Nieoczekiwanie stopy procentowe NBP poszły w górę. RPP chce w ten sposób ubiec inflację, która ma być coraz wyższa.
Dla większości ekonomistów wczorajsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej (RPP) o podniesieniu stóp procentowych o 25 pkt była zaskoczeniem. Spodziewali się, że stopy wzrosną, ale dopiero w lipcu.
— To logiczna decyzja: wiadomo, że inflacja wzrośnie, więc nie ma co czekać z podwyżkami do lipca, tym bardziej że zmiana parametrów polityki pieniężnej, dokonana dziś, będzie miała wpływ na gospodarkę najprędzej za trzy kwartały — uważa Marcin Bilbin, analityk Pekao.
Zagrożenia na horyzoncie
W komunikacie po posiedzeniu RPP zwróciła uwagę na pogorszenie relacji między wzrostem wynagrodzeń i wydajności pracy. Według jej członków, możliwe jest dalsze narastanie presji płacowej, a w konsekwencji — inflacyjnej. Wprawdzie wzrost inflacji może być w średnim okresie ograniczany przez utrzymywanie się wysokiego tempa wydajności, bardzo dobrą sytuację finansową firm i wciąż niską dynamikę cen zewnętrznych, jednak „rada uznała siłę oddziaływania tych czynników za niewystarczającą do utrzymania inflacji na poziomie celu (2,5 proc. — red.) w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej”. Według RPP, prawdopodobieństwo, że inflacja utrzyma się w średnim okresie powyżej 2,5 proc., jest większe niż to, że będzie niższa. Stąd podwyżka.
Ryszard Petru, główny analityk Banku BPH, który jako jeden z nielicznych przewidział wczorajszą podwyżkę, uważa, że dla RPP nie bez znaczenia jest obniżka składki rentowej, która będzie wspierała popyt, stanowiąc dodatkowe zagrożenie dla inflacji.
Myśleli, że rada poczeka
Decyzja RPP najwyraźniej zaskoczyła uczestników rynków finansowych. Po jej ogłoszeniu na rynku obligacji rozpoczęła się wyprzedaż, co skutkowało kilkupunktowym wzrostem rentowności papierów.
— Zaraz po ogłoszeniu decyzji rynek był jednostronny: wielu inwestorów chciało sprzedać obligacje, jednak nie było na nie chętnych. Podwyżka ewidentnie osłabiła rynek — relacjonuje Marcin Bilbin.
Wczorajsza decyzja RPP nie pomogła też giełdzie: jeszcze dwa dni temu wielu inwestorom marzył się kolejny rekord na WIG20. Jednym z warunków do jego uzyskania było jednak pozostawienie stóp na dotychczasowym poziomie. W efekcie wczorajszej podwyżki indeks największych spółek (który i tak od rana tracił) osłabł jeszcze bardziej.
Nieoczekiwana dla większości decyzja okazała się korzystna dla złotego, który mimo niesprzyjającej sytuacji na rynkach wschodzących zdołał się nieco umocnić.
To jeszcze nie koniec
Przyszłość dalszych losów stóp procentowych będzie zależała od danych ekonomicznych, m.in. o inflacji, płacach, wydajności pracy, popycie krajowym. Rada będzie też zwracać uwagę na politykę fiskalną, która — jak zauważa Ryszard Petru — przy spowolnieniu gospodarki może być proinflacyjna.
— Nie wykluczam kolejnej podwyżki w lipcu, choć trudno jednoznacznie ją obstawiać. Będzie to zależało od bieżących danych o inflacji i rynku pracy — uważa ekonomista Banku BPH.
Dotąd rynek spodziewał się, że w tym roku stopy wzrosną o 75 pkt bazowych, co po uwzględnieniu wczorajszej podwyżki oznaczałoby jeszcze jedną do końca roku.
— Teraz oczekiwania przesuwają się w stronę jeszcze dwóch, co oznaczałoby, że 2007 rok zakończymy ze stopą referencyjną na poziomie 5 proc. — mówi Marcin Bilbin.
W Szwajcarii główna stopa wynosi 2,5 proc, Eurolandzie — 4 proc., a w Stanach Zjednoczonych — 5,25 proc.