycy HSBC zalecają już klientom przeważanie polskich akcji.

Jutro być może część dzisiejszego spadku zostanie odrobiona, gdyż amerykańskie indeksy mimo wielu negatywnych czynników wyraźnie nie chcą wracać do styczniowej przeszłości. Tuż po godz. 16 wzmocniły się po informacji z agencji S&P, że jej zdaniem całkowite straty banków na kryzysie subprime wyniosą 285 mld. USD. To by oznaczało jeszcze 100 mld. do odpisania, ale rynek wyraźnie woli widzieć szklankę do połowy pełną.

Część inwestorów i analityków nadal duże nadzieje pokłada w technicznej wymowie wtorkowej zwyżki. Tego dnia 90 proc. wartości obrotu wygenerowały papiery drożejące, co jest charakterystyczne dla dni odwrotu. Statystycznie rzecz biorąc po tak dużym jednorazowym podskoku prawdopodobieństwo zwyżki indeksu S&P w ciągu 30 dni wynosi 60 proc., a średni wzrost sięga 2 proc. Tym razem jednak nad rynkiem wisi tyle realnych zagrożeń, że następny miesiąc może się znaleźć w mniej fortunnej kategorii 40 proc. Jutro czeka giełdy kolejny poważny test – dane o inflacji detalicznej. Biorąc po uwagę możliwy wpływ tych danych na ceny surowców i kurs dolara, może być jeszcze goręcej niż dzisiaj.


 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Wirus bessy znowu zainfekował GPW