Włosi szokują rywali

Wiktor Szczepaniak
22-05-2009, 00:00

Bez wielkiego rozgłosu

Pini Polonia stawia w Kutnie megaubojnię, w której zatrudni 800 osób

Bez wielkiego rozgłosu

włoski inwestor

przygotowuje się do

uruchomienia największej

ubojni świń w Polsce.

Konkurenci są zdumieni.

Choć trudno w to uwierzyć, w silnie konkurencyjnej i borykającej się z dużymi problemami branży mięsnej są jeszcze firmy chętne do inwestowania w budowę nowych zakładów. Jednym z takich śmiałków jest firma Pini Polonia, z włoskim rodowodem, która bez rozgłosu, w szybkim tempie stawia w Kutnie wielki zakład ubojowo-rozbiorowy. Władze miasta zacierają ręce licząc m.in. na ograniczenie bezrobocia, a firmy z branży mięsnej przecierają oczy — ze zdumienia.

Rozmach inwestycji

— Budowa zakładu jest już mocno zaawansowana. Planujemy zakończyć ją w tym roku, tak by uruchomić produkcję na początku 2010 r. Zakład będzie miał powierzchnię 28 tys. mkw., a jego zdolność ubojowa sięgnie 8 tys. sztuk na dobę. Z naszych informacji wynika, że będzie to największy zakład ubojowy w Polsce — mówi Jolanta Jakubowska z biura Pini Polonia.

Wartość tej inwestycji przekroczy 100 mln zł. Zatrudnienie w zakładzie ma znaleźć 600-800 osób.

Jolanta Jakubowska podkreśla, że Piero Pini, włoski właściciel firmy, ma już zakład na Węgrzech (Hungary Meat), do którego dowożony jest od dawna żywiec m.in. z Polski (nawet 60 tirów na miesiąc). Dobre zaplecze surowcowe w Polsce miało być jednym z powodów, dla których zapadła decyzja o budowie zakładu w naszym kraju. Wybór Kutna także nie jest przypadkowy.

— Środkowa Polska jest dogodną lokalizacją dla tego typu inwestycji, m.in. z uwagi na liczne hodowle świń na tym obszarze. Inwestor już skupuje ponad 10 tys. świń tygodniowo i wysyła do zakładu na Węgrzech — informuje Michał Adamski z Urzędu Miasta Kutno.

— Duża część produkcji z naszego zakładu w Kutnie będzie eksportowana. Właściciel firmy wykorzysta swoje dobre kontakty handlowe na wielu rynkach azjatyckich i europejskich — mówi Jolanta Jakubowska.

Część trafi jednak również na rynek polski. Przedstawicielka Pini Polonia podkreśla, że już dziś są w Polsce zakłady przetwórcze, które kupują mięso z jej siostrzanego zakładu na Węgrzech.

Krytyczni rywale

Jak łatwo można się domyślić, działające w Polsce firmy mięsne nie są szczęśliwe z powodu planowanego wejścia na rynek nowego gracza, który nie tylko zaostrzy rywalizację o żywiec wieprzowy, ale także o udziały w rynku mięsa. Wiele firm nie kryje przy tym niedowierzania, że tak duża inwestycja rzeczywiście dojdzie do skutku.

— Trudno znaleźć uzasadnienie ekonomiczne dla decyzji o realizacji takiej inwestycji. Już dziś łączne moce ubojowe polskich zakładów mięsnych niemal dwukrotnie przekraczają zapotrzebowanie rynku. Na rynku jest wiele nowoczesnych zakładów, które nie wykorzystują w pełni swoich zdolności przerobowych. Nie brak też takich, które stoją puste — komentuje Andrzej Pawelczak, rzecznik Grupy Animex, największej firmy mięsnej w Polsce.

Jedno jest pewne. Jeśli włoski zakład w Kutnie ruszy, z rynku wypadną kolejne, średnie firmy mięsne. Wiele z nich już dziś balansuje na krawędzi bankructwa.

— W Polsce wciąż działa około tysiąca zakładów ubojowych. Z czasem wiele z nich, zwłaszcza średnich, będzie się wykruszać. Koncentracja produkcji wydaje się nieunikniona, jeśli nasz przemysł mięsny ma być konkurencyjny wobec duńskiego czy niemieckiego — ocenia Jarosław Ptak, wiceprezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej Polsus.

Podkreśla, że w Danii czy Niemczech z powodzeniem działają ubojnie o zdolnościach sięgających 10 tys. sztuk na dobę.

Eksperci podkreślają, że eksportowa orientacja Pini Polonia będzie wpływać korzystnie na rynek mięsa w czasach nadprodukcji wieprzowiny (tzw. świńska górka). Na razie jednak mamy do czynienia z sytuacją przeciwną. Pogłowie świń w Polsce spadło do rekordowo niskiego poziomu (13,3 mln sztuk). Firmy borykają się dziś więc z niedoborami i wysokimi cenami żywca. Jest jednak szansa, że do czasu, gdy Pini Polonia ruszy z produkcją, polskie pogłowie świń zostanie częściowo odbudowane.

okiem eksperta

Łukasz Andraszak

prezes Zakładów Mięsnych Salus

Plan uruchomienia w Polsce zakładu prowadzącego ubój 8 tys. sztuk trzody chlewnej na dobę wydaje mi się mało realny do wykonania. Biorąc pod uwagę warunki panujące w polskiej rzeczywistości, takie jak duże rozdrobnienie gospodarstw hodowlanych czy problemy natury logistycznej, nowy zakład ubojowy nie ma zbyt dużych szans na osiągnięcie takiej skali działania, zwłaszcza w krótkim czasie. Realne byłoby co najwyżej osiągnięcie poziomu ubojów rzędu 3-4 tys. sztuk na dobę, ale i to wymagałoby bardzo dużych starań też nakładów finansowych. Żeby nowy podmiot mógł uzyskać tak dużą ilość żywca na rynku, będzie musiał dobrze płacić, i to gotówką. Wejście takiej firmy na rynek z pewnością wpłynie na poziom cen i zaostrzy konkurencję.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Włosi szokują rywali