Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Eurolot w ostatni piątek ogłosił, że przestanie latać od 1 kwietnia, a Wizz Air już odpowiada.
— Zwiększamy częstotliwość lotów z Gdańska do Eindhoven w Holandii i do Turku w Finlandii z czterech do pięciu tygodniowo. Z Warszawy do Dortmundu będziemy latać nie cztery, ale siedem razy w tygodniu — mówi Daniel de Carvalho, rzecznik Wizz Aira. Eurolot oferuje 19 połączeń i lata m.in. z Gdańska do Amsterdamu i Helsinek, a z Warszawy do Düsseldorfu — to dla tych tras Wizz Air proponuje alternatywy. Przy okazji linia przypomina, że z Gdańska lata dwa razy w tygodniu do portu Mediolan Bergamo, co mogą wykorzystać osoby, które chciały z Eurolotem udać się na lotnisko Mediolan Malpensa.
— Oferujemy niskokosztowe rozwiązania dla pasażerów dotkniętych decyzją Eurolotu, zwiększając liczbę lotów na niektórych trasach i udostępniając rejsy w atrakcyjnych cenach — mówi Daniel de Carvalho.
Przedstawiciele Eurolotu zapewniają, że pasażerowie, którzy kupili bilety na loty po 1 kwietnia, nie powinni się martwić: linia nikogo nie zostawi samemu sobie, gwarantuje zwrot kosztów biletów lub zmianę rezerwacji na loty innych przewoźników.
— Taki komunikat to raczej zabieg marketingowy. Nawet gdyby Eurolot nadal latał, Wizz Air nie zrobiłby czegoś całkowicie innego. Linia realizuje przemyślaną strategię, w której być może wprowadziła najwyżej kosmetyczne zmiany — mówi Sebastian Gościniarek z firmy doradczej BBSG.
Wizz Air już latem 2014 r. zapowiedział, że zwiększy ofertę lotów w Polsce o 15 proc., mocniej niż w innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej. W ubiegłym tygodniu linia zapowiedziała, że w tym kwartale wejdzie na londyńską giełdę, gdzie chce pozyskać 150 mln EUR. Firma zamierza zwiększyć flotę i do niespełna 50 samolotów doda 30 sztuk. Ryanair, który ma 200 samolotówi dokupuje 175, nie planuje poszerzania oferty ze względu na koniec działalności Eurolotu.
— Z uwagi na wyraźną różnicę cen rozwijaliśmy się do tej pory w Polsce niezależnie od obecności Eurolotu. Jego wycofanie się z rynku nie będzie więc miało wpływu na nasze plany rozwoju w Polsce — nadal mamy ambicje podwoić liczbę pasażerów z 7 do 14 milionów rocznie w ciągu 5-10 lat — mówi Juliusz Komorek z Ryanaira.
Lufthansa też nie ostrzy sobie zębów na trasy po Eurolocie. — Koncentrujemy działania na rozwoju tras między Polską a głównymi portami przesiadkowymi Lufthansy we Frankfurcie i Monachium — mówi Ofer Kisch, dyrektor regionalny na Europę Środkowo-Wschodnią w Lufthansie. © Ⓟ