O projekt niemieckiej firmy Wika Polska biły się Włocławek i Kowal. Tereny w pierwszym z miast wkrótce zostaną włączone do Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (PSSE), o czym „PB” poinformował we wtorek. Działka w Kowalu miała stać się częścią Łódzkiej SSE, która jednak stała dużo dalej w kolejce do poszerzenia.
— To dla mnie złe wieści. Moja gmina ma tylko 450 ha i mogę zaproponować inwestorom wyłącznie grunty prywatne. Aby wejść do strefy, muszę mieć konkretny projekt. Czuję się jak ogrodnik po zimnej Zoście — zrobiłem wszystko, by były plony, ale przyszedł mróz i je zabrał. Teraz, po utworzeniu podstrefy we Włocławku, Wika zainwestuje właśnie tam — mówi Eugeniusz Gołembiewski, burmistrz Kowala.
Samorządowiec ma czego żałować. Według naszych informacji, Wika zamierza zainwestować 80 mln zł i zatrudnić na początek aż 280 osób.
Wyłączeni z poszerzenia
Z informacji „PB” wynika, że to nie kolejność poszerzenia stref zadecydowała o lokalizacji inwestycji. — Tak wybrała firma. Już jakiś czas temu skorygowaliśmy nasz wniosek o poszerzenie i wyłączyliśmy z niego tereny w Kowalu — mówi Tomasz Sadzyński, prezes ŁSSE. Sama firma na razie nie chce się wypowiadać.
— Planujemy pewne inwestycje w najbliższych latach, jednak projekt jest jeszcze w fazie wewnętrznych dyskusji i nie ma ostatecznej decyzji w sprawie lokalizacji, zakresu inwestycji itd. — twierdzi Andrzej Ossowski, członek zarządu Wika Polska.
Wika Polska to następca założonej w 1916 r. Kujawskiej Fabryki Manometrów, która w 2000 r. połączyła się z niemieckim partnerem. W zakładzie we Włocławku pracuje 1200 osób. Roczna produkcja to 29 mln przyrządów rocznie. Wika Polska miała w 2011 r. 24,1 mln zł zysku netto (wobec 29,4 mln zł w 2010 r.) i 296,4 mln zł przychodów (wobec 258,8 mln zł rok wcześniej). Cały zysk został przeznaczony na podwyższenie kapitału zapasowego do 52,8 mln zł. Koncern ma zakłady w niemieckim Klingenbergu (tu znajduje się także siedziba), Brazylii, Chinach, Indiach, Kanadzie, Szwajcarii, Afryce Południowej i dwa w USA. Tylko w Niemczech zatrudnia więcej osób niż w Polsce — 2 tys.
Podchody pod firmy
Przedstawiciele stref przyznają, że zdarza im się rywalizować o względy tej samej firmy. Faurecia, która miaławybudować nowy zakład w legnickiej SSE, a w końcu buduje tam fabrykę, ale bez zezwolenia strefowego i bez zwolnień podatkowych, rozważała projekt w łódzkiej strefie.
— Eurometal, producent profili aluminiowych, który działa w podstrefie w Stalowej Woli Tarnobrzeskiej SSE, korzystniejsze warunki dla walcowniznalazł w Kleszczowie, gdzie jest bezpośredni dostęp do energii z Elektrowni Bełchatów i nie ma kosztów przesyłowych. Teraz działa więc także w strefie łódzkiej — mówi Marek Indyk, szef strefy z Tarnobrzega. Urszula Solińska-Marek, prezes Wałbrzyskiej SSE, uważa, że strefy nie konkurują, ale „uzupełniają ofertę”.
— Oczywiście staramy się zachęcić, by firma wybrała naszą strefę. Negocjuje się kwestie opłat administracyjnych czy miękkie elementy, jak zakres obsługi poinwestycyjnej. Zanim hinduski Apollo Tyres zawiesił projekt, krążył między naszą i legnicką strefą. Za każdym razem, gdy wracał, staraliśmy się coś dorzucić — mówi Urszula Solińska-Marek.
Cezary Tkaczyk, prezes SSE Starachowice, podkreśla, że nie spiera się o inwestora.
— Nigdy nie pytaliśmy, co dają inni. Mamy warunki określone przepisami. Przedstawiamy te warunki, nasze doświadczenie i możliwości. Unikamy konfliktu — mówi Cezary Tkaczyk.